Tego się nie spodziewałam po Mauritiusie...

14 stycznia 2017

To miały być wakacje, z których przywieziemy zrelaksowane dusze, opalone ciała i świetny materiał eksplorujący wyspę wzdłuż i wszerz, tak, żebyś mogła na jego podstawie ocenić, czy warto się nad tym kierunkiem zastanowić. Ot, efekt wakacji spędzanych przez skrzywionych zawodowo blogerów ;) Spotkało nas jednak tutaj coś, czego nie spodziewaliśmy się zupełnie. I nie mówię tu o moim spektakularnym „wbiegu” do oceanu, który zakończył się teatralnym upadkiem, krwią i sino-fioletową stopą, która do tej pory sprawia, że kuśtykam jak Paloma. Mowa będzie o czymś mniej bolesnym ;)

 

Czy jestem zrelaksowana? Hmm… teraz już tak, chociaż pierwsze 3 dni siedziałam na plaży z komputerem i… pracowałam. No, ale praca w takich okolicznościach to podobno nie praca więc nie jęczę. Do opalania podeszłam bardzo ostrożnie (w przeciwieństwie do Maćka) dzięki czemu wyglądam aktualnie jak kakaowy Miś Lubiś. Maciek zaś… jak człowiek, który wyprasował sobie koszulę żelazkiem na własnym ciele. Tak więc z tą opalenizną to tak pół na pół bo Maciek jest raczej spalony niż opalony. Ja natomiast pomimo tego, że czekoladka, to nadal Miś Lubiś ;)

Materiału też mamy masę. Miały być tylko 2 wpisy, ale z wieeeelkiej kolekcji fotek zrobiło mi się blisko 300 zdjęć, które chciałabym Ci pokazać.  Jeden wpis z 87 zdjęciami z hotelu możesz obejrzeć TUTAJ. No i co teraz? Chce Ci się oglądać 200 zdjęć dzisiaj? Raczej nie (chociaż będą boskie, gwarantuję Ci to!) Ale publikując wszystkie za jednym zamachem, zabiorę Ci połowę przyjemności, bo wiem, że nie dotrwasz do końca. Dlatego oprócz dzisiejszego, powstanie jeszcze jeden wpis, taki widokowy, w stylu „Mauritius w pigułce”. Dzisiaj natomiast, oprócz zdjęć będzie o czymś co nie spotkało mnie jeszcze nigdy podczas wyjazdów zagranicznych, a z racji mojej dotychczasowej pracy, trochę tych wyjazdów było więc porównanie mam.

Dzicz, busz i …

 

Spodziewałam się kompleksu hotelowego i buszu. Spodziewałam się totalnej biedy kontra wielkie kompleksy hotelowe. Spodziewałam się ludzi, którzy będą chcieli na mnie – turystce ugrać jak najwięcej. No i specjalnie się nie pomyliłam. Rzeczywiście obok baraków, w których żyją kilku a nawet kilkunastoosobowe rodziny, rysują się przepiękne hotele. Rzeczywiście wyspa jest dziewicza. Jeżdżąc po niej czujesz się jakbyś cofnęła się w czasie. Busz, baraki, hotele, a gdzieniegdzie wielkie kolorowe domy, takie w stylu kolonialnym. Wszystko się zgadza. Wyspa była przez wieki kolonizowana przez Holendrów, Portugalczyków, Francuzów i Anglików, stąd i budynki i niesamowita mieszanka kultur i religii. 3 największe religie na Mauritiusie to hinduizm, chrześcijaństwo i islam. I wiesz co? Oni stawiają swoje świątynie na jednej ulicy, szanują swoje święta i przyjaźnią się między sobą. Nasz kierowca, który pokazywał nam uroki wyspy (Nassir, pozdrawiamy!), opowiadał nam o jego najbliższych przyjaciołach. Hindus i katolik. A wiesz w co wierzył Nassir? W Allaha. I powiedział nam głośno o tym, że na Mauritiusie, nikogo nie obchodzi to, co dzieje się na świecie. Oni ze sobą nie walczą. Są mieszkańcami tej konkretnej wyspy, na której liczy się człowiek, a nie przekonanie religijne czy to, kto z kim walczy, gdzieś poza ich wyspą.

Kiedy tak słuchałam opowieści Nassira, poczułam jak do oczu napływają mi łzy, a gardło ściska mi się w taki sam sposób, jak podczas setnego seansu „Pamiętnika” kiedy nie chcę pokazać Maćkowi, że wzruszam się czterdziesty raz na tej samej scenie. Wzruszyłam się. Naprawdę się wzruszyłam. A później się wkurzyłam na cały ten świat, który w pogoni za pieniądzem, zgubił gdzieś podstawowe wartości, takie jak przyjaźń i szacunek dla drugiego człowieka. Mauritius to taka mała utopia. Platon byłby dumny ;) Ale wiesz co jest najpiękniejsze w tym wszystkim? Kiedy wkraczasz pomiędzy tych ludzi, stajesz się cząstką tej utopii. Nie jesteś byle turystą, którego najlepiej oskubać z jego europejskich denarów. Jesteś jednym z nich. Niezależnie od koloru skóry czy przekonań. Myślę, że gdybym opowiedziała Nassirowi o tym, że w Polsce ludzie usuwają się ze znajomych i obrzucają błotem przez kilka literek typu: PO czy PiS, stwierdziłby, że jesteśmy bardziej zacofani, niż część Maurytyjczyków, którzy nie potrafią pisać i czytać.

Mauritius Opinie Blog 3 Mauritius Opinie Blog 5 Mauritius Opinie Blog 14 Mauritius Opinie Blog 4 Mauritius Opinie Blog 7 Mauritius Opinie Blog 8 Mauritius Opinie Blog 9 Mauritius Opinie Blog 11 Mauritius Opinie Blog 12 Mauritius Opinie Blog 13

Mauritius Opinie Blog 15

„Maurycy” i Jimmy

A właśnie. Kolejna opowieść. Kolacja o której pisze w swoim wpisie Magda (tutaj), organizowana była przez rdzennego mieszkańca Mauritiusa. Nie pamiętam jego imienia, ale nazwijmy go sobie… Maurycy ;) Maurycy miał 40 lat (chociaż wyglądał na 25), wybrakowane uzębienie i… wielkie serce. Podczas kolacji pokazywał nam pieski, które zabierał z plaży, żeby nie zabrał ich ocean i opowiadał o tym, jak poznał swoją żoną – Niemkę. Maurycy nie potrafi pisać i czytać. Musiał zrezygnować ze szkoły, ponieważ już jako dziecko, musiał zarabiać na utrzymanie ponad 10-osobowej rodziny. Jak to się stało, że Maurycy poślubił turystkę z Niemiec, z którą jest już blisko 15 lat? Ano… pogadał sobie z nią. Po niemiecku. Nam opowiadał tę historię po angielsku, a w międzyczasie porozumiewał się ze swoją mamą po kreolsku i kolegami „z dzielni”, którzy pomagali przy przygotowaniu kolacji, po francusku. Podobnie było z kierowcą hotelowym – Jimmim, który podrzucał nas z bagażami do naszej części hotelu. Mówił po francusku, angielsku, kreolsku, niemiecku i chińsku, a przez całą podróż bezbłędnie wymawiał najtrudniejsze polskie słowa. Jest katolikiem, ale chodzi też na uroczystości przyjaciół – Hindusów i Muzułmanów. Nie je mięsa, bo uważa, że zmienianie świata na lepsze trzeba zaczynać od samego siebie, a on nie chce żeby świat cierpiał dla jego podniebienia. Jimmy, był najbardziej inspirującym człowiekiem, jakiego miałam okazję kiedykolwiek słuchać. Żył za tyle, za ile przyszło mu żyć, cieszył się z tego, że może rozmawiać z turystami, którzy uczą go języka, spełniał swoje marzenie, żeby nauczyć się polskiego i wiesz co? O Janie Pawle II wiedział więcej niż cała nasza czwórka.

I wiesz co? Jimmy, Nassir i „Maurycy” byli dla nas mili nie po to, żeby nam coś wcisnąć. Nie po to, żeby dostać napiwek. Oni po prostu mieli to we krwi! Podczas zakupów, wręczyłam sprzedawczyni plik banknotów. Byłam pewna, że daje tej pani wyliczoną kwotę. Odwróciłam się na pięcie i już chciałam odchodzić, kiedy kobieta z pliku pieniędzy, wyciągnęła 300 dolarów, które przez przypadek tam włożyłam i po prostu mi je oddała. Gdybym zrobiła coś takiego w Egipcie, jeszcze by do mnie przybiegli żeby mi powiedzieć, że dałam za mało pieniędzy :)

Mauritius Opinie Blog 116

E19A5483

Ou kokenn Christelle!

Mauritius jest pełny fantastycznych ludzi. Muszę z tego miejsca pozdrowić Christelle Payandee, która jest mamą 3 letniego, pięknego synka i nie może się doczekać publikacji jego zdjęć na naszym blogu :) Christelle i jej przyjaciół spotkaliśmy podczas wycieczki po pobliskich plażach. Przyciągnęły nas śpiewy i dźwięk bębnów (mamy to nagrane, niedługo obejrzysz). Zobacz tylko jacy pozytywni ludzie! Jak szanują rodzinę, starszyznę… jak cieszą się z wolnego czasu! To zupełnie inny świat. Może i biedniejszy, ale zdecydowanie lepszy.

Poniżej wklejam też wiadomość napisaną specjalnie dla Christelle. Wiem, że będzie jej miło :) Po kreolsku oczywiście… (mam nadzieję, że to prawdziwy translator) :) Chociaż w sumie to rozmawiałyśmy po angielsku ;)

Christelle, menm jan mwen te pwomèt, photos pitit gason ou mwen pibliye nan tèks sa a sou blog a. Mèsi pou yon chita pale zanmi yo,… wè w Talè. M ap pran ou konsa. Ou kokenn!  <

Mauritius Opinie Blog 44 Mauritius Opinie Blog 46 Mauritius Opinie Blog 48 Mauritius Opinie Blog 47 Mauritius Opinie Blog 50 Mauritius Opinie Blog 51 Mauritius Opinie Blog 52 Mauritius Opinie Blog 57 Mauritius Opinie Blog 58 Mauritius Opinie Blog 45

Ludzie tutaj są tak różni od siebie, tak barwni, tak pozytywni! Zobacz tylko co się stało, kiedy poprosiłam dziewczyny w bajkowych, hinduskich strojach o zapozowanie do zdjęcia. Zaczęło się od kilku ujęć, które chciałam ukraść dla sieibe, a zakończyło na 20 przepieknych, hinduskich księżniczkach, które robiły sobie zdjęcia ze mną i przytulały mnie, żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z białą blondynką. Wyobrażasz sobie taką sytuację u nas w Polsce? Że podchodzisz do Afrykanina, Chińczyka… kogokolwiek. I z uśmiechem prosisz o możliwość zrobienia sobie z nim zdjęcia? My się wstydzimy siebie nawet w windach, w metrze, na ulicy… czasem udajemy, że nie poznajemy ludzi z naszych małych miejscowości, kiedy mijamy się gdzieś w Warszawie. A gdzie nam do zaczepienia kogoś, kto ciekawie wygląda, żeby zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie. Do takiej otwartości jeszcze przed nami dłuuuuga droga.

Tutaj jest inny świat. Nie spodziewałam się, że są takie miejsca na ziemi. Ja nie twierdzę, że Ci ludzie nie mają problemów w życiu. Nie twierdzę, że się nie kłócą między sobą. To normalne. Ale… daleko nam do nich. Niesamowicie daleko. Mam nadzieję, że to nie oni są nami sprzed lat, a my, nimi. I kiedyś, nasze wnuki, będą szły ulicą z podniesioną głową, nie po to, żeby pokazywać swoją wyższość, a po to, żeby spojrzeć się serdecznie w oczy, nieznajomemu i życzyć mu tak po prostu, po ludzku… dobrego dnia.

Mauritius Opinie Blog 110 Mauritius Opinie Blog 111 Mauritius Opinie Blog 24 Mauritius Opinie Blog 23 Mauritius Opinie Blog 30 Mauritius Opinie Blog 42 Mauritius Opinie Blog 43 Mauritius Opinie Blog 162 Mauritius Opinie Blog 163

Mauritius Opinie Blog 178 Mauritius Opinie Blog 179 Mauritius Opinie Blog 168 Mauritius Opinie Blog 171 Mauritius Opinie Blog 172

E19A5867 Mauritius Opinie Blog 169 Mauritius Opinie Blog 170

Jeśli chcesz przeczytać (i obejrzeć, bo jest w nim aż 87 zdjęć) poprzedni wpis o naszych wakacjach na Mauritiusie, wskakuj TUTAJ.

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3