#WyprawkaMilenki, część 2 – pielęgnacja, tekstylia, sen (18 super gadżetów!)

6 lutego 2018

Pierwszą część wyprawki dla naszej lejdi znajdziesz TUTAJ. Dzisiaj mam porcję kolejnych gadżetów. Mało brakowało, a wszystkie byłyby różowe!). Na szczęście nie wszystko jest dostępne w tym kolorze, więc musiałam się zdecydować na część bieli i szarości :) Wiesz jak to jest… wybierasz w różnych sklepach, z różnych źródeł i nie widzisz tego, że za każdym razem do Twojego koszyka trafia RÓŻ :) Ale tak z drugiej strony… WHO CARES! Za miesiąc będę już tuliła moją wymarzoną Małą Księżniczkę, na którą czekałam tyle czasu. Będę szaleć z różem aż mi się znudzi :)

Dzisiejszą wyprawkę postanowiłam podzielić na 3 grupy produktów. Pielęgnacja, tekstylia i słodkie sny :) W większości są to rzeczy, których nie używaliśmy przy Matim. Zdecydowaliśmy się na inne rozwiązania, albo nie zdążyliśmy ich po prostu przetestować. Ważna jest też pora roku w jakiej rodził się nasz synek. Mati przyszedł na świat pośrodku upalnego sierpnia. Nie mieliśmy też tyle miejsca ile mamy teraz, więc na pewne rozwiązania nie mogliśmy sobie pozwolić.   No i przyznaję się bez bicia… nie miałam wtedy bloga. Byłam człowiekiem totalnego „analoga”.  Bazowałam tylko na tym, co widziałam w sklepach stacjonarnych i ewentualnie na Allegro. Nie miałam pojęcia o tym ile jest marek dziecięcych, ile czadowych sklepów, ile pięknych kocyków i ciuszków… (ciuszki pokażę Ci w oddzielnym wpisie bo zgromadziłam już chyba zapas na najbliższe 2 lata) :)

Chciałabym poprosić na wstępie o jedno. Nie oceniaj proszę, czy te gadżety są niezbędne czy nie. To nie jest wpis wyprawkowy w stylu „musisz to mieć”. Nie musisz. Ale to też nie oznacza, że nie możesz ;) Jeśli przypadnie Ci do gustu coś, z pokazanych przeze mnie rzeczy – super. Jeśli testowałaś już któryś z tych gadżetów dawaj znać w komentarzu. Opinia osoby, która z konkretnych rozwiązań już korzystała zawsze w cenie :) Nie tylko dla innych czytelniczek, ale i dla mnie samej. No… tyle słowem wstępu. Jedziemy z tym koksem, bo dzisiaj przede mną jeszcze maaaasa roboty :)

  1. Ręczniczki z kapturkami. Mój absolutny must-have. Mam trochę takich malusich 80×80, po Matim, ale muszę przyznać, że one jak dla mnie, nadają się tylko do małych dzieciaczków. Milenka już teraz rośnie wzdłuż najwyższej siatki centyli, więc spodziewamy się powtórki z rozrywki, czyli dużego dziecka. Dmuchając więc na zimne, dobrałam kilka ręczników w rozmiarze 100×100. Ten ze zdjęcia dostaniesz TUTAJ
  2. Akcesoria kąpielowe w etui Chicco. Mieliśmy niby wszystko po Matim, ale jakoś nie ufam przedmiotom, które miały styczność z wodą i to dobrych klika lat temu, więc wyrzuciliśmy i pływające termometry i zabawki kąpielowe i szczoteczkę do włosków. Mam tylko zachowany grzebyk na pamiątkę :) Te akcesoria dodatkowo chwyciły mnie za serducho przez to urocze etui. To był jeden z pierwszych gadżetów wyprawkowych, które wybrałam, więc wtedy piszczałam jeszcze z radości na myśl o tym, że mogę bezkarnie wybrać wersję w różu :) Zestaw w innych wersjach kolorystycznych możesz obejrzeć TUTAJ.
  3. Wanienka z przewijakiem Chicco Cuddle & Bubble to był tym razem nasz must have. Nie mogliśmy sobie pozwolić na taki zestaw, przy Matim, bo po prostu nie mieliśmy na niego miejsca. Mieliśmy więc zwykły przewijak układany w poprzek łóżeczka. Tym razem nie mamy łóżeczka, a dwie kołyski na początek (jedna w docelowym pokoju Milenki, druga – dostawna, w naszej sypialni). Dodatkowo moja trauma związana z pierwszą wanienką, która spadła nam ze stojaka podczas kąpieli Matiego, jest chyba nieuleczalna, bo nie wyobrażam sobie używania znów tego samego zestawu, a jednak kąpanie dziecka stojąc, zamiast klęcząc na podłodze, jest bardziej wygodne. Wiem, że mamy posiadające ten zestaw bardzo chwalą sobie możliwość regulacji wysokości, więc to dodatkowy plus dla Chicco. Z racji tego, że nie wiem jak sobie ułożymy funkcjonowanie z maluszkiem, nie wiem jeszcze gdzie wanienkę z przewijakiem finalnie postawimy. Na razie obstawiam sypialnię. Zamiast łóżeczka Matiego, w nogach naszego łóżka, tak żebym nie musiała chodzić do drugiego pokoju. Ale to tylko tak na próbę. Nie mam pojęcia jak to wyjdzie w praniu. A może wygodniej będzie w łazience? Albo w ogóle na dole, bo tutaj mamy tylko kanapę, a przecież ja całe dnie spędzam w gabinecie? Pojęcia nie mam jak to wszystko się ułoży, a ten zestaw ma kółeczka, które pozwalają na wygodne transportowanie więc jak dla mnie – BOMBA :) No i pomimo tego, że mamy więcej miejsca, to jednak opcja wanienki schowanej pod przewijakiem to świetna opcja. Zestaw jest od razu wyposażony w kubeczek do spłukiwania główki i wieszak na ręcznik. A kiedy potrzebujesz więcej miejsca, po prostu składasz zestaw. Zobacz jak składamy i rozkładamy zestaw TUTAJ. A TUTAJ jest jeszcze piękna wersja w turkusie. Ja wybrałam kolor neutralny, bo nie wiem gdzie finalnie przewijak stanie, ale gdybym miała brać pod uwagę tylko różowy pokoik Milenki, turkus pasowałby idealnie.
  4. Waga elektroniczna Chicco to jest właśnie jeden z tych gadżetów, które możesz, ale nie musisz mieć. Ja cieszę się, że mam w końcu wystarczającą ilość przestrzeni więc postanowiłam taką wagę sobie sprawić. Z Matim musieliśmy bardzo często chodzić do przychodni żeby go dokładnie zważyć, bo nasza waga nie chciała pokazywać takich różnic na jakich obserwacji nam zależało. Teraz już się pieszo do przychodni nie przejdę, więc wolę kontrolować wagę Milenki w zaciszu domowym. Z resztą tak jak pisałam w TYM wpisie, nastawiam się tym razem na ostrą walkę o jak najdłuższe karmienie piersią, więc nie chcę bazować na domysłach, a na konkretach. Jeśli Milenka rzeczywiście pójdzie w ślady starszego brata, znów możemy mieć problem ze zbyt dużymi spadkami wagi, a ja postanowiłam zaoszczędzić sobie stresów na najmniejszym nawet polu. Z funkcjami naszej wagi zapoznasz się TUTAJ.
  5. Chusteczki nawilżane – tu nie eksperymentuję. Znam właściwie tylko 3 rodzaje chusteczek, które nie podrażniały pupki Matiego. Jednymi z nich są chusteczki Nivea Baby Fresh&Pure. I w te pierwsze dni, to właśnie tych chusteczek będę używać. Te chusteczki nie mają w składzie alkoholu, parabenów i olejów syntetycznych więc ufam w to, że poradzą sobie tak dobrze, jak z pupką Matiego ;) A jeśli chodzi o to, czy lepiej używać wacików kosmetycznych nasączonych wodą zamiast chusteczek w ogóle, to ja należę do tych mam jednak chusteczkowych. Nie przeliczałam nigdy kosztu wacików kontra chusteczek, ale nawet jeśli wyjdzie niewielka różnica na korzyść wacików… chyba jestem zbyt wygodna ;)

Pierwsze dni Matiego były właściwie bezkocykowe, bo było strrrrasznie gorąco. Przykrywałam go ewentualnie cienką pieluszką. Mieliśmy w szpitalu rzek podobny do tego z punktu 4, ale okazał się totalnie niepotrzebny. No bo jak tu owijać w coś takiego dziecko w tak wysokiej temperaturze? Tym razem może być inaczej więc zaopatrzyliśmy się znów w rożek. I w ogóle w różne rodzaje kocyków. Wszystkie z naturalnych włókien (przy Matim popełniliśmy błąd ufając, w to, że skoro ktoś produkuje rzeczy dla dzieci, to nie ma opcji, żeby użył na przykład jakiegoś dziadowego poliestru. BŁĄD! W dzisiejszych czasach sprawdzać trzeba wszystko. Liczy się hajs, nie dobro drugiego człowieka. No, ale to tak słowem wstępu do części tekstylnej dzisiejszej wyprawki :) Jedziemy:

  1. Flanelowy rożek, którego można używać również w foteliku dziecięcym. Zależało mi na tym, żeby mieć jakiś niegruby rożek, którego będę mogła użyć w trakcie przenoszenia dziecka z fotelikiem z i do samochodu. Kocyk też może być, oczywiście, ale skoro są takie wynalazki jak rożki, które pasują do fotelików – wchodzę w to :) Duży wybór dobrych jakościowo rożków znajdziesz TUTAJ. Nasz też tam jest. O TUTAJ dokładnie.
  2. To tak z przekory dla samej siebie. Chusta bambusowa Pink No More ;) W razie gdyby znudziły mi się róże, coś w nieco innej tonacji. Raczej już na zaawansowaną wiosnę, ale myślę, że najpierw będę się chciała nacieszyć wszechpanującym różem :) Pink No More ma też kilka innych fajnych wzorów. Zobacz TUTAJ. A nasza chusta konkretnie TUTAJ.
  3. Flanelowy kocyk, w fajnych wymiarach, bo aż 110×140. Czyli taki już większy, ale w naszym przypadku, kupowanie tych tycich kocyków mija się z celem. Pod takim to i Mati się prześpi, jeśli nie pogardzi różem, chociaż jest aktualnie na etapie zaznaczania na każdym kroku, że on to jest chłopak i on lubi tylko czarny kolor. Nie wiem skąd taki pomysł, bo w przedszkolu nie był od 2 miesięcy (a 2 miesiące temu był przez 3 dni po miesięcznej przerwie), więc nie od innych chłopców, a u nas w domu, to ja jestem fanką czerni, a Maciek nawet jednej czarnej rzeczy nie ma! No, ale… róż nie dla Matunia na razie i dajmy mu do tego prawo ;) Pewnie zauważyłaś też, że nie ma w całym zestawieniu tekstylnym wszechobecnego minky? Przejadły mi się te kołderki wiesz? Te z tymi kuleczkami. Za dużo już tego przerobiłam przez ostatnie lata i muszę odetchnąć, więc wybieram wszystkie ciekawe faktury, oby nie te „kuleczki”. Ten kocyk jest dostępny jeszcze w innych kolorach TUTAJ. Nasz konkretnie TUTAJ. A w ogóle to polecam Ci tę markę. My mamy cały zestaw zimowy, którego będziemy potrzebować chociażby podczas transportu ze szpitala do domu, właśnie tej marki. Obejrzyj sobie cały asortyment TUTAJ.
  4. Rożek tradycyjny, ale jednak nie :) Kocham ten swetrowy warkocz. Kojarzy mi się z tym moim swetrem z New Looka, o który dostałam już setki zapytań :) W pokoiku Milenki będziemy mieli pościel w kołysce też z tym motywem i podusię i matę na podłogę i maaaasę innych gadżetów. Jest piękny. Kocham go właśnie za tę INNOŚĆ (no dobra, za różowość też) :) Rożek kupisz TUTAJ. A resztę tej kolekcji obejrzysz TUTAJ. Jest jeszcze taka szara TUTAJ.
  5. Dwustronne gniazdko/kokon… tego na rynku nie pamiętam, z czasów Matiego. Nie rzuciły mi się w oczy takie cuda w żadnym sklepie. A to może być naprawdę fajne! Szczególnie dla takiego maluszka, który jeszcze się nie przewraca na boki. Zawsze to takie przyjemne… no właśnie… gniazdko :) Używałaś czegoś takiego przy swoim dziecku? Jeśli tak, dawaj znać. Jestem bardzo ciekawa opinii. Kokon można używać na obydwu stronach, ale oczywiście musiałam Ci zaprezentować tę bardziej różową :) Kokon do kupienia TUTAJ. A w wersji szarej TUTAJ.
  6. Najpiękniejsza chusta bambusowa, jaką widziałam we wszystkich sklepach internetowych. A właśnie zobaczyłam, że jest do niej jeszcze podusia! Muszę szybko domówić. Chusta TUTAJ, podusia TUTAJ. No właśnie. Totalna zmiana u mnie. Ze sklepów stacjonarnych przerzuciłam się totalnie na internety. W ciąży z Matim spędzałam każdą wolną chwilę w Mothercare. To był mój ulubiony sklep. Niestety zlikwidowali go tak jak i inne moje ulubione sklepy i rzeczy. No właśnie… Ty też masz takie wrażenie, że firmy i marki podejmują decyzje odwrotne do Twoich preferencji? Ja nie wiem… wycofują mi ze sklepów zawsze moje ulubione kosmetyki, ulubione smaki, całych serii produktów, albo zamykają akurat te sklepy, w których mogłabym mieszkać. Nie ogarniam…
  7. Sweterkowy kocuś, dla odmiany szary. Piękny jest, prawda? Jak ja uwielbiam dzianiny! Normalnie love na zabój! No i połączenie szarego z różem też kocham. Wiem, że tych kocyków coś sporo i właściwie to mogłabym się zatrzymać na jednym grubszym i jednym cieńszym, ale jak widzę takie cudo, to po prostu muszę je mieć :) Z resztą ja to zaraz sobie wyobrażam jeszcze zdjęcie małych pulchnych stópek, wystających spod takiego kocyka i odpadam od razu. Nie ma, że mądre zakupy, nie ma, że minimalizm i postkonsumpcjonizm i wszystkie inne „-ZMY” świata. Musiałam go po prostu mieć :) Koniecznie zobacz TUTAJ jakie cudowności dzianinowe można kupić (i to nie tylko szare!). A nasz kocyk konkretnie TUTAJ.

  1. Łóżeczko dostawne. Chicco Next2Me Dream to następca Chicco Next2Me. Różni się przede wszystkim tym, że ma dodatkową funkcję bujania, a boczek możemy złożyć dużo wygodniej, jedną ręką. Łóżeczko dostawne to było moje marzenie już przy Matim, ale w poprzednim mieszkaniu mieliśmy niesamowicie wysokie łóżko, więc nie było opcji dopasowania łóżeczka dostawnego, a dodatkowo nie pozwalały nam na to elementy konstrukcyjne łóżka. Tym razem możemy sobie wreszcie na tę wygodę pozwolić. W docelowym pokoju Milenki będziemy mieli inną kołyskę, a Chicco Next2Me Dream będzie z nami w sypialni i podczas wyjazdów (składa się super wygodnie do super małych rozmiarów). Kolor szary, bo ma nam pasować do sypialni. Ale jest jeszcze takie w kolorze beż/piasek… sama nie wiem jak to nazwać, ale jest uroczy :)  Zobacz TUTAJ.  Więcej o samym łóżeczku (a właściwie to i dostawce i kołysce) przeczytasz TUTAJ. 
  2. Karuzela z projektorem to nasz kolejny must have. Pamiętam jak zainteresowany karuzelką był Mati i jak wpatrywał się w sufit, kiedy ustawialiśmy projektor. Do tego te piękne melodyjki… aaaach :) Zanim urodziłam Matiego, włączaliśmy sobie sami z Maćkiem projektor i zasypialiśmy przy melodiach :) Co prawda do naszego łóżeczka dostawnego nie damy rady przyczepić tej karuzelki, ale możemy to zrobić w pokoju Milenki, gdzie na razie stanie drewniana kołyska, a poźniej łóżeczko Matiego, które kilka dni temu chłopcy rozmontowali w ramach przeprowadzania Matiego do jego pokoju, ale o tym napiszę Ci oddzielny wpis. Na uwagę zasługuje fakt, że karuzelka Chicco Magic Stars włącza się na dźwięk płaczu dziecka a oprócz tego, ma jeszcze pilot, którym możemy sterować z odległości. Jest dostępna w dwóch wersjach kolorystycznych błękitnej i różowej. Zobacz jak wygląda i działa TUTAJ.
  3. Śpiworek to będzie dla nas wielki test. Taki na później. Jak już nam Milenka podrośnie i zacznie szaleć podczas snu tak jak jej starszy brat :) Są jeszcze takie śpiworki z długim rękawem TUTAJ, ale uznałam, że jeśli mała będzie na początku cały czas w pajacykach (bo taki mam plan i nie nastawiam się na strojenie jej na siłę – najważniejsza jest wygoda), to taki dodatkowy rękawek może być uciążliwy. Stąd mój wybór padł na bezrękawnik. Jeśli masz jakieś doświadczenie ze śpiworkami koniecznie daj znać, bo przyznam Ci się szczerze, że nie mam pojęcia czy to wypali :) Nasz śpiworek TUTAJ.
  4. A to podusia ergonomiczna, która ma szansę zyskać miano naszego prywatnego gadżetu stulecia. Przy Matim bardzo się stresowałam tym, że spłaszczy mu się główka podczas leżenia na pleckach. A nie czytałam internetów tak jak Ci już mówiłam tylko… słuchałam Maćka, który bardzo mnie tym wystraszył. Bo jeszcze dziewczyna to sobie może tapir strzelić i po sprawie, ale jak Ci facet stanie profilem, a tu PATELNIA, to nieciekawy widok prawda? No więc cudowałam ile się da. Przekręcałam na boki, nosiłam, układałam jakieś konstrukcje z pieluszek. Wszystko ze strachu przed… spłaszczeniem dziecka :) Nie wiem czy te 4-5 lat temu takie podusie były już dostępne. Ja ich nie znałam. Kiedy natknęłam się na to cudo tym razem, wiedziałam, że muszę to mieć. Podusia do kupienia TUTAJ.
  5. Otulacze to u nas też nowość. Słyszałam o tym, że dzieci lubią taką formę „ciasnoty”, ale od eksperymentowania odwiodła mnie znów kwestia upałów. Mati był małym tłuściutkim bąblem po urodzeniu, więc bałam się, że go poodparzam owijając go tak ciasno nawet pieluszką. Teraz sytuację mamy inną, choć powiem Ci, że podchodzę do tego na zasadzie eksperymentu. Cała nasza trójka rozwala się na łóżkach jak rozgwiazdy. Boję się trochę, że ta mała bidota nie będzie potrafiła powiedzieć, że jej się to nie podoba. Ale spróbować muszę, bo nie słyszałam jeszcze opinii negatywnych na temat otulaczy. A Ty masz jakieś doświadczenia z nimi? Daj znać koniecznie w komentarzu. TUTAJ nasz zestaw 3 otulaczy, a TUTAJ jeszcze kilka innych wzorów.
  6. Owieczka z projektorem Chicco. To nasze rozwiązanie na niemożność przyczepienia karuzelki do łóżeczka dostawnego. A w sumie to i więcej, bo na owieczkę można nagrać śpiewaną przez siebie kołysankę, albo w razie gdybyś była z tych, co to im słoń nadepnął na ucho, możesz nagrać po prostu jakieś kojące słowa. Nagrane dźwięki uruchomią się na dźwięk płaczu dziecka. Dla tych walecznych i poszukujących problemów w życiu, odpowiadam, że wcale nie mam zamiaru zastępować swojej obecności pluszową owieczką. Już mi się takie myślicielki trafiły ostatnio przy jakiejś zabawce proponowanej na święta bodajże, więc uprzejmie informuję, że nawet nie odpowiem na takie durne komentarze :) Taka owieczka może się przydać kiedy na przykład wyjdziesz z domu do sklepu zostawiając dziecko z mężem. A może rzeczywiście na jakieś nocne mikro wybudzenie będzie wystarczająca? Ja pamiętam jak Mati szukał potwierdzenia, że jestem. Wystarczało mu, że stawałam w drzwiach sypialni i coś do niego mówiłam. Po sekundzie spał z powrotem. Owieczka dodatkowo ma wbudowany projektor i nocną lampkę, a poza wygrywaniem arii operowych mamusi, ma też swoje melodie. Co więcej, mechanizm można wyciągnąć i uprać owieczkę w pralce. Więcej przeczytasz o niej TUTAJ. No i oczywiście, tak jak karuzelka, jest dostępna w dwóch wersjach kolorystycznych.

Okkkkeeeeej. Na dzisiaj to już wszystko. Powiem Ci, że takie wpisy są bardziej czasochłonne niż jakiekolwiek inne, ale wierzę w to, że coś fajnego sobie w tej naszej wyprawce podpatrzysz. Ja uciekam urządzać pokoik i przygotowywać kolejny wpis wyprawkowy, bo jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałabym Ci pokazać :) No i kurczę… trzeba się zacząć pakować! Termin niby ustalony na 12 marca, ale kto wie, co się wydarzy po drodze? Urządzanie pokoiku miało mi pójść tak hop siup, a okazuje się, że samo schylanie się i podnoszenie działa na brzuch tak, że robi się caaaaały twardy i taki super ciężki. Męczę się ostatnio O-K-R-O-P-N-I-E. No, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo prawda? :) Ciąża to jednak ciąża. Ściskam Cię mocno i do zobaczenia w komentarzach!

Twoja M.
Udostępnij Skomentuj
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Iza
Gość

Zazdroszczę kołysek :) śpiworek to u nas must have – córka znosiła dzielnie otulanie może przez jakiś tydzień od porodu a później zawsze jedna rączka i jedna nóżka jakimś cudem znajdowały się na zewnątrz. Ehhh przygotowywanie wyprawki ma w sobie coś magicznego :)

Ola
Gość

Używałam otulaczy dla naszego Antka i to super sprawa, zasypiał w nim spokojnie i nie wybudzał się przy odruchu Moro.
Co do poduszek ergonomicznych, bardziej polecam produkt Headcare. Mają trzy rodzaje dostosowane do wagi dziecka i średnicy główki. Z tego co kojarzę to wyrób medyczny polecamy przez większość fizjoterapeutów. Ja byłam mega zadowolona.😉

wpDiscuz

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3