Nieprzyjemne niespodzianki, które spotkały mnie po porodzie

7 września 2018

O tym, że pierwszy miesiąc z dzieckiem niekoniecznie będzie przypominał reklamy z telewizji pisałam już w TYM WPISIE. Postanowiłam poruszyć ten temat bo przeczuwałam, że jest więcej takich dziewczyn jak ja, które oprócz szczęścia i wzruszenia, odczuwały też cały wachlarz negatywnych emocji. I co? I wybuchła bomba! Setki komentarzy i wiadomości z historiami dziewczyn, które nie zawsze były pozytywne. Tak jak przypuszczałam, nie byłam sama z tym moim strachem, lękiem podsycanymi burzą hormonów. Postanowiłam pociągnąć ten temat dalej i przygotować inne dziewczyny na kilka najczęściej pojawiających się problemów i rozterek. Zdecydowana większość dotyczyła mnie bezpośrednio. Do tego dodałam kilka problemów, które najczęsciej przewijały się w wiadomościach i komentarzach dziewczyn i tak postał… czokapik :) (suchy żart prowadzącego musi być, nie?) :)

…i tak powstała lista nieprzyjemnych niespodzianek, na które lepiej się przygotować, żeby zaoszczędzić i sobie i dziecku (i całemu otoczeniu) niepotrzebnych stresów. No dobra, jedziemy z koksem :)

Płacz bez powodu, albo z powodów, które teoretycznie nie powinny wzbudzać aż takich emocji.

Posłuchaj mnie teraz uważnie bo dwa razy nie będę powtarzać. BARDZO PRAWDOPODOBNE, ŻE TAK WŁAŚNIE BĘDZIE. Po prostu nastaw się na to i każdy wybuch płaczu traktuj jak coś, co jest tak samo normalne jak płaczące dziecko, albo ból po porodzie. Twoje hormony przestawiają się z funkcji „dla dwojga” na funkcję „dla dwojga, ale ciut inaczej” :) Ja wyłam jak bóbr z każdego możliwego powodu. Miałam żal do całego świata o to, że nie chce się zatrzymać w tak ważnym dla mnie momencie. Kiedy widziałam kolejny mail na moim telefonie – płakałam. Kiedy nie przychodził mail – płakałam. Kiedy ktoś dzwonił z gratulacjami – płakałam. Kiedy nie dzwonił… sama wiesz co :) W pewnym momencie czułam, że jesteśmy z Milenką same samotne wśród tego wirującego świata. Chciałam uciec, schować się, nie rozmawiać z nikim, nie myśleć o niczym oprócz maluszka. A kiedy mi się to udawało, wynajdowałam sobie kolejny problem, na przykład…

Wyrzuty sumienia, że zaniedbuję drugie dziecko

Byłam niewyspana, zmęczona, obolała po cesarce i dodatkowych komplikacjach, które wiązały się z unieruchamiającym bólem. Coś tam mi się musiało podczas operacji nieźle naruszyć, bo miałam momenty, w których z bólu po prostu wyłam. I to wcale nie było miejsce po cięciu, a dużo wyższe partie brzucha. Przez to też zostaliśmy w szpitalu dłużej niż planowaliśmy bo to co się ze mną działo postawiło na nogi pół personelu. W domu niestety nie przeszło. Tak więc pierwsze dni były dla mnie naprawdę koszmarne. Do tego doszło oczywiście niewyspanie (Milenka jadła co godzinę niezależnie od pory dnia i nocy). A w tym wszystkim… promocja książki, która w wyniku fatalnej pomyłki rozpoczęła się nie tak jak planowaliśmy – w maju, po okresie mojego połogu, a jak pewnie pamiętasz, właściwie równo z narodzinami Milenki, ale o tym opowiem Ci kiedy indziej… a może i wcale? Hmm… pożyjemy, zobaczymy :) No więc wyobraź sobie, że ja w tym wszystkim, miałam jeszcze wyrzuty sumienia, że mój kochany synek ma za mało mamy. Że poczuje się odrzucony bo w domu jest drugie dziecko. Że muszę spędzać z nim tyle samo czasu co z maluszkiem itd. itd. Teraz już wiem, że to był po prostu kolejny wybryk moich rozszalałych hormonów. Mati spał w pokoju z tatą, Milenka ze mną. Maciek stawał na rzęsach, żeby z jednej strony pomagać jak najwięcej mi, z drugiej, wypełnić Matiemu czas, który musiałam w części przenieść na Milenkę. I to wystarczy. Naprawdę, w tych pierwszych dniach wystarczy. Pytałam o to moją znajomą psycholożkę więc mam na to o czym Ci piszę potwierdzenie specjalisty. Dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje, szczególnie starszaki. One widzą jak malutkie i bezbronne jest ich rodzeństwo. Widzą, że trzeba je karmić piersią, nosić, przewijać. Warto też uzmysłowić im, że one też taki swój czas „z mamą” miały. A co więcej z mamą i tatą, bo kiedy one były malutkie, rodzice zajmowali się tylko nimi. I podobno łatwiej jest przetrawić to wszystko dzieciom niż… rozhuśtanym emocjonalnie mamom :) Jesteś tylko człowiekiem. Nie zapominaj o tym. Ja zapominałam. Ale mi nikt tego wszystkiego wcześniej nie powiedział :) Przy trzecim już sobie dam na wstrzymanie :) :) :)

Problemy z karmieniem

Wychodzi na to, że zdarzyć może się wszystko. Szczególnie po cesarce. Najpierw opóźniony wypływ pokarmu, później problemy z przystawianiem dziecka. Strach o to, że mam za mało pokarmu. Nawał pokarmu. Bolące piersi. Poranione sutki. Przerabiałam wszystko. I wiesz co? ŻYJĘ! Przeżyłam to i ja i Mati i Milenka. Nie wiem czy to będzie odpowiednią podpowiedzią, ale na mnie pozytywnie działały dwa aspekty. Po pierwsze – miałam w kuchennej szafce wyjście awaryjne w postaci puszki mleka modyfikowanego. Dawało mi to poczucie przygotowania na najgorsze i pewności, że w razie czego, moje dziecko nie będzie głodne. Działało to na mnie na tyle pozytywnie, że pierwszy raz skorzystaliśmy z tego mleka po kilku tygodniach. A właściwie to Maciek skorzystał, bo to, co odciągnęłam dla Milenki przed wyjściem z domu, tym razem jej nie wystarczyło. Do tego czasu mleczko w puszeczce stało sobie grzecznie w szafce, na straży moich skołatanych, laktacyjnych nerwów i… i nic! Z każdej opresji wychodziłyśmy z Milenką obronną ręką. Natomiast świadomość tego, że w razie „W” mam co dać jeść dziecku działała na mnie zbawiennie.

Warto. Naprawdę warto zaopatrzyć się w dobry, elektryczny laktator (nawet gdyby miał być nigdy nie użyty – wiem co mówię, bo tak sobie myślę, że gdybym miała taki sprzęt przy Matim, może pokarmiłabym dłużej niż te 4 miesiące…). Warto też do listy wyprawkowej dołożyć zestaw butelek i smoczków. Jeśli nie użyjesz – luz! Mało to ubranek dziecięcych się przekisi w ciągu tych lat? Ja mam niektóre nawet nieuprane, z metkami :) A jeśli zabezpieczysz się taką butelką nic złego się nie stanie. Unikniesz takich sytuacji jak kupowanie byle butelki, byle podgrzewacza i byle mleka w drodze powrotnej ze szpitala, z rozcharatanym brzuchem, jak to miało miejsce podczas naszego romantycznego powrotu z Matim :)

Jeśli chodzi o butelki, to zadanie Ci ułatwię – na końcu wpisu będzie konkurs, w którym do wygrania, będą wybrane przez Ciebie zestawy butelek właśnie :) Ale zanim konkurs, dawaj, jedziemy dalej. Teraz będzie mniej ideowo a bardziej technicznie, Z FILMAMI PANIE! AMERYKA! :)

Bolące plecy podczas karmienia piersią

Pozostając w temacie karmienia piersią, szczególnie jeśli jest to Twój pierwszy raz (chociaż dla mnie obydwa były pierwsze bo mieszkaliśmy w innych miejscach i musiałam na nowo szukać swoich pozycji i miejscówek na innych łóżkach, fotelach itd.) nie ominie Cię pewnie problem bolących pleców. Po prostu w pewnym momencie plecy nie dają rady. Warto przećwiczyć kilka pozycji do karmienia piersią. Super zostało to pokazane na TYM FILMIE. Dodatkowo TUTAJ masz film w ogóle o poprawnym przystawianiu dziecka do piersi. A TUTAJ możesz sobie zalookać, jak poprawnie używać laktatora. Milenka jest już z nami pół roku. Teoretycznie moje hormony wróciły już do jakiegoś ładu i porządku, ale nadal, oglądając te filmy… ryczę jak bóbr :) Nie ma tam nic wzruszającego w sumie. Nie wiem o co mi chodzi. O muzykę? A może o te pierwsze chwile z maluszkiem? Nie nadążysz za mną :) Sama za sobą nie nadążam hahahaha :) Jedno jest pewne – te filmy naprawdę dużo pomagają.

Stres podczas kąpania dziecka

Moja zmora. Szczególnie dlatego, że kiedy szukaliśmy z Maćkiem jakiegoś sensownego instruktażu jeszcze za czasów pierwszych kąpieli Matiego, cały YouTube był usłany instruktażami kąpieli… LALEK :) Ja chciałam kurdę zobaczyć jak się myje noworodka a nie lalkę! Albo jeszcze lepiej… dziecko, które trzyma już sztywno główkę. No faaaajnie. Teraz to ja sama wchodzę z Milenką pod prysznic i ją myję bez pomocy Maćka nawet. Ale te pierwsze kąpiele są naprawdę stresujące i z tego co wywnioskowałam z rozmów ze znajomymi, kąpiel noworodka jest głównym (zaraz po zakrztuszeniu) powodem małżeńskich kłótni :) Nam się przytrafiła prawdziwie traumatyczna historia, bo podczas kąpieli Matiego spadła nam ze stojaka wanienka! Wiem, wiem, opowiadałam Ci o tym setki razy, ale to jedno z moich najgorszych wspomnień ever. Na szczęście nic się nie stało, ale wyobraź sobie jak zadziałał mój mózg i instynkt macierzyński. Najpierw szok, krzyk (ale taki, żeby nie wystraszyć i tak dziecka), dokończenie kąpieli drżącymi rękoma w grobowej ciszy, a kiedy tylko zobaczyłam Matiego bezpiecznie leżącego na łóżku, rzuciłam się na podłogę z takim płaczem, że chyba nigdy wcześniej ani później już tak nie płakałam. Ale pozwoliłam sobie na to dopiero wtedy, kiedy mój synek był bezpieczny.

Matko jedyna… widzisz jak to u mnie jest? Wcale nie mam samych pięknych, cukierkowych wspomnień. Siedzi we mnie masa historii, które mnie przeraziły, wystraszyły, zestresowały… mam wielką, wielką nadzieję, że ten wpis pomoże Ci uniknąć tych stresów, które ja przeżyłam. Bo do tego wszystkiego wystarczy odpowiednie nastawienie i przećwiczenie, przetrawienie pewnych sytuacji.

Kolejny z serii filmów, do których linkowałam Ci powyżej to właśnie film instruktażowy, który krok po kroku przeprowadzi Cię przez kąpiel niemowlaczka. Bo czasem sama „pokazówka” na porodówce, gdzie emocje kipią z obojga rodziców i dzieje się dużo za dużo, po prostu nie wystarczy. Gdybym ja miała kilka lat temu pod ręką taki film, na pewno stresowałabym się dużo mniej.

Jak przewijać dziecko? Jak chłopca a jak dziewczynkę?

Myślałam, że jeśli mam już za sobą przewijanie Matiego, z Milenką problemu nie będzie żadnego. A gdzie tam! Musiałam dzwonić do mojej przyjaciółki i dopytywać co przemywać, czego nie dotykać, czym smarować żeby nie przekombinować… luuuudzie :) Niby sam sposób przewijania jest ten sam, ale pielęgnacja to już kompletnie dwa różne światy :) Ale i samo przewijanie za pierwszym razem wcale nie było dla mnie takie oczywiste. Jedni piszą, żeby podnosić za nóżki. Inni krzyczą, że broń Boże bo wyrywasz bioderka i to podnoszenie za nóżki jest przestarzałe. Boisz się przekręcania na boczek bo dziecko jeszcze nie potrafi kręcić główką więc trzeba panować nad całym ciałkiem… TO TEŻ MOŻE BY NA POCZĄTKU TRUDNE. I tak samo jak z instruktażem kąpieli, czasem pokazówka w szpitalu może nie wystarczyć. Także w razie niejasności, wrzucam Ci kolejny filmik. Też na żywym, malusim modelu, a nie jakiejś lali czy innym bejbi bornie.  No i rozwiązujemy dzięki temu instruktażowi też problem ukochanych małżonków, którzy mówią, że robisz to za szybko i oni nie potrafią załapać. Ależ proszę. Oglądaj do woli i… do dzieła CHOPIE! :)

Strach o pozycję dziecka do spania

Tutaj Cię chyba zaskoczę bo nie będę miała dla Ciebie dobrych wiadomości. Moim zdaniem trzeba czuwać. Moim zdaniem w macierzyństwo pierwszych miesięcy niedospanie jest po prostu wpisane i tyle. Moim zdaniem… ryzyko rzeczywiście istnieje. Pamiętasz moje wpisy wyprawkowe? Pokazywałam tam między innymi kokonik do spania. Chyba dosyć młoda moda bo za czasów Matiego tego nie było. No więc te kokoniki wydawały mi się świetnym rozwiązaniem. Milusio, przyjemniusio… MIĘCIUSIO. Po publikacji wpisu, uwagę na ten kokonik zwróciła mi jedna z dziewczyn. Podobno zdania dotyczące kokonów są podzielone ze względu na to, że ich spody są zbyt miękkie. Na początku uznałam, że przesadza, ale kiedy włożyłam w to Milenkę pierwszy raz od razu załapałam o co chodzi. Maluszek, na twardym materacu nie ma szans uduszenie się, nawet jeśli przewróci się podczas snu z boczku na buzię. Materac jest twardy więc zawsze zostawia jakieś „szpary” z których dzieciątko może zaczerpnąć powietrze. Natomiast ten kokonik był super mięciutki i w momencie przekręcenia się na niego buzią, nawet boczkiem, część buziaczka się zapadała. Nie użyłam go ani razu z obawy o najgorsze. Podobnie jest z zawierzaniem na 100% monitorom oddechu. To fajny gadżet. Sama go mam. Ale uważam, że nie powinien zastępować czujności rodzica. I fakt. Pierwszy miesiąc mogę uznać za totalnie bezsenny bo w nocy albo karmiłam, albo nasłuchiwałam czy Milenka nie ulewa, a za dnia musiałam pracować po 10 godzin w związku z historią, którą opisywałam Ci powyżej. Tak więc niespecjalnie nadawałam się do ludzi i świata, natomiast Ty, jeśli będziesz miała szansę, odsypiaj ile się da, nie tylko dla siebie, ale i dla bezpieczeństwa maluszka, żebyś jednak miała siły na czuwanie i nie zasnęła na przykład podczas karmienia na leżąco, albo i na siedząco (story od my life!)!

Jeśli natomiast o pozycję do spania chodzi to pewnie już wyłapałaś, że napisałam „z boczku na brzuszek”. Tak. Pomimo tego, że od niedawna Amerykańska Akademia Pediatrii zaleca układanie dziecka tylko na pleckach z główką odchyloną na bok, ja Milenkę układałam na boczku. Dlaczego? Dlatego, że na własne oczy widziałam, jak moje dziecko dławi się tym, co odbiło jej się PO ODBIJANIU. Podobno nie ma szans na to, żeby dziecko się tym zachłystnęło nawet jeśli ma refluks… no to nie wiem jak mam w takim razie klasyfikować to co przydarzyło się Malusiej Milence, ale uznałam, że nie dość, że będzie spała pod kątem, tak jak w szpitalu (mamy łóżeczko dostawne, które umożliwia taką opcję – zobacz sobie wpis o sypialni TUTAJ), to jeszcze podpierałam jej plecki jednym kocykiem zwiniętym w rulonik i brzuszek drugim. I nie raz widziałam rano plamki po ulaniu. Także rób jak uważasz, myślę, że Amerykańskie coś tam, coś tam, powinno być dla Ciebie większym wyznacznikiem niż jakaś tam Matka Bakusiowa, natomiast ja, moje dziecko układałam na boczku. 

Irytujące podpowiedzi wszystkowiedzących domowników i gości

No właśnie… kończyłam pisać to zdanie i zaczęłam się zastanawiać czy tym razem zasłużyłam sobie na falę hejtu (w końcu musi być ten pierwszy raz  w mojej blogowej karierze nie?) :) No bo kurczę cały czas się słyszy o tych wszystkich madkach, które wiedzą lepiej i znają Twoje dziecko lepiej niż Ty. Jakieś pojedyncze egzemplarze już przerabiałam, ale większych zmasowanych ataków udało mi się uniknąć a wiesz, że ja specjalnie się nie chowam z moimi przekonaniami czy metodami wychowawczymi. Po prostu uważam, że mam prawo do własnego zdania a dopóki zagrożenia dla swoich dzieci nie stwarzam, nie uważam, żeby ingerencja z zewnątrz bez mojego przyzwolenia była potrzebna. A za taką ingerencję uważam również podpowiedzi, krytykę i inne formy narzucania mi swojej wizji wychowania moich dzieci. Niestety, szczególnie przy pierwszym dziecku, może Cię to dotknąć. Z czymś takim mierzy się większość z nas. Wiesz jaką ja przyjmuję postawę? Słucham. Nie komentuję nawet jeśli się nie zgadzam. Robię swoje. Jeśli „pomagier” czyni mi jakieś „uważki” po raz kolejny w tym samym temacie, delikatnie się rozwijam i informuję, że ja czuję, że to powinno być tak i tak i dziękuję za troskę, ale zrobię po swojemu. Bo wiesz… świata nie zmienisz. Nie ma co drzeć kotów od razu. Mówi Ci to wulkan energii i gejzer emocji w jednym. Ze mnie taka Xena wojownicza księżniczka była od samego początku i wierz mi, że ani to nic nie zmieniło, ani nie wyszły na tym dobrze moje nerwy. Teraz z Xeny wyrósł bardziej Napoleon. Strateg :) Słucham raz. Daję szansę. I to już pozwala uniknąć wieeeelu niepotrzebnym wymianom zdań. Drugim razem stosuję dyplomację. Za trzecim… sorry, ale wracam do korzeni. NO ILEŻ MOŻNA SŁUCHAĆ! :)

Mówię Ci to po to, żebyś zakodowała sobie w głowie, że nie jesteś w stanie dogodzić wszystkim, zmienić wszystkich i przekonać wszystkich do swoich racji. Czasem podpowiedzi są trafne. Czasem warto posłuchać kogoś kto ma większe doświadczenie. Ale Ty na pewno wiesz, z kim możesz porozmawiać o konkretach a z kim o zabobonach i czerwonych tasiemkach :) Po prostu bądź gotowa na to, że takie rzeczy mogą się wydarzyć. A jeśli się nie wydarzą… GRATULACJE! Jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę! :)

Zbyt wysokie wymagania względem samej siebie

No patrz, ale płynnie przeszłyśmy do ostatniego punktu! Właśnie o to chodzi. Musisz zrozumieć, że nie jesteś w stanie zadowolić i obsłużyć całego świata nosząc przy piersi małego ssaka. Musisz kiedyś spać. Musisz kiedyś jeść. Dziecko najprawdopodobniej powstało z działań dwójki ludzi, nie tylko Twoich. Dopiero co Cię pokroili, albo własnymi siłami wydałaś na świat około 3 kilogramowe dziecko, które przez 9 miesięcy tworzyło się pod Twoim sercem. Masz prawo być zmęczona. Masz prawo być niewyspana. Masz prawo do huśtawek emocjonalnych. Ciąża, poród i pierwsze miesiące z dzieckiem to dla kobiety wielki, wieeeeeelki wysiłek i fizyczny i emocjonalny więc nie bądź dla siebie taka surowa. Przynajmniej nie teraz. Odwaliłaś kawał dobrej roboty! 

Na początku czerwca ruszyła kampania marki Canpol babies – „Pierwsze chwile”. Już nie raz mówiłam Ci o tym, że angażowanie się właśnie w takie projekty sprawia mi najwięcej frajdy i radości. Bo nie skupiamy się na samych produktach a na całej idei. W tym przypadku wspomagania rodziców w pierwszych dniach po porodzie. Wszystkie filmy, które na górze Ci podlinkowałam to część serialu nagranego specjalnie dla rodziców, którzy stawiają pierwsze niepewne kroki w nowej roli. Wszystkie odcinki obejrzysz TUTAJ, a TUTAJ przeczytasz dodatkowo masę artykułów odpowiadających na najbardziej nurtujące nas w pierwszych dniach pytania takie jak objawy podczas połogu, które powinny Cię zaniepokoić, 11 pytań o pielęgnację pępuszka, higiena oczu i noska, pierwszy spacer itd. Kopalnia wiedzy. Naprawdę warto zajrzeć na tę stronę w ramach przygotowań, albo i samego odświeżenia tego co już wiesz a spodziewasz się drugiego bejbika bo wierz mi… wcale nie musi być tak samo. My mamy z Milenką zupełnie inne problemy niż z Matim. Jedyne co ich łączy to… kolki :) Reszta odbywa się zadziwiająco inaczej, chociaż fakt jest faktem – za drugim razem jest O NIEBO ŁATWIEJ :) 

NO I JESZCZE OBIECANY KONKURS! :)

Jaką radę dotyczącą pierwszych dni z dzieckim dałabyś samej sobie, gdybyś mogła wysłać do siebie wiadomość z przyszłości?

Odpowiedź konkursową zostaw TUTAJ a po wszystkim udostępnij ten wpis i… TYLE :) 

Konkurs potrwa do 21 września 2018.

Do wygranych osób odezwę się w komentarzach do ich odpowiedzi konkursowych :) 

Do wygrania 10 zestawów butelek (motyw do wyboru).

POWODZENIAAA :)

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3