Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1

Taras z moich snów staje się rzeczywistością!

4 maja 2018

Święta Wielkanocne spędzaliśmy w domu. Majówkę spędzamy w domu. Czerwcowy długi weekend też na bank spędzimy w domu. Dlaczego? Bo kochamy tu być! #TyleWygrać, co nie? ;) Ja jestem czymś w stylu „wiejskiego mieszczucha”. Czyli z jednej strony domek a nie mieszkanie w bloku i sobotni grill z piwkiem i kaszanką (nie waż się przypominać mi z czego jest zrobiona kaszanka! Pracowałam nad wyrzuceniem tego ze świadomości przez ostatnie 2 lata!) zamiast glejmorowych imprezowni. Z drugiej jednak strony nie obrażam się na postęp i lubię korzystać ze wszystkich udogodnień jakie proponują nam dzisiejsze czasy albo uwaga – wystarczy mi niewielka działka, bo… szkoda mi czasu i życia na dbanie o większą tylko po to żeby ją mieć. Jeśli czytałaś moją książkę (link) doskonale rozumiesz o co mi chodzi. Nadmiar przedmiotów (tudzież nadmierna wielkość działki czy domu) pomimo tego, że początkowo wydaje się być oznaką luksusu i dobrobytu, w dłuższej perspektywie generuje tylko więcej problemów i obowiązków, co zabiera nam czas… najcenniejszą ze wszystkich walut świata. Malwinio Coelho we wpisie o tarasie? O co kaman? Ano o to, że dla mnie ten taras nie jest tylko dodatkową przestrzenią do grillowania, a właśnie kwintesencją drogi, jaką postanowiłam w życiu obrać, czyli PRACĄ NA WŁASNY RACHUNEK.

Jestem niesamowitą domatorką. Najlepsze imprezy pod chmurką to dla mnie te, które dzieją się na moim własnym podwórku, a jeśli mam wybierać pomiędzy „byciem goszczoną” a „goszczeniem” to zdecydowanie wybieram opcję numer 2 :) Dodatkowo nie znoszę tłoku. Dlatego na „weekend” w góry prędzej pojadę w środku tygodnia, a w trasę wyruszę w nocy zamiast za dnia. I kiedy tak zbierzemy do kupy te wszystkie moje preferencje, które na szczęście podziela mój równie zdziwaczały mąż, wychodzi na to, że u nas wszystko jest odwrotnie… lato spędzamy w domu, po to, żeby wylecieć na wakacje jesienią, albo zimą, chwilę po Sylwestrze, którego tak btw. też najchętniej spędzamy w domu. Stworzyliśmy sobie tutaj taką naszą małą przestrzeń, w której jest miejsce i na pracę i na rozwijanie pasji i na odpoczynek. Czego chcieć więcej? :)

Do naszego domu wprowadziliśmy się późną jesienią, na przełomie listopada i grudnia. Niestety w umowie przedwstępnej mieliśmy tylko zapis o tym, że „zostanie zasiana trawa”, natomiast nikt o tym, że tę trawę już zasiał nas nie poinformował, więc trawa nie wyrosła „bo jej sobie nie podlewaliśmy” :) Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy na wiosnę było więc zamówienie trawy w rolkach, która dała efekt natychmiastowy. Jeśli zastanawiasz się nad trawą z rolki… nie zastanawiaj się. BIERZ :) W ciągu jednego dnia, czarna ziemia zamieni się w trawnik. Owszem, czeka Cię tydzień do dwóch takiego fest, fest podlewania, ale jeszcze w tym samym sezonie będziesz się cieszyła pięknym trawnikiem. Pamiętam jak kładliśmy trawę, co z wypiekami na policzkach relacjonowałam na Instagramie. Odezwało się wtedy do mnie kilka osób, które powiedziały, że wyrzuciłam kasę w błoto bo im trawa padła. Trochę się wystraszyłam, nie powiem, ale… NAM NIE PADŁA! Mamy przepiękny trawnik po dziś dzień. Nie musimy walczyć z chwastami, które właściwie powinny się siać z sąsiednich pól jak szalone, ale jest spokój właśnie dzięki temu, że położyliśmy już zwartą, kompletną darń. Maciek na wiosnę robi jakieś bliżej mi nie znane, ale wiem, że standardowe zabiegi pielęgnacyjne i jakoś tak… trawnik żyje i ma się dobrze :)

Trawa była właściwie jedyną inwestycją na podwórku jaką poczyniliśmy w pierwszym roku. Wystarczała nam w zupełności i do pikników (z drewnianymi smakołykami) i do grillowania (z prawdziwymi znajomymi i prawdziwą kiełbą). Nie chcieliśmy sadzić nic dodatkowego na wariata, bo nie mieliśmy wtedy jeszcze koncepcji, a nasza uwaga i tak była skupiona głównie na wnętrzu naszego domu. Kolejny sezon też miał wyglądać tak samo, ale w międzyczasie zamarzyło mi się zrobienie żywopłotu, który dałby nam trochę prywatności. Ofertę gotowych żywopłotów dostępnych w Polsce mogę Ci wyrecytować z pamięci. Miał być grab, miał być cis… o matko czego tu miało nie być :) Ostatecznie stanęło na bluszczu. Zajmuje najmniej miejsca, nie trzeba go formować, a ta odmiana, którą mamy my, jest zimozielona więc nie ma problemu z usychającymi liśćmi i depresyjnymi gołymi badylami za oknem przez całą (i tak depresyjną) zimę. A co najlepsze, efekt masz natychmiastowy, bo taki panel bluszczu to 8-letnia roślina specjalnie prowadzona i zawijana właśnie po to, żeby tworzyła taki zielony panel gotowy do włożenia w ziemię. Jeśli szukasz podobnego rozwiązania zerknij TUTAJ. My nasze bluszcze braliśmy właśnie stąd.

Pod bluszcze wypadało zrobić nawodnienie, bo potrzebują stałego podlewania tak jak trawa więc skoro nawodnienie to wypada zaplanować inne rabaty i puścić już wszystko raz a dobrze pod trawnikiem żeby później nie poprawiać. A skoro już planujemy te rabaty to może od razu posadzimy jakieś drzewka i rośliny? I tak od prostej potrzeby odrobiny prywatności rozpoczęła się zeszłoroczna akcja „OGRÓD”, której (różowe) efekty pokazuję co chwilę na IG (kliknij TUTAJ i wybierz różowe kółeczko z tytułem NASZ DOM). Siatkę od strony pola zostawiliśmy otwartą, żeby nie odgradzać się od tego fenomenalnego widoku i nie tracić przestrzeni, a na wysokości tarasu postanowiliśmy posadzić winogrona. A skoro już te winogrona na wysokości tarasu to dawaj ten taras wymienimy w tym roku mężu co? I tak od bluszczu dochodzimy do tarasu :) Pomysł na taras pod samo ogrodzenie powstał już podczas oglądania planów dwóch domów, które braliśmy pod uwagę. Mieliśmy do wyboru dom przy ulicy i nasz, ale ten przy ulicy… był przy ulicy to raz, a dwa… ma strasznie nieustawną, trójkątną działkę z sąsiadami okno w okno, a według naszych planów bardziej taras w taras, więc właściwie taras był jednym z kryteriów wyboru domu i między innymi z jego powodu zrezygnowaliśmy nawet z większej działki. Także taras rodem z Pinteresta to był mój absolutny must have od samego początku  i nie wyobrażałam sobie domu pod miastem bez tej przestrzeni, w której będę mogła rozkoszować się letnimi miesiącami :) A co najlepsze, to zanim zabraliśmy się za prace przy ogrodzie, zbudowaliśmy taras, więc kostkę z rozbiórki tego, co było tutaj na początku mogliśmy użyć do odgrodzenia rabat od trawnika :) Taki szacher-macher… czy tam ZERO-WASTE-TARAS ;)

Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1

 

To tutaj siadam sobie z laptopikiem i kawką żeby nacieszyć się ciepłym porankiem. To tutaj zajadamy się lodami oglądając kłębiące się w oddali burzowe chmury. Tutaj też oglądamy z naszymi przyjaciółmi spektakularne zachody słońca, popijając do tego zimne piwko (mi jeszcze nie było akurat dane, ale Maciek mówi, że na takim tarasie smakuje dużo lepiej) i zajadając się kiełbą z grilla (tu nadrabiam i za piwko) :) Kolorystyka tarasu Cię zaskoczy bo wyjątkowo nie jest to róż (czego nie można powiedzieć o roślinach na naszym podwórku), a biel i błękit przełamany naturalnym beżem. Pamiętasz kolor poduch z tego bujanego fotela? Były czerwone. A te, z kanapy, beżowe. Wynalazłam więc wodoodporną tkaninę i uszyliśmy pokrowce na poduchy u naszej kochanej krawcowej. Stół to mój złoty strzał za 180 zł z allegro, który pomalowaliśmy na biało już sami z Maćkiem. Kosz – huśtawka to staaaary nabytek ze stacjonarnego sklepu z Domoteki, podobnie ten mały okrągły stolik. Krzeseła – Ikeła, a kanapę kupiłam TUTAJ. Szukałam jej jeszcze dłużej niż kanap do domu, bo jak się okazuje biały technorattan w rzeczywistości jest biało-szarym technorattanem albo beżem, a ja chciałam BIAŁY. Na szczęście udało mi się znaleźć to, na czym mi zależało (ja należę do takich osób, które nie spoczną dopóki nie zrealizują swojej konkretnej wizji i nie są w stanie zadowolić się czymś na zamianę więc szukają do skutku). Pergolę z rozsuwanym dachem ponad tarasem wynalazłam również w internecie. I niestety w internecie prezentowała się dużo lepiej niż to, co zostało nam zamontowane. Jeśli więc będziesz chciała skorzystać z usług firmy z internetu, bo zachwycą Cię piękne wizualizacje, odezwij się najpierw do mnie a ja w razie czego wybiję Ci z głowy współpracę z wykonawcą naszego zadaszenia, za które krótko mówiąc przepłaciliśmy (to co tu się wyrabiało podczas montażu nadaje się na hitowy odcinek usterki, serio…), a co gorsza, musimy zgłosić teraz wszystko do całkowitej reklamacji  i stanie się to na dniach. A jeśli wykonawca spróbuje się migać od odpowiedzialności tak jak to miało miejsce podczas montażu, zamieszczę tu dodatkowy wpis z wizualizacją i materiałem zdjęciowym ukazującym prawdziwe oblicze tego „produktu” dla porównania :) Także wybacz… wybaczcie właściwie, bo dostałam ogrom zapytań o polecenie wykonawcy zabudowy, kiedy opublikowałam relację z tarasu TUTAJ. Ale niestety ta firma jest nie-na-daj-na.

Co by nie było, namiastkę tego, co chcieliśmy na tarasie osiągnąć mamy już teraz i zanim zawitają tutaj panowie w sprawie reklamacji, postanowiliśmy wykańczać sobie wszystko tak, jak planowaliśmy. Brakuje jeszcze masy rzeczy. Nie mamy jeszcze oświetlenia nad tarasem (planujemy przyczepić te łańcuchy żarówek (te z TEGO ZDJĘCIA z mojej imprezy urodzinowej) i w tarasie (Maciek zamówił nieodpowiednie diody rok temu i tak sobie temat przeleżał do teraz). A całą resztę oświetlenia ogrodu zostawiamy sobie na następny rok. Szczerze? Nie chce nam się po prostu w tym roku tego wszystkiego rozgrzebywać. Nie jest to jakaś nagląca potrzeba a lepiej rozplanować to na spokojnie. W tym roku spróbujemy doprowadzić do końca taras (bo on nie ma jeszcze super ważnego elementu, a dopóki nam go panowie nie poprawią nie będziemy mogli go dokończyć), ale to co tutaj planujemy to będzie hit hitów :) Także myślę, że z tarasem wrócimy na blog latem, kiedy już zakwitną kwiaty na ażurach (nowych ażurach, bo te się nie nadają), ale po mojej relacji z tarasu na Instastories (filmik TUTAJ w różowym kółeczku z napisem NASZ DOM) dostałam tyle pytań, że postanowiłam stworzyć po prostu wpis z tarasem w wersji takiej jak jest aktualnie.

Bo nawet jeśli nie do końca idealnie i nie wszystko jeszcze skończone to… znów muszę zakończyć relację kolejnego pomieszczenia w ten sam sposób, ale co ja poradzę, że cisną mi się na język ciągle te same słowa :) KOCHAM TU BYĆ

Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1 Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1 Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1 Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1 Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1 Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1 Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1 Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1

PE.ES Ten wózeczek, który stoi na tarasie już niedługo pojawi się na blogu. Testujemy z Milenką nawet takie cuda jak ta Classica <3 Piękna prawda? To już jest taka petarda, że nawet… PACHNIE! :) Możesz ją sobie dokładnie obejrzeć już teraz TUTAJ a ja niedługo opowiem Ci co o niej myślę ;)

Zabudowa tarasu biała altana blog bakusiowo1

A WIDZIAŁAŚ JUŻ NASZĄ NAJNOWSZĄ MEGAPRODUKCJĘ? ;) 

(: Subskrybuj nasz kanał TUTAJ :)

I zostaw nam koniecznie komentarz i łapkę (mamy nadzieję, że w górę) ;)  pod filmikiem na YT TUTAJ

 

 

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3