Największy błąd jaki popełniłam pakując się do szpitala czyli #WyprawkaMilenki cz. 3 - ostateczne starcie :)

11 kwietnia 2018

Tym razem miało być idealnie. Wszystko było zaplanowane. Cesarka czy tego chcę czy nie, bez szans na naturalny poród, a więc i konkretna data urodzin naszej córeczki. Wybrałam 12 marca. Stwierdziłam, że fajnie tak będzie mieć dzieci z 12 marca i 12 sierpnia, a dodatkowo dziecko mojego jedynego brata też jest z 12 tyle, że lutego. Dziadkowie mieliby łatwiej zapamiętać daty :) Mieliby… gdyby nie okazało się, że Milenka postanowi, a właściwie to będzie zmuszona, do przyjścia na świat wcześniej. Dokładnie 7 marca.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy musieli zostać na oddziale JUŻ, nie mieliśmy ze sobą NIC. Przyjechaliśmy po prostu z Maćkiem na kolejne KTG zupełnie nie spodziewając się tego, że już następnego dnia poznamy naszą gwiazdę :) Poprosiliśmy więc lekarzy, żeby pozwolili nam pojechać do domu po bagaż… który jak na ironię losu NIE BYŁ SPAKOWANY!!! Miałam przygotowane jakieś gadżety, ciuszki, ale bardziej w głowie niż fizycznie, a kiedy znajdujesz się w takiej sytuacji jak moja tracisz tę głowę w 5 sekund.

Chyba zbił mnie z tropu ten zaplanowany poród. Nie wiem… nie mam pojęcia jak mogłam do tego dopuścić i nie spakować się wcześniej! I to był właśnie ten największy błąd jaki popełniłam pakując się do szpitala. ZROBIŁAM TO ZA PÓŹNO! Dzięki temu, moją walizkę zapełniły rzeczy niepotrzebne, takie jak 2 grube swetry, których nigdy nie założyłam, 2 szlafroki, w tym jeden nieuprany bo przecież był moją naczelną „podomką”. Standardowo nie zabrałam szczoteczki do zębów biorąc wyjątkowo pastę. Chwyciłam suchy szampon, ale już normalnego nie było łaska zabrać, a już po cesarce, ku mojemu zażenowaniu, okazało się, że nie zabrałam ze sobą bielizny jednorazowej (Maciek kupił mi na szybko w aptece szpitalnej gustowne, siateczkowe gatki, ale w takim rozmiarze o jakim chyba skrycie marzy bo w rzeczywistości nie byłam w stanie wcisnąć w nie swojego „zgrabniutkiego” tyłeczka) :) Nie wzięłam też z tego wszystkiego połowy rzeczy dla Milenki…

No niestety. W takiej chwili się nie myśli. Ale myśli się po niej! Szczególnie jeśli jest się blogerką i takie doświadczenie można spożytkować podpowiadając swoim czytelniczkom na co podczas pakowania zwrócić uwagę, co spakować, co sobie odpuścić no i przede wszystkim… KIEDY TO ZROBIĆ, bo moim zdaniem, od 36 tygodnia, walizeczka mamusi i torba dla dziecka, powinny stać grzecznie w kąciku i czekać na silne ręce taty, który wrzuci je do bagażnika, czy to w zaskoczeniu i pośpiechu, czy w spokoju, zgodnie z planem :)

Gotowych list do pobrania w internecie jest masa więc nie będę ich tutaj dublowała. Mam jednak kilka spostrzeżeń i gadżetów, które mogą się przydać nawet starym, porodowym wyjadaczkom :)

Co może Ci się przydać szczególnie?

 

PIELUSZKI JEDNORAZOWE

Nawet jeśli szpital informuje Cię, że na stanie są takie rzeczy jak pieluszki czy środki myjące dla dzieci, ja proponuję Ci zabranie swoich. My np. stwierdziliśmy, że wszędzie standardem są pieluszki Pampers. Jakoś tak zwykło się mówić już na całą gamę pieluszek jednorazowych „pampersy” więc nie wpadłam na pomysł, że duże placówki mogą mieć jakieś inne marki niż ta, której jestem wierna od lat. W domu mieliśmy pełną szafę pieluszek przygotowanych na przyjazd naszej królowej, ale nie wpadłam na pomysł, żeby zabrać je do szpitala! Okazało się, że szpital miał inne pieluszki. Już nie takie do jakich byliśmy przyzwyczajeni. Ja jestem absolutną fanką pieluszek Pampers Premium Care. Kojarzysz o które chodzi? Te cieniutkie, z siateczką, która świetnie odprowadza luźne kupki i wycięciem na pępuszek. Jestem totalnie przyzwyczajona do tego, że pieluszka ma wskaźnik wilgotności (chociaż na początku wydawało mi się to zbędnym bajerem) i pomimo tego, że przecież już ze 2 lata minęły od czasu odpieluchowania Matiego, ja, rozpinając pajacyk, od razu odruchowo szukam zielonej kreski dla potwierdzenia tego, że pieluszka jest mokra. Ale nie ma tego złego! Aptekę mieliśmy w tym samym budynku, więc Maciek poszedł po „nasze” pieluszki tam, dzięki czemu odkrył kolejne cudo dostępne tylko w aptekach – Pampers Pro Care. To był na te pierwsze dni strzał w 10. Te pieluszki zawierają o 50% więcej środków pielęgnujących i łagodzących podrażnienia skóry niż same Premium Care. Są polecane dla maluchów ze szczególnie wrażliwą skórą i dla dzieci, u których wystąpiło pieluszkowe zapalanie skóry więc dla noworodka też będą super. Może i dobrze, że tak się stało, że nie zabraliśmy naszych pieluszek? Pewnie nigdy nie wpadlibyśmy na to, że w aptece możemy dostać ich ulepszoną wersję na podbramkowe sytuacje :) Tak więc zapamiętaj. Pampers Pro Care – apteka, Pampers Premium Care – Tesco – tam są w fajnych cenach, a i wybór samej marki Pampers jeśli preferujesz jakieś inne rodzaje, jest moim zdaniem największy.

ŚRODKI MYJĄCE i PIELĘGNACYJNE

Ze środkami myjącymi jest podobnie. Nigdy nie wiesz na jakie trafisz. Oczywiście nie musisz mieć od razu sprecyzowanych wymagań i warto zainspirować się tym, czego używają położne, ale jeśli masz jakieś preferencje, albo np. wypróbowane produkty przy poprzednim dziecku, warto się zabezpieczyć i zabrać ze sobą te kosmetyki, do których będziesz bardziej przekonana. Ja np. zabrałam ze sobą jedną, małą buteleczkę emulsji do kąpieli Emolium Dermocare. Jest hipoalergiczna, delikatnie myje i przywraca naturalne pH skórze maluszka, a przy tym nie trzeba stosować dodatkowych środków myjących. Po prostu wlewasz do wanienki pół miarki i myjesz bejbiczka. My kąpaliśmy malutką drugiego dnia. To znaczy wiesz… położna nam kąpała bo przecież my dostaliśmy nagle z Maćkiem amnezji i wpatrywaliśmy się w to, co położna cudowała w wanience z naszym dzieckiem jak dwa cielaki :) Ale przynajmniej kosmetyk nam pani pochwaliła i potwierdziła, że taką delikatną skórę warto przez pierwsze dni chronić przed utratą wody i podrażnieniami bo nawet pocieranie ręcznikiem zamiast zwykłego osuszania już może taką delikatniusią skórkę uszkodzić. Po myciu delikatna emulsja do ciała (też Emolium Dermocare), która posłuży też Tobie. Jest hipoalergiczna, dzięki neutralnemu zapachowi  pachniesz dziecku sobą, nie drogerią, i co najlepsze – nie jest lepka więc nie trzeba czekać aż się wchłonie, a dla takiego maluszka, po kąpieli najważniejsze jest ciepełko, czyli między innymi sprawne ubieranie :)

LAKTATOR Z BUTELKĄ ZE SMOCZKIEM ANATOMICZNYM

Różne są szkoły. Podobno nie ma sensu brać ze sobą laktatora. Podobno nie ma sensu go nawet kupować. Mnie osobiście laktator uchronił przed totalnym załamaniem w szpitalu. A to, że miałam razem z nim swoją butelkę z anatomicznym smoczkiem, też wiele mi dało. Spokoju przede wszystkim, bo gdyby się okazało, że jednak laktacja nie ruszy nigdy (tak, tak, takie czarne scenariusze się mnie trzymały bo miałam powtórkę z rozrywki, czyli spadającą wagę malutkiej i opóźnioną laktację przez cesarkę), miałabym chociaż butelkę, której będziemy używali w domu, albo będzie nam służyła w awaryjnych sytuacjach, kiedy trzeba będzie ściągnąć pokarm i podać butelką pod moją nieobecność. Ja osobiście uważam, że dobry laktator to podstawa wyprawki. Może to i gadżet awaryjny, ale to tak jak z lekami na gorączkę. Masz nadzieję, że nie trzeba go będzie używać, ale pod ręką jednak lepiej go mieć niż nie mieć.

LANOLINA 100%

Ja wiem, że można też używać Bepanthenu czy Alantanu i Maćkowi np. Pani w aptece powiedziała, że nie trzeba zmywać tych maści przed karmieniem, ale ja na ulotce doczytałam się czegoś zupełnie innego. Ulotka mówi jasno, że zmywać TRZEBA. Pomimo tego, że te dwie maści działały w moim przypadku o niebo lepiej niż lanolina i nakładały się też o wiele wygodniej (lanolina jest bardzo gęsta i przy takich ranach jakie ja miałam, bolało nawet samo nakładanie) to ja jednak wolę polecić coś, czego zmywać nie zmywać trzeba. Bo przystawianie do piersi w tych pierwszych dobach może być tak częste, że samym myciem zrobisz sobie ku-ku więc jak dla mnie, lepiej użyć czegoś mniej przyjemnego (choć też skutecznego), ale mieć pewność, że nie szkodzimy dziecku. Pani w aptece nie jest dla mnie w tej sytuacji wiarygodnym źródłem. Bo w aptece też pracują ludzie, ze swoimi lukami w wiedzy, o których przekonałam się nie raz, swoimi przyzwyczajeniami i … planami sprzedażowymi ;)

PODKŁADY HIGIENICZNE

Podkłady, o których ja zapomniałam to mega ważna rzecz do zabrania do szpitala. Przydadzą się nie tylko dla Ciebie, ale i do przewijania dziecka. My podkładów używamy właściwie do tej pory, nawet w domu. Kiedy nie chce mi się w nocy wstawać z łóżka, biorę podkład, który leży „w nogach”, na przewijaku i przewijam na łóżku, bez stresu o to, że zaraz będziemy wymieniali nowiutki materac ;) W szpitalu natomiast warto mieć swoje podkłady bo po pierwsze – mogą ich nie mieć w ogóle a po drugie – mogą mieć takie nieoddychające, ceratowe. Ja pokazuję Ci te, które my kupowaliśmy i przy Matim i teraz przy Milence. Nie wiem czy są jakieś inne, fajniejsze. Jak są – daj znać. Ja wiem, że te oddychają i są chyba najczęściej spotykane w aptekach. 

SUCHARY BEZ CUKRU! (to nie żart!)

Serio to Ci się przyda! Nie wiem jak to jest po porodzie naturalnym, ale po cesarce, pierwszym stałym pokarmem, na jaki mi pozwolono był kleik a drugim właśnie suchary. I dwa razy popełniłam ten błąd. Tzn. za pierwszym razem nie miałam pojęcia, że takie będą zalecenia lekarza. Za drugim mogłam się domyślić. Niestety w tym przypadku też dałam ciała, przez co Maciek ganiał po okolicy szukając nie dość, że sklepów, to jeszcze z sucharami i jeszcze z takimi bez cukru! I niestety bezcukrowych nie znalazł… A trzeba było się zaopatrzyć w pakę od razu i przywieźć ze sobą. Bakalarz mądry po szkodzie :) Ale Ty nie bądź jak Bakalarz ;) Bo nawet jeśli urodzisz naturalnie to wierz mi, zejdą te sucharki przy „laktacyjnych napadach głodu” :) A jeśli jednak naturalnie nie wyjdzie… zjesz te suchary jak kawior. Mówi Ci to człowiek, który na codzień gardzi mąką pszenną, a po cesarkowym wygłodzeniu rzucił się na te suchary jak… szczerbaty na suchary :D :D :D

PAJACYKI W DUŻEJ… BARDZO DUŻEJ ILOŚCI

Znów się nie zgodzę z tym co można przeczytać w internetach i poradnikach, ale ja, stosując się do tych zapisów zrobiłam sobie dwukrotnie ku-ku. Tyle, że za pierwszym razem, wszystko co zabrałam było w rozmiarze 56, a Mati miał 60 cm i prawie 5 kg wagi więc proste, że gość mi się w to 56 nie zmieścił. Tym razem więc zabrałam w razie czego też 62, ale… nadal w małej ilości. No bo kurdę wszyscy piszą, że 3 pajace wystarczą. Ja nie wiem jak oni to robią… Moja rada brzmi: zabierz z 10 pajacyków… serio. I w ogóle TYLKO PAJACYKI! Plus ewentualnie body pod spód jeśli rodzisz zimową porą. Do tego z 5 czapeczek i chociaż jedne niedrapki. Niedrapki dlatego, że paznokietki dzidziusia mogą być dosyć długie i drapiące, przez co może zadrapać się samo po buzi, a w szpitalu nie praktykuje się ich obcinania. Chodzi o to, żeby zniwelować ryzyko zakażeń a o skaleczenie nożyczkami nietrudno. Czapeczek 5 a nie 3 bo jeśli nie będziesz myła dziecka z mazi płodowych od razu, będzie brudziło te czapeczki z prędkością światła. Ja musiałam nasze dwie czapeczki prać na zmianę w płynie do higieny intymnej bo Emolium by nam zostawiło na czapeczkach warstwę olejku :) :) :) Jeśli natomiast chodzi o pajacyki, to z doświadczenia z Matim wiem, że zabieranie body i spodenek jest naprawdę bezsensowne. Taką kruszynkę strach przebierać żeby nie uszkodzić, a jak jeszcze się zaopatrzysz w jakieś stylowe body zakładane przez główkę – szacun. Ja mam drugie dziecko i taki chojrak nie jestem. Tym bardziej, że można kupić super fajne, polskie ciuszki z bardzo dobrej bawełny. Znasz markę Pinokio? Która mama jej nie zna :) Ja jestem absolutną fanką tych ciuszków! Z jednej strony, za jakość, a z drugiej… za to, że są zaprojektowane z głową. Zapięcia są zazwyczaj na środku, nie gdzieś na ukos czy z … pieluszki strony :) A jeśli chodzi o body, to naprawdę dla mnie zdobycie rozpinanego body graniczy z cudem. Jedyne jakie mam to właśnie te z Pinokio. Jest ich naprawdę spory wybór (zobacz jakie piękne TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ czy TUTAJ) podczas gdy w sieciówkach, prostego body, zapinanego po prostu „przez środek” z przodu nie uświadczysz. Ja nie wiem o co w tym wszystkim chodzi… serio nie wiem po co tym biednym rodzicom noworodków utrudniać życie. Chyba tylko po to, żeby zrobili zakupy razy dwa. Raz pod wpływem emocji „bo takie piękne, niespotykane” a drugi raz pod wpływem wkur…czenia, „bo takie piękne, niespotykane i… NIEPRAKTYCZNE więc trzeba poszukać czegoś normalnego bo to piękne się nie nadaje”.  My całą wyprawkę 56 mieliśmy tylko Pinokio (świetne pajace TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ). Tyle, że nie chciałam zabierać nie wiadomo ile (durna jestem, bo przecież od czegoś jest ten bagażnik w samochodzie stojącym cały czas na parkingu pod szpitalem) i zabrałam za mało. Całe szczęście, że w łazience mieliśmy grzejnik i mogłam suszyć uprane w płynie do higieny intymnej szaty cesarzowej :)

PS. Po którymś z instastories dostałam masę pytań o to, skąd Milenka ma taki super „króliczy kombinezon”. To też Pinokio! Do kupienia TUTAJ.

 

KOSZULE NOCNE ZE SPRAWDZONEGO ŹRÓDŁA

Zabierz kilka koszul nocnych odpowiednich do karmienia. I wiesz co Ci powiem? Nie nastawiaj się na rewię mody, tylko sprawdzaj dobrze, czy to, co kupujesz jest ze 100% bawełny. Ja się załatwiłam przepięknie kupując kilka koszul, które… wylądowały w śmietniku po pierwszym użyciu. Zaufałam w to, że jeśli są to produkty do karmienia, to muszą być dobre. Marzenie ściętej głowy! Okazało się, że miały w 50% i więcej poliester! A taki poliester to zabójstwo szczególnie w połączeniu z uderzeniami gorąca, które u mnie np. zaczęły się jeszcze w ciąży, a w pierwszych nocach po porodzie osiągnęły swoje apogeum. Swoje koszule zamówiłam w sklepie z bielizną i ciuchami dla mam. ŻE-NA-DA. Aktualnie jest jeden sklep, który mogę Ci polecić jeśli chodzi o bieliznę ciążową i porodową. Tak tak, PORODOWĄ! Pamiętasz tę koszulę, w której robiłam sobie zdjęcie na IG, z zaciśniętymi kciukami, przed samym porodem? To była koszula porodowa. Ja co prawda do cesarki jej zostawić nie mogłam, ale na poród naturalny, taki wynalazek jest idealny! Z przodu ma oprócz głęboko otwieranych napek zamontowane magnesy, więc wystarczy podnieść materiał do góry i pięknie załapie. Z tyłu natomiast ma całość też rozpinaną więc w razie znieczulenia przy porodzie, nie ma problemu z jego podaniem. Dla mnie ta koszula okazała się wybawieniem po cesarce, kiedy przebrać pomagał mi się Maciek. Nie musiałam nic wkładać przez głowę a jednynie wyciągnąć ręce do przodu. Zobacz te koszule porodowe TUTAJ. Jest ich kilka wzorów. A TUTAJ masz do zestawu rożek dla dziecka, czapeczkę i pajac, z tym samym motywem, który jest od wewnętrznej strony koszuli.

PS. Podczas szukania linków do koszuli porodowej zobaczyłam, że pojawiły się jeszcze jakieś nowe zestawy do porodu, gdzie można odkryć łatwo brzuszek do KTG. Super to dziewczyny wymyśliły. Naprawdę produkty ewidentnie projektowane przez kogoś, kto przeżył to na własnej skórze :)  Te zestawy porodowe w różnej kolorystyce są TUTAJ.

Jak widzisz, co kobieta to inne spostrzeżenia co do pakowania się do szpitala. Ja czuję, że jakoś szczególnie odstaję od tych trendów, bo ja wychodzę z założenia, że lepiej mieć dodatkowe rzeczy zapakowane np. w samochodzie, którym kursuje tata, ale MIEĆ. I lepiej więcej niż mniej, w takiej sytuacji. Bo ja brałam mniej… nie wiem po co. Bo tak gdzieś przeczytałam. A przecież żyjemy w czasach, w których jeździmy do porodu samochodami, nie pociągami czy furmanką. Dodatkowe ciuszki dla dziecka nie ważą nie wiadomo ile więc nie wiem po co trzymać się kurczowo ilości 3, bo 3 doby. Ja spędziłam z Matim w szpitalu tydzień. No i co tu zrobić w takiej sytuacji? Tak samo bazowanie na tym co jest dostępne w szpitalu też nie uważam za obowiązkowe. Jak dla mnie… lepiej zapakować się ponad stan, ale w tych trudnych dniach (nie oszukujmy się, pierwsze dni z dzieckiem oprócz tego, że są wielkim szczęściem, są też wielkim wyzwaniem) lepiej mieć pod ręką więcej, niż mniej. W tej sytuacji od przybytku głowa nie boli :) Boli natomiast od tego, że się NIE SPAKOWAŁO W OGÓLE! :) ALBO NA WARIATA W OSTATNIEJ CHWILI ;) Ooooj bardzo boli ;)

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3