5 gadżetów wspomagających karmienie piersią (obstawiam, że nie znasz wszystkich)

19 listopada 2018

Gdyby 5 lat temu ktoś mi powiedział o tym, że temat karmienia piersią tak bardzo mnie zaciekawi… szczerze bym się uśmiała. Moja wiedza (niewiedza w sumie) była wtedy na poziomie: mleko modyfikowane to to samo co mleko z piersi a mamy podniecające się więzią z dzieckiem wydawały mi się dziwaczkami. Zignorowałam ten temat. Nie przygotowałam się do niego. Nie zagłębiłam… efektem tego (tak skrótowo ujmując temat) było karmienie Matiego tylko 4 miesiące. Po 4 miesiącach dałam sobie wmówić, że mój pokarm jest za cienki, Mati się nie najada i… przygoda się skończyła. Pewnie gdybym nie prowadziła bloga temat by mnie już nie zainteresował. No bo co odgrzewać stare kotlety? Na szczęście jest inaczej i czasem takie ciekawostki jak te, które dzisiaj Ci pokażę, przychodzą do mnie same.

Mam dla Ciebie 5 wybranych przeze mnie gadżetów, które uważam, że powinna znać każda mama, która zamierza karmić piersią swoje dziecko. Tak wiesz… w razie „W”. Bo nigdy nie wiadomo jak będzie wyglądała Twoja historia.

Ja pomimo tego, że wiem już trochę więcej, nadal borykam się z problemami i wcale nie jest tak łatwo. Testuję masę gadżetów a liczba laktatorów, które przewinęły się przez moje… „ręce” stale rośnie. Dzisiaj chciałabym Ci pokazać  5 super fajnych gadżetów od marki, której raczej nie muszę Ci przedstawiać. Medela. Mówi Ci to coś? Taki żarcik :) Eksperci w kwestii karmienia naturalnego.

Najlepsze jest to, że Medela wcale nie chciała ode mnie tak produktowego wpisu. Miałam sobie tylko przetestować to co mnie zainteresuje. Wykorzystałam tę opcję i… nie widzę innego rozwiązania jak wpis, w którym skupiam się na konkretnych produktach. Są tak genialne, że po prostu muszę Ci o nich opowiedzieć. A Ty opowiedz o nich swoim koleżankom, ok? Bo naprawdę warto wiedzieć o ich istnieniu. Bo, że karmienie piersią to droga mlekiem i miodem płynąca możemy karmić mamy, które dopiero startują. W pewnym momencie trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – nie zawsze jest z górki. W moim przypadku, chociaż niespecjalnie Ci się żalę na bieżąco, wcale nie jest tak łatwo. Głównie przez to, że nie ma mnie bardzo często w domu i Milenka doskonale wie, czym jest butelka. Ale walczę. I każdy z poniższych produktów przetestowałam na sobie.

Dobra matka, weź się ogarnij i podaj wreszcie jakieś konkrety! Miało być bez zbędnych wstępów a Ty wstęp zrobiłaś długości standardowego wpisu :) Ok. Jedziemy z koksem :) W końcu :)

 

  1. Laktator na dwie piersi (albo na jedną jeśli chcesz – do wyboru do koloru). Mój zdecydowany faworyt to Freestyle (tutaj) bo można go używać i na jedną i na dwie piersi. Natomiast taki typowo decydykowany do dwóch piersi jest jeszcze Swing Maxi (tutaj). W szpitalach natomiast najczęściej spotkasz Symphony (tutaj), ale nie ma potrzeby kupowania aż tego laktatora. Swing czy Freestyle wystarczą Ci w zupełności. Ważne, żeby były elektryczne. Ja już ręczny laktator kiedyś przerabiałam. Koszmar. I wcale nie była to Medela. Ale jaka to by nie była marka to taki laktator elektryczny daje Ci zupełnie inny komfort. A jeśli chodzi o Medelę, dochodzi jeszcze do tego kwestia dwufazowe odciąganie, czyli imitowanie dwóch faz ssania dziecka. Pierwsza – szybka, mająca na celu pobudzenie wypływu mleka i druga, wolna, skupiająca się na efektywnym ssaniu. Wszystko masz przepięknie zobrazowane na filmie TUTAJ. Medela daje Ci ten komfort, że możesz sobie płynnie zmieniać moc ssania w obydwu fazach, a dodatkowo masz do wyboru kilka wielkości lejka, który jest pośrednio odpowiedzialny za bezbolesność tego „zabiegu”. Ja na przykład na początku używałam zbyt dużego lejka, ale po obejrzeniu TEGO FILMIKU dobrałam sobie taki, który pasuje idealnie.Do każdego laktatora, dołączony jest smoczek Calma. I to jest mega ważna kwestia bo akurat ten smoczek nie zaburza odruchu ssania. Szkoda, że trafiłam na niego dopiero po kilku miesiącach. Szczerze tego żałuję. Teraz Milenka jest przyzwyczajona do tego, że z butelki leci jej szybciej i łatwiej. A przy smoczku Calma jest tak, jakby dziecko było karmione piersią. Żeby pobrać pokarm musi stworzyć podciśnienie o sile odpowiadającej tej, która jest potrzebna do wypływu mleka z piersi. Smoczek ma kompletnie inną budowę niż wszystkie dotychczas stosowane przeze mnie smoczki i co ciekawe, jeśli na niego naciśniesz… nic się nie wydarzy. Albo podciśnienie, albo zero wypływu.Gdybym mogła cofnąć się w czasie, pewnie zabrałabym Calmę ze sobą do szpitala bo już tam Milenka była dokarmiana. O Calmie najlepiej będzie jeśli obejrzysz sobie krótki filmik. Zrozumiesz o co kaman. Filmik TUTAJ.
  2. Gorset do laktatora (albo dwóch innych, które masz w domu, luz, chociaż chyba lepiej używać jednego, który będzie tak samo pracował). Tu już nie będzie tak długo, ale posłuchaj mnie… TO JEST SZTOS! Wyglądasz trochę w tym wdzianku jak terminator, ale zupełnie go nie czujesz. Idealnie trzyma lejki. Idealnie przylega do ciała (jeśli wybierzesz odpowiedni rozmiar – na stronie jest szczegółowa tabelka). Świetnie się pierze. No po prostu sztos dla mam odciągających mleko z dwóch piersi jednocześnie. Może trochę ta Pani z opakowania rozmawiająca przez telefon mnie nie przekonuje, bo co by nie było, żeby to mleko poleciało naprawdę trzeba się skupić na mleku a nie biznesach (#SprawdziłamNaSobie), ale fakt jest taki, że nie czujesz, że masz na sobie laktator. I to podwójny! Gorset zobacz (TUTAJ).
  3. Torebki pump and safe – tu będzie krótko. Torebki do przechowywania pokarmu to dla Ciebie pewnie żadna nowość. Ale torebki, które można podłączyć bezpośrednio do laktatorów (nawet dwóch) to już mega oszczędność i czasu i miejsca i pieniędzy. Nie bawisz się w mycie, przelewanie i inne cuda. Ściągasz pokarm od razu do woreczka. Woreczek do zamrażarki i mamy zapasy na czarną godzinę :)
  4. SNS – system wspomagający karmienie – absolutny hit szczególnie dla mam dzieciaczków z problemami z ssaniem albo dla mam, które walczą o odzyskanie laktacji. Wiem coś o tym, bo mój niedawny antybiotyk w zestawie z zębami Milenki nieźle mi dał laktacyjnie w kość, ale to już jest temat na odrębny wpis. Co by nie było, jeśli Twój dzieciutek gardzi Twoją przenośną stołówką, spróbuj SNSa czyli systemu wspomagającego karmienie. Przyczepiasz sobie do piersi jeden lub dwa wężyki i przyzwyczajasz dziecko, że bez wysiłku i bez zaagażowania, będzie mu trudno pogodzić się z rzeczywistością :)
  5. Wkładki hydrożelowe – ulga dla obolałych piersi. A jeszcze jak je sobie wcześniej schłodzisz w lodówce to paaaanie! Działają kapitalnie! Po 24 godzinach są gotowe do ponownego użycia. Ale oczywiście mam nadzieję, że nie będziesz musiała się nimi posiłkować i „dogadasz się” jakoś ze swoim małym oprawcą ;) Wkładki zalookaj sobie (TUTAJ).
  6. Purelan czyli czysta lanolina – Maciek kupił mi pierwszy Purelan w szpitalu na poranione brodawki. Pani w aptece powiedziała mu, że lanolina to właściwie naturalny wosk więc nie będzie trzeba jej zmywać przed karmieniem. Niestety nie dodała jednego – że jest dosyć gęsta i zanim ją położymy na zobolałe miejsca, trzeba ją chwilkę rozgrzać w palcach żeby zrobiła się bardziej płynna. No i przez to, na Purelan trochę się obraziłam. Na szczęście podczas mojego narzekania na Stories, że nie ma na świecie maści, która na ulotce nie miałaby wypisanego obowiązku zmycia przed karmieniem, moje ukochane dziewczyny wyprowadziły mnie z błędu. Jest! Czysta lanolina Purelan, tylko weź babo się ogarnij i czasem pomyśl… to jest WOSK. A WOSK trzeba rozgrzać. 10 sekund rozgrzewania i meeega ulga podczas karmienia. O Purelanie poczytasz (TUTAJ).

Czy można bez tych gadżetów efektywnie karmić dziecko? Można. Znam masę takich historii, których szczerze zazdroszczę ich mamom. I wiesz co? Ostatnio nawet myślałam o tym, że jedyna rzecz jakiej zazdroszczę w życiu innym to właśnie długie karmienie piersią i bycie Meghan Markle :) Niestety ja ciągle napotykam na jakieś przeszkody i uważam, że bez wspomagaczy „zewnętrznych” pewnie moje karmienie okazałoby się klapą jeszcze wcześniej niż to było w przypadku Matiego. Dlatego bardzo, bardzo chciałabym żebyś o tych wszystkich ciekawostkach wiedziała. Bo nawet jeśli Tobie się nie przydadzą, być może podsuniesz je jako pomoc innej mamie dzięki czemu jej laktacyjna przygoda potrwa dłużej. I wiesz co… muszę Ci to powiedzieć. I jestem w szoku, że to mówię bo od zawsze stawałam okoniem do tego hasła, ale… Karmienie piersią to największa forma bliskości z maluszkiem. Tak rzeczywiście jest i „hał, hał, hał” – odszczekuję jeśli kiedykolwiek to zanegowałam.


Na koniec mam dla Ciebie jeszcze coś fajnego. Medela do kwestii karmienia piersią podchodzi holistycznie. Karmienie można wspomagać różnymi gadżetami, które pomogą przy problemach albo usprawnią pewne kwestie – fakt. Ale nie możemy zapominać o podstawie… Jeśli mama będzie zmęczona i niewypoczęta to baaaardzo szybko wpłynie to na jej laktację. Wiem co mówię! Już raz przegrałam między innymi (no dobra… uważam, że głównie) z tego powodu.

KONKURS!!!

No więc nasza kochana Medela postanowiła zadbać też o dobre samopoczucie bakusiowych karmicielek i… DOSTAŁAM 30 podwójnych VOUCHERÓW do zrealizowania w Multikinie :) :) :) 

Co zrobić żeby wygrać? 

  1. Udostępnić ten wpis (O TEN DOKŁADNIE)
  2. Napisać w komentarzu swoją radę dla innych karmiących mam (O TUTAJ DOKŁADNIE) 

Tylko tyle :) Jak zwykle :)

I UROCZYŚCIE OBIECUJĘ, ŻE TYM RAZEM WYNIKI BĘDĄ BAAAARDZO SZYBKO :) Konkurs niech potrwa sobie do końca listopada może. A na wyniki umówmy się na 1 grudnia. Co Wy na to? :) 


Na koniec jeszcze 2 fajne rzeczy mam dla Ciebie (albo dla Twoich koleżanek) :)

Darmowy E-BOOK o mleku matki –> TUTAJ.

Filmik, który tłumaczy krok po kroku skąd w ogóle bierze się mleko w naszych piersiach i o co w tym wszystkim chodzi :) –> TUTAJ.

Filmik, który tłumaczy na czym polega fenomen odciągania podwójnego –> TUTAJ.


Lofciam :*
Twoja M.

 

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3