Czas przerwać tę zmowę milczenia – pierwszy miesiąc z dzieckiem jest…

20 lipca 2018

Pierwszy miesiąc z dzieckiem wcale nie jest taki kolorowy… No dobra skoro ma być kawa na ławę to będzie… mój był TRAGICZNY :) Szczególnie dla mam rodzących przez cesarskie cięcie. Ktoś musi to w końcu powiedzieć głośno. Pomimo całej tej fali radości, jaką jest nasze malusie dzieciątko, niestety, ale nowa sytuacja w parze ze zmęczeniem i burzą hormonów odciska piętno na „tych dniach”. I wszystko byłoby w porządku gdybyśmy my – młode mamy były na to choć trochę przygotowane. Niestety w większości przypadków jest to zaskoczenie. Dlaczego? Dlatego, że każdy nabiera wody w usta…

Tu wypadałoby postawić kolejne „dlaczego”, ale odpowiedź jest prosta „bo wyjdzie na to, że nie cieszę się, że mam dziecko”. Gdzieś tam, pomiędzy wierszami, w komunikatach na FB i IG można przeczytać ZMĘCZENI, ALE SZCZĘŚLIWI :) I to jest właśnie kwintesencja tego strachu o to „co ludzie powiedzą”. Jesteśmy zmęczeni, ale od razu zaznaczamy, że szczęśliwi – żeby nie było. No przecież proste, że szczęśliwi! Takie malusie dzieciątko wzbudza tsunami pozytywnych emocji w każdym rodzicu. Ale brak snu, nowa sytuacja w życiu, rozstrojenie hormonalne i ogólny stan po porodzie, który jak wiemy, w niektórych przypadkach jest bardzo podobnym obciążeniem dla organizmu kobiety jak katar u mężczyzn, też wywołują pewne następstwa, które są całkowicie normalne i na miłość do dziecka NIE WPŁYWAJĄ. Świat na temat tego zmęczenia się nie chce wypowiadać. Mówi tylko o szczęściu. A zmęczenie… nie wypada o nim wspominać. A ja uważam, że wypada. Wiesz po co? Żeby to szczęście nie było przyćmiewane przez wyrzuty sumienia i zastanawianie się co jest ze mną nie tak, skoro jest mi źle i chce mi się płakać i jestem wszystkim przerażona i… jak pogrzebiesz w pamięci, pewnie dokopiesz się do „TYCH” wspomnień.

Ja mam to szczęście, że mam w swoim otoczeniu dwie super fajne babki. Moją przyjaciółkę, taką od piaskownicy, z którą wiemy o sobie wszystko i nie ma tematu, który byłby dla nas krępujący i moją sąsiadkę, która urodziła swoją córeczkę 3 miesiące przede mną i też należy do takich co nie owijają w bawełnę. I tak sobie gadamy w tym naszym chaotycznym języku matek karmiących, które zapominają co drugie słowo, albo łapią zawiechy w połowie zdania bo zapatrzyły się na dzieci, ale rozmawiamy konkretnie. O tym, że jest fajnie, owszem, ale kurrrrdę człowiek zmęczony jest nieprzeciętnie, a hormony dają w kość do tego stopnia, że się płacze na dźwięk pozytywki albo i bez… bo pierwszy miesiąc to właściwie sinusoida… od płaczu z radości po płacz z żalu. A żal to już z takich powodów, że teraz, nawet z perpektywy tych 3 miesięcy, łapię się za głowę na myśl o tym, z jakich powodów płakałam :)

Ja jestem żywym przykładem na to, jak działa psychika kobiety w pierwszym miesiącu z niemowlęciem. Moje wpisy z marca to jeden wielki żal przemieszany z euforią :) Mieszanka skrajnych emocji. Ale wydaje mi się, że tych negatywnych byłoby mniej gdybym miała 100% pewności, że to co przeżywam, jest NORMALNE. Pomimo tego, że raz już przechodziłam te wszystkie huśtawki nastrojów, lęki o pierwszą kąpiel, pierwsze pozostawienie dziecka pod opieką taty (na 10 minut, podczas gdy ja poszłam wziąć prysznic) i rozterki pod tytułem „nie będę mieć mleka i nie dam rady karmić piersią”, z Milenką znów miałam powtórkę z rozrywki. Niby szczęście poziom ekspert, ale zaraz za płaczem ze szczęścia wkraczał płacz z żalu… Z Matim płakałam ze strachu że sobie nie dam rady i jestem beznadziejną mamą. Z Milenką już wiedziałam, że radę dam i że niczego jej przy mnie nie brakuje, więc mój podstępny mózg wyszukiwał sobie inne problemy. Moja Kasia powiedziała mi, że z jej wnikliwych badań wynika, że jednak mamy „cesarkowe” mają częściej takie wahania nastrojów. Potwierdziła mi to moja koleżanka, która rodziła naturalnie i nie kojarzy aż takiego emocjonalnego rollercoastera, chociaż przyznaje, że też spodziewała się większych fajerwerków i jej zdaniem cały ból miał się zakończyć wraz z finałowym parciem, a okazało się, że ból fizyczny ustąpił miejsca bólowi egzystencjonalnemu :) Choć jak podkreślała, AŻ TAK ŹLE NIE BYŁO :)

Jak sobie w tych pierwszych dniach radzić? Przede wszystkim nie wymagać od swojego organizmu więcej niż jest w stanie udźwignąć. Pokazać mężowi ten wpis :) Nie żartuję! Facet czasami nie wie jak się zachować w takiej sytuacji. No, ale skąd ma wiedzieć dlaczego płaczesz skoro Ty sama nie wiesz? Ja z moim Maćkiem o moim odkryciu rozmawiałam od razu. Żeby go z jednej strony uspokoić, z drugiej… poprosić o wsparcie. O wsparcie możemy też poprosić inne osoby. Babcie, teściowe, ciocie, mamy… tylko jak to zrobić w tym delikatnym czasie? Ja na przykład chciałam się zamknąć przed całym światem i odciąć od każdego oddychającego stworzenia :) Ale to był mój osobisty „odlot” :) U Ciebie może się to objawiać zupełnie inaczej, więc polecam Ci wysłuchanie live’a z psycholog dr Aleksandrą Piotrowską, która jako Ekspertka Emolium opowiadała jakiś czas temu o tym, jak budować relację z osobami, które mogą nas wesprzeć w tej nowej roli. I uznajmy tu za nową rolę nie tylko pierwsze dziecko, ale i kolejne, bo przecież w roli matki 2, 3, 4, czy 5 dzieci też jesteś pierwszy raz :) Live obejrzysz TUTAJ. 

Emolium przyświeca fantastyczna myśl przewodnia: wspieramy Was od 1. dnia. I nie chodzi tylko o to, że kosmetyki są przeznaczone nawet dla dzieciaczka, który dopiero co się urodził.  „Wspieramy Was od 1. dnia” to również cała idea, która ma na celu wsparcie rodziców w tych pierwszych, najtrudniejszych dniach, które przez media zostały wyidealizowane i odarte  prawdziwości, przez co wiele matek (i ojców pośrednio też) niepotrzebnie cierpi, nie potrafiąc zrozumieć, co się dzieje z ich organizmem w pierwszych dniach po porodzie.

Od 23 maja, na fanpage Emolium, odbyło się już 8 lajwów na tematy, które stresują młodych rodziców. Dzięki Emolium, do Twojej dyspozycji są najlepsi eksperci, którzy w podczas kolejnych spotkań zbliżają pierwsze miesiące z dzieckiem do tych rodem z telewizyjnych reklam :) Albo chociaż do takich,  w których rodzice nie wyrzucają sobie, że są beznadziejni, tylko dlatego, że na Facebooku, Instagramie, albo innej reklamie, zobaczyli jak wygląda niedościgniona przez nich (i przez nikogo!) utopia pierwszych dni z noworodkiem na pokładzie :)

Live’y możesz oglądać TUTAJ. 25 lipca możesz zadać nurtujące Cię pytania położnej (Agnieszka Mińko) a 1 sierpnia pediatrze (Łukasz Durajski). Te, które już się odbyły znajdziesz (TUTAJ). 

Mega fajne, ciekawe tematy, w których wypowiadają się prawdziwi specjaliści.

Jak budować model partnerskiego rodzicielstwa? –> Objerzyj TUTAJ.

Dieta matki a problemy skórne dziecka –> Obejrzyj TUTAJ. 

Etapy rozwoju dziecka –> Obejrzyj TUTAJ.

Bardzo fajna inicjatywa, którą całym sercem popieram. Milenka też ;)

Pierwsze miesiące z dzieckiem mogą być naprawdę fajne jeśli tylko pozwolisz sobie na to, żeby przeżywać je zgodnie ze zmianami w Twojej głowie. Jeśli zrozumiesz, że warto się przespać w ciągu dnia jeśli akurat pod ręką jest Twój mąż, albo, że Twoje nerwy i nadwrażliwość nie są spowodowane tym że świat nagle oszalał, tylko tym, że potrzebujesz ciszy i spokoju, żeby przetrawić tempo, które narzucił Ci najmlodszy członek rodziny :)

Wiesz kiedy ja się uspokoiłam? Kiedy moja przyjaciółka, na mój pełen żalu i znaków zapytania sms o treści mniej więcej: „czy Ty też tak miałaś”, odpisała magiczne TAK. To był TEN moment, w którym zrozumiałam, że to nie ja jestem nienormalna tylko ta bezsensowna zmowa milczenia, przez którą tyle matek czuje to fatalne rozczarowanie pierwszymi chwilami z noworodkiem na pokładzie. Kiedy dotarło do mnie, że wszystko ze mną ok, poczułam jakby ktoś spuścił ze mnie to okrutne powietrze, które wypełniało każdą moją komórkę. Tak jakby ktoś dał mi ostatni brakujący puzzel do całej tej układanki.

Dziewczyny nie bójcie się mówić o tym, jak w rzeczywistości te pierwsze miesiące wyglądają. Świat wie, że kochacie swoje dzieci. Wie też, że ich narodziny są dla Was prawdopodobnie chwilami największego szczęścia w życiu. Ale kiedy będziecie rozmawiały z innymi dziewczynami, które są w ciąży, warto je uczulić na to, że mogą odczuwać różne emocje i niekoniecznie będą cały czas rzygać tęczą ;) Jestem przekonana, że kiedyś Wam za to podziękują :*

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3