Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział, zanim zaszłam w ciążę?

2 czerwca 2018

Uważam, że macierzyństwo i wszystkie jego następstwa pojawiają się nie w momencie urodzenia dziecka, ale już wraz z dwiema kreskami na teście ciążowym. W momencie, w którym dowiadujesz się, że jesteś w ciąży, z automatu zaczynasz się martwić i troszczyć o swoje dziecko. Ja, w drugą ciążę zaszłam na chwilę przed skończeniem trzydziestki więc pomimo tego, że średnia wieku matek trochę się przesunęła, nadal uważam, że nie jest to już tak samo bezpieczny czas na potomstwo, jak np. wśród naszych mam czy babć, które dzieci rodziły często dekadę wcześniej…

Bałam się tak bardzo, że zrobiłam testy genetyczne (oczywiście nieinwazyjne) tylko po to, żeby mieć większą pewność tego czego dowiem się na USG prenatalnym u ginekologa. I tak jak opowiedziałam Ci o tym, że jest taka opcja i można zrobić test, który pokaże nam stopień ryzyka wad genetycznych dziecka, tak teraz chciałabym powiedzieć Ci coś, o czym dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Zdecydowanie za późno, bo o tym powinna wiedzieć każda kobieta, która planuje ciążę. Epigenetyka, mówi Ci to coś? Jak się okazuje, obciążenie genetyczne wcale nie oznacza, że dany gen się uaktywni i rzeczywiście zachorujemy. Mamy w tej kwestii jeszcze sporo do podziałania, bo w myśl teorii epigenetyki jesteśmy w stanie już na etapie prenatalnym wpływać na aktywację określonych genów. Geny to tylko 20%. 80% to środowisko zewnętrzne, w tym dieta matki, która dzieciątko dopiero nosi pod sercem. W ten sposób kształtujemy predyspozycje zdrowotne, podatność na choroby cywilizacyjne czy nawet potencjał umysłowy naszego maluszka!

Szczególną rolę odgrywa tutaj cholina. Słyszałaś o niej? Jeśli nie – witaj w klubie… szacuje się, że nawet 90% ciężarnych nie spożywa zalecanej dawki choliny (450 mg dziennie). Kiedy napisałam o tym pierwszy wpis, dostałam masę pytań o to, gdzie można poczytać coś więcej o tym składniku. No, ale nic dziwnego… Tak jak podawałam w poprzednim wpisie – optymalny poziom choliny ma kluczowe znaczenie w podziałach komórkowych. Zaburzenia tych podziałów są podłożem powstawania Zespołu Downa, którego ryzyko wzrasta 8 – krotnie w przypadku zaburzeń przetwarzania choliny w organizmie!

Cholina chroni materiał genetyczny dziecka poprzez usprawnianie procesów zamykania cewy nerwowej, obniża poziom homocysteiny, której wysoki poziom powiązano m.in. z zaburzeniami wzrastania płodu, poronieniami czy przedwczesnym porodem. Optymalne stężenie choliny odpowiada też za rozwój hipokampa – ośrodka odpowiedzialnego za pamięć oraz orientację przestrzenną dziecka natomiast wyższe spożycie choliny przed ciążą, wg. przeprowadzonych badań skutkowało redukcją rozszczepu kręgosłupa w 55% bezmózgowia w 48% i rozszczepu wargi w 30%!  Istotne? No troszkę chyba tak? :)

Ja nie wiem… z telewizji człowiek dowie się wszystkiego, ale nie tego co rzeczywiście ważne. Zamiast zajmować się politycznymi wojenkami, albo rozprawiać przez pół serwisu informacyjnego o tym gdzie są korki i ile samochodów się zderzyło na autostradzie, miło by było, gdyby ktoś się wysilił i raczył poinformować Polki, że 50% z nich dotyczy mutacja genu MTHFR, z której to wynika obniżona zdolność do metabolizowania kwasu foliowego, a co za tym idzie – zwiększone zapotrzebowanie na cholinę. Prosta, krótka informacja. O resztę można zawsze dopytać swojego ginekologa, albo doczytać w internecie. Ale jakieś hasło wypadałoby rzucić tym kobietom skoro żyjemy w państwie prorodzinnym i tak bardzo nam wszystkim zależy na zwiększeniu przyrostu naturalnego… 90% kobiet nie ma pojęcia o czymś takim jak epigenetyka czy cholina, a więc 90% dzieci zagrożonych np. Zespołem Downa, nie dostaje szansy na jego profilaktykę, co wynika wprost z badań nad choliną! Przecież to jest rewolucyjne odkrycie!

American Medical Association rekomenduje stosowanie uzasadnionej naukowo dawki 450 mg choliny w preparatach witaminowo-mineralnych dla kobiet w ciąży. W Polsce, największe dawki choliny, zgodne z dawkami zalecanymi posiada jak na razie tylko Prenatal uno i Prenatal duo. Możesz oczywiście pozyskiwać cholinę z jedzenia. Znajdziesz ją głównie w jajkach, podrobach czy mleku. Ja jednak należę do tej grupy osób, które do jakości pożywienia dzisiejszych czasów są nastawione raczej sceptycznie. Dzisiejsze jedzenie to już nie jest to samo co kilkadziesiąt lat temu. Dodatkowo, w moim przypadku odpada i mięso i mleko, których nie jem praktycznie wcale i właściwie to jajka też bo jem je od wielkiego dzwonu i to, najchętniej bez żółtka, którego nie znosiłam pół życia, po czym okazało się, że nic dziwnego, bo mam na nie silną nietolerancję. Z tego co wyczytałam w internecie, cholina jest również obecna w sporej ilości warzyw, ale tak jak wspominałam… wyjałowiona ziemia nawożona sztucznymi nawozami złożonymi z trzech pierwiastków, podczas gdy potrzeba jest ich kilkadziesiąt, nie jest dla mnie gwarantem wartości odżywczej roślin, które są na niej uprawiane. Jem więc tak, jakbym chciała dostarczyć sobie wszystkie potrzebne witaminy i składniki mineralne, ale tylko wtedy… kiedy nie jestem w ciąży :) Ciąża to nie jest dobry czas na testy, albo próby. Tutaj szansę masz tylko jedną. Także dla mnie, dodatkowa suplementacja była po prostu obowiązkowa. Co prawda nikt mi nie powiedział nic o cholinie, przez co pomimo tego, że z Milenką jest wszytko ok, trochę się zestresowałam, bo mogło być przecież różnie, ale za to teraz, kiedy karmię piersią, codziennie łykam Prenatal duo, który jest zalecany od 13 tygodnia do końca okresu karmienia piersią.

Po tym, jak pierwszy raz napisałam o cholinie i epigenetyce, dostałam bardzo ciekawą wiadomość od Ewy. Przeczytaj jej kawałek:

…dwa dni po tym jak przeczytałam wpis o cholinie miałam usg prenatalne u mojego gina. I on mi o tej epigenetyce, o której pisałaś mówił podczas badania! Tylko ja go, z tego stresu, na początku kompletnie nie zrozumiałam. Ja mówiłam mu, że boję się o kość nosową i przezierność bo u mnie siostra ma dziecko z Zespołem Downa i chociaż Michasia [imię zmienione] jest cudownym dzieckiem, to jednak stres jest no bo to jest jednak choroba, a każda z nas chyba chciałby, żeby jej dziecko było zdrowe. I wtedy mój ginekolog odpowiedział, że to trzeba myśleć o tym wcześniej, zanim się zajdzie w ciążę, bo takich rzeczy można02 uniknąć. I w pierwszej chwili przykro mi się zrobiło, że chodzę do takiego człowieka bez serca i prawie się popłakałam na tym łóżku, że taki buc mi się trafił, który chore dziecko nazywa po prostu problemem ale jak już  było wiadomo, że z moją kruszynką wszystko ok, stres zszedł i przypomniał mi się Twój wpis i jak mi wypisywał zalecenia po badaniu to zapytałam go co miał na myśli a on mi dokładnie to samo co Ty napisałaś powiedział. Że to, że dziecko może nawet być obciążone jakimiś kiepskimi genami, to jeszcze nie jest koniec świata bo jeśliby wszystkie kobiety o siebie dbały i poważnie podchodziły do zachodzenia w ciążę to i tych Zespołów Downa byłoby o wiele mniej. Z jednej strony się wybronił, ale z drugiej znów mnie wkurzył (zwalam to na hormony). No, ale przecież ja nie jestem ginekologiem i nie siedzę w książkach medycznych całe życie tylko on i nie wierzę w to, że gdyby mi ktoś przed ciążą powiedział na przykład o cholinie to bym uznała, że ryzykuję i nie biorę, bo może mi się uda..

Podobne zdanie do Ewy ma Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Drews z Kliniki perinatologii i chorób kobiecych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, który twierdzi, że:

„To obowiązek lekarza, aby udzielać pacjentce informacji o składnikach diety, które mogą korzystnie wpływać na przebieg ciąży i rozwój dziecka w aspekcie epigenetycznym. Na klinicystach leży ogromna odpowiedzialność, aby udzielać należytych informacji kobietom ciężarnym dotyczących właściwej diety i ewentualnie właściwą dodatkową podaż istotnych składników, w tym choliny, aby zapobiegać niedoborom. Ma to wpływ na zdrowie matki, rozwijającego się płodu, a także, poprzez komórki somatyczne płodu na przyszłe pokolenia.”

A wiesz co twierdzę ja? Że lekarz owszem, powinien być na bieżąco, tyle, że do ginekologa raczej trafiamy już po zajściu w ciążę. Chyba, że na jakieś rutynowe badania, ale wątpię, żeby każdy ginekolog czuł obowiązek informowania każdej kobiety o tym, że jeśli planuje dziecko to powinna robić to i to bo to delikatna nadgorliwość nie uważasz? Moim zdaniem takie informacje powinny być wypuszczane głównie poprzez środki masowego przekazu, które pomiędzy „Rolnikiem szukającym teściowej” a „Pamiętnikami z ferii zimowych” mogłyby od czasu do czasu puścić jakiś wartościowy komunikat, który zdziałałby więcej dobrego niż tylko chwilowe odmóżdżenie po robocie ;)

Wpis powstał w oparciu o materiały dostarczone przez Nutro-Pharma.

LITERATURA: 

1. James SJ, Pogribna M, Pogribny IP, Melnyk S, Hine RJ, Gibson JB, Yi P, Tafoya DL, Swenson DH, Wilson VL, Gaylor DW. Abnormal folate metabolism and mutation in the methylenetetrahydrofolate reductase gene may be maternal risk factors for Down syndrome. Am J Clin Nutr. 1999, 70(4), 495-501. 

2. Sukla KK, Jaiswal SK, Rai AK, Mishra OP, Gupta V, Kumar A, Raman R. Role of folate-homocysteine pathway gene polymorphisms and nutritional cofactors in Down syndrome: A triad study. Hum Reprod. 2015, 30(8), 1982-1993. doi: 10.1093/humrep/dev126. 

3. Mostowska A, Hozyasz KK, Wojcicki P, Dziegelewska M, Jagodzinski PP. Associations of folate and choline metabolism gene polymorphisms with orofacial clefts. J Med Genet. 2010, 47(12), 809-15. doi: 10.1136/jmg.2009.070029.

4. https://www.ama-assn.org/sites/default/files/media-browser/public/hod/a17-refcomme-report-updated.pdf 

5.  Zeisel SH. Semin Cell Dev Biol. 2011; 22(6): 624–628 

6. Rozprawa doktorska P. Krawczyk Ocena jakości żywienia kobiet w ciąży fizjologicznej Wydział Nauk o Zdrowiu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, Katowice 2016 

7.  da Costa et al. FASEB J.2014; 28:2970–2978 

8.  Jaiswal SK, et al. Eur J Clin Nutr. 2016, 1-6. 

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3