Happy End i Happy Start

3 listopada 2015

Opowiadałam Ci już kiedyś, że zanim poznałam Maćka zwróciłam pewnemu Panu pierścionek zaręczynowy? Fantastyczny chłopak, ale tak skrótowo… po roku narzeczeństwa uznałam, że to jednak nie TO. Z tego co wiem, ułożył sobie już życie z jakąś fajną dziewczyną więc trzymam kciuki za rozwój LOVE :) To było w maju 2012. Po co mi te daty? Muszę Cię osadzić dobrze w czasoprzestrzeni żebyś poczuła klimat wpisu. Jedziemy dalej :)

True Love Story

Pod koniec czerwca, podczas rozgrywek EURO 2012 odbył się pierwszy kontakt pomiędzy przyszłymi rodzicami Pączka. (Tu rozpisałam się na 2 strony opisując historię naszej miłości, ale nie o tym miał być wpis więc uznałam, że rozwinięcie tego wpisu z naszymi archiwalnymi zdjęciami będzie jednym z bonusów, które przygotowuję dla osób zapisanych na newsletter. Zapisz się do mnie, będzie fajne!!! :) O TUTAJ). 19 października przyczepialiśmy już naszą zaręczynową kłódkę do mostu Pont des Arts w Paryżu. Prawdopodobnie jeszcze w Paryżu powiększyliśmy naszą rodzinę o trzeciego Pączka więc na przekór ustalonej dacie ślubu na 8 czerwca i zaklepanych terminach na sali, w kościele, u fotografa, filmowca, zespołu itd. w grudniu 2012 już ganialiśmy jak koty z pęcherzem przekładając wszystko na 8 lutego żebym do ołtarza „kroczyła a nie się toczyła” :)

Do biegu, gotowi, start!

Tak więc od października do lutego szaleństwo przygotowań ślubnych w wersji podwójnej. Najpierw na 8 czerwca, później na 8 lutego. W poniedziałek, zaraz po ślubie, zamiast na miesiąc miodowy, wierna swojej ukochanej firmie wyjechałam w tygodniową delegację do Niemiec a po powrocie zastałam… nasze mieszkanie w ruinie. Maćkowi włączył się syndrom wicia gniazda, a raczej demolowania gniazda i uznał, że przez tydzień wyremontuje nam ramach niespodzianki mieszkanko. Remont się troszkę przeciągnął… ciut. Takie ciut, aż do porodu. W sumie jeszcze po porodzie, kiedy leżałam z Matim w szpitalu, Maciek kończył malowanie a chłopaki skręcali meble. Rozumiesz to? Cała ciąża na kartonach. W międzyczasie przeprowadziła się do Warszawy moja mama więc oddaliśmy jej nasze meble czekając na nowe. A, że nowe się trochę przedłużyły… spałam z brzuchem wielkości worka ziemniaków na dmuchanym materacu, oprócz którego jedynym meblem w domu było krzesło z IKEI za 20zł. I tak do porodu. Niezły odpoczynek prawda? ;)

Po porodzie…

Czasy „po porodzie” pominę bo sama najlepiej wiesz jak wygląda życie po porodzie pierwszego dziecka. Kiedy Mati miał 3 miesiące założyliśmy bloga więc oprócz dzieciaczka miałam swój wymarzony „etat” w domu. I tak do października 2013, kiedy to postanowiłam uprzykrzyć sobie życie i oprócz bejbi i bloga – wrócić do pracy. Z grubej rury oczywiście. Pełny etat i kilku, kilkunastodniowe delegacje. Pamiętasz te czasy? Byłaś tu wtedy ze mną? Hardkor. Ale jakoś dałam radę. Blog rozwinął się w międzyczasie do tego stopnia, że pełny etat w pracy stał się moją pracą dodatkową a ja, jak wrak człowieka balansowałam nad przepaścią zastanawiając się czy kawę można podawać dożylnie żeby szybciej działała. Wytrzymałam tak do czerwca kiedy to zdecydowałam, że nie dam rady tak dłużej. No i proste, że nie mogłam dać rady bo kilka dni po mojej ostatniej wizycie w pracy podpisaliśmy akt notarialny. Akt notarialny, który na dole miał napisane małym druczkiem, że jeśli jesteś kobietą wiedz o tym, że od tego dnia rozpocznie się kierat, przepychanka z majstrami i codzienna dawka nerwów zamiast kawy. Po co Ci kobieto kawa! Wykończeniówkę to lepiej na relanium niż na kawie. Dobrze Ci radzę.

To był zły pomysł

Tak więc od przełomu października i listopada 2012 do przełomu października i listopada 2015, równe 3 lata, mój organizm pracuje nie na podwojonych, nie na potrojonych, ale na pomiliardtysiącmilionówtryliardonych obrotach. 3 lata… I kiedy przekazałam Panu Robertowi pliczek dolarów za schody, kiedy włączyłam alarm wychodząc po raz ostatni przed wylotem z Polski… poczułam, że źle robię i że nie powinnam wyjeżdżać jednak na te wakacje bo „jeszcze tyle do zrobienia”. I jechałam na to lotnisko jak na ścięcie. I wstawać mi się nie chciało pomimo tego, że i tak mieliśmy rzut beretem bo spaliśmy u Kasi i Jarka… i wchodzić do samolotu mi się nie chciało… i głowa mnie tak bardzo bolała pierwszego dnia. Tak bardzo, że o 18 już spałam… Wymioty, gorączka… tak, to był prawdziwy detoks, odwyk od szaleńczego pędu ostatnich 3 lat. Ale… wyhamowałam.

DSC_4923

DSC_4922

DSC_4913

Happy End

Niesamowity Happy End, bo kiedy podsumuję te 3 lata, wychodzi na to, że spełniłam przez ten czas więcej marzeń niż przez całe swoje dotychczasowe życie. I tak jak w bajkach, niby jest Happy End, niby akcja zwalnia, niby wszystko się kończy, ale w rzeczywistości dopiero się zaczyna. Kończymy szczęśliwie to, co było do tej pory i zaczynamy kolejny rozdział naszego życia. Kolejny tom w sumie. Sagi o Malwinie, która szczęścia w życiu szukała… i się doszukała <3 A ten tydzień pozwolił mi to wszystko usystematyzować, poukładać i docenić. Niedługo wracam. Z głową pełną pomysłów, z zapałem do pracy… ale i z dystansem i zmianami. Dużo się zmieni. Zobaczysz. Dorosłam do tych zmian. Ale nie martw się, będzie dobrze :) Tylko mnie kochaj ;) ;) ;)

DSC_4910

Udostępnij Skomentuj

Dodaj komentarz

26 komentarzy do "Happy End i Happy Start"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Aldona Pawlak
Gość

Jestem bardzo ciekawa nadchodzących zmian i niewątpliwie, patrząc na to co już jest, wszystko będzie idealne i dopięte na ostatni guzik.

Joanna Janaszek
Gość

Hihi, u nas jakby podobnie, tylko rok później :p maj 2013 pierwsze spotkanie, listopad 2013 Tosia zamieszkała w brzuchu, walentynki 2014 ślub… Tylko jeszcze domu nie mamy :D coraz bardziej lubię do Ciebie zaglądać, powodzenia w dalszym spełnianiu marzeń :*

Anna
Gość

Wspaniale czyta się o osobach, które są szczęśliwe. Wiadomo, że zawsze możemy dopatrywać się czegoś więcej i oczekiwać bardziej i lepiej ale na tym chyba to polega, żeby docenić to co się ma.
Ps. Czekamy na dwustronicową historię znajomości Bakusiów.

Kasia Harężlak
Gość

Odpoczynek zasłużony! Już troszkę czasu tu jestem i zaczynałam podejrzewać, że muszą być co najmniej dwie Malwiny do ogarniania tego wszystkiego ;) Zmian nie mogę się doczekać, ciekawa jestem, czym tym razem zaskoczysz.

Kubciakowo
Gość

O rany, to u was szybciorem wszystko poszło :) Super! Ja Euro dobrze pamiętam bo podczas meczu Polska-Czechy było moje własne wesele :) A w październiku 2012- również począł się nasz dzieć :)

Aśka
Gość

Dziękuję bardzo bo wróciły wpisy takie jak lubię :-) pełne Ciebie , zycia i szczęścia …. a nie rozpisywania się o domku itd przepraszam że tak pisze ale jestem na podobnym etapie i za niedlugo nasze marzenie domu będzie spenione a te wpisy przypominały mi te ciężkie chwile i ile do zrobienia a ja ide spać zamiast jeździć na szczotce i wałku :-) pozdrawiam serdecznie

martaj91
Gość

U mnie też wszystko na szybko, poznaliśmy się marzec 2013, wrzesień 2013 juz byłam w ciąży listopad 2013 miał być ślub ale moja mama zachorowała a potem zmarła, a ślubu nie mamy do teraz, przed porodem przeprowadziłam się na Śląsk, 500km dalej od lubelskiego… wszystko w biegu ale nie tak kolorowo jak u ciebie :)

Paula
Gość

Ale straszysz ta wykończeniówka ;( a to wszytsko przedemna :/
Pozdrawiam

Anka
Gość

Kurcze, jak przyjemnie się czyta Twoje wpisy. Nigdy nie interesowały mnie blogi i inne tego typu wypociny a tu: Suprajs! Trafiłam na Twój blog przypadkiem i teraz nie mogę się od niego oderwać. Jesteś genialna! Jak już uporasz się ze zmianami, pomyśl o kolejnej, a co! Wydaj książkę, komiks, cokolwiek. Jesteś stworzona do pisania!

Paulina :)
Gość

Oj kochamy Cię kochamy :) Odpoczynek się należy każdemu :* fajnie, że przy okazji pojawiają się nowe pomysły.. nie musisz nic zmieniać , jest idealnie :)

:*

Chichotki Trzpiotki
Gość

Wyzwania to chyba Twoja specjalność! Czekam z zaciekawieniem na kolejne zmiany. Po takich trzech latach to będzie pewnie jeszcze ciekawiej…

Marta
Gość

Bardzo cieszę się z tego że jesteś szczęśliwa :) Choć jestem cichą obserwatorką wiedz, że śledzę Cię cały czas i cieszę się z każdego Twojego sukcesu. Bardzo mnie motywujesz choć na razie jestem w stanie zawieszenia, trochę wymuszonego przez okoliczności życia. Choć te zawieszenie jest intensywne bo z moim dzieciem mam hard na maxa. Ale jestem optymistką i mam nadzieję, że przyjdzie czas w którym odetchnę i ruszę na nowo :)

Mama-AsiaLM
Gość

Odpoczynek każdemu jest potrzebny, poza tym sprzyja nowym i ciekawym pomysłom. Zmian jestem ciekawa ale jestem pewna, że będą właściwe.

karolina
Gość
Malwi ! Trzymam kciukasy za zmiany ! Oby do przodu a ja tak Ci tylko wspomne szybko bo jesrem Wami od poczatku ze kobiety tego wieky daja rade ja przez 4 lata wzielam slub kupilam mieszkanie wyremontowalam urodzilam syna odchowalam wrocilam do pracy popracowalam zaszlam w ciaze urodzilam corke buduje dom -wroc ! Wybydowalam juz ten dom wykanczam go ! Odchowuje corke pomagam małzonowi swemu rozkr ecic firme i za 11 dni jade na pierwsze Wczasy z mezem sam na sam bez bejbikow ! Hohoho a plytki stygną takze ten tego Lubie te twoje przemyslunki bo wtedy jak czytam mam… Czytaj więcej »
Karolina
Gość

Baterie naładowane to i zapał do pracy jest :) jestem ciekawa tych zmian! I czekam z niecierpliwością ;)

Ewa
Gość
Ostatni wpis jaki udało mi się po części przeczytać to „HAPPY END I HAPPY START” i czytając o 3 latach bieganiny pomyślałam o sobie… Również jestem mamą… Mamą 2 ślicznych córeczek (3 lata i roczek)… i również biegam… już 4 lata… Moje życie toczy się w tempie za którym nie nadążam… Staram się, ale jest naprawdę ciężko. Prawie 5 lat temu spotkałam na mojej drodze mojego męża… Też bardzo szybko zaręczyliśmy się i do ślubu „szłam z brzuszkiem”. U nas przygotowania do ślubu trwały 1,5 miesiąca (możesz wiedzieć jaka to była prędkość). Skracając jednak całą historię do minimum po prostu… Czytaj więcej »
Magdalena
Gość

Kocham kocham a wpis cudowny czekam na więcej takich :)

Kasia Choma
Gość

No to rozgrzałaś naszą ciekawość na maksa :) Bardzo jestem ciekawa tych zmian :)

cosmomama
Gość

Czekam z ciekawością na zapowiadane zmiany :)

Teresa
Gość

jak zwykle rewelacyjny wpis.Czekam na te zmiany :)

Monika
Gość

świetny wpis! Każdy potrzebuje od czasu do czasu chwili wytchnienia a urlop to bardzo ważna sprawa. I dodam,że przepiękne zdjęcia! Czy mogę zapytać w jakim programie je obrabiasz??

Gibonikowa mama
Gość

Oj działo się! Dużo zmian w krótkim czasie.

MłodaMamaKobieta
Gość

Zapraszam do zajrzenia na mój blog, który małymi krokami się buduje mlodamamakobieta.blogerka.pl :-)

Joanna
Gość

Witam serdecznie chciałabym zapisać się na newsletter niestety nie system nie przyjmuje żadnego z moich 2 e-mail

mili
Gość

No rzeczywiście szybko wróciłaś do pracy :) ile miał synek – 3 m-ce ?? i to od razu na pełen etat ? jak zorganizowałaś opiekę ??

wpDiscuz

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3