Koniec tajemnic… Zobacz co robiłam, kiedy nie było mnie na blogu!

13 marca 2018

Czuję jakbym pisała pierwszy wpis na tym blogu, wiesz? Okoliczności, w których do niego zasiadam są tak bardzo inne! Mam Ci tyle do opowiadania! Przez ten czas kiedy tak rzadko bywałam na blogu tyle się wydarzyło! Zdążyłam urodzić nasz mały cud – naszą Milenkę, na którą czekaliśmy wszyscy tyle lat i którą cieszy się chyba z nami cały świat bo ilość gratulacji przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania :) Dodatkowo mój syndrom wicia gniazda, który udzielił się też Maćkowi dotknął połowy naszego domu, przez co czuję jakbym wprowadziła się do niego na nowo. Jakby te stare pomieszczenia były już tylko wspomnieniem jakiejś innej rzeczywistości. No i zdążyłam też w międzyczasie spełnić moje wielkie marzenie, o którym wspominam Ci tutaj od lat…

Nosz cholera jasna pisać nie mogę bo łzy mi rozmazują ekran! :) I to na bank nie są hormony poporodowe! To są łzy wzruszenia i wdzięczności za całe dobro, które się w moim życiu dzieje… Naszą Milenkę pokazałam Ci już na naszym IG (TUTAJ). Przed nami dłuuuga podróż, której relacjonowania nie mogę się doczekać i bardzo się cieszę, że będę się mogła z Tobą dzielić radością z kolejnych dni życia naszej rodziny już nie 2+1, a 2+2 :) Po naszym odmienionym domu zacznę Cię oprowadzać już niedługo i też przebieram nóżkami na Twoje opinie o tym jak Ci się podoba. Dzisiaj jednak, tę moją przerwę chciałabym rozpocząć od opowieści o tym co ją w większości wypełniało, czyli od wyjawienia tajemnicy mojej debiutanckiej książki, którą pisałyśmy z Milenką po nocach :) Ona pisała ją razem ze mną wiem to. Podskakiwała i wariowała w brzuchu najbardziej właśnie nocami, kiedy w domu słychać było tylko stukot mojej klawiatury i chrapanie chłopaków na piętrze :) Tak jakby cieszyła się z tego, że razem ze mną spełnia moje największe marzenie. Wow… serio nie wierzę w to, że to piszę. MOJA PIERWSZA KSIĄŻKA ROZUMIESZ TO?! :)

O tym, że napiszę książkę wiedziałam całe życie. Już jako nastolatka mówiłam, że do czterdziestki napiszę swoją pierwszą książkę o tym jak być kobietą sukcesu. Tylko jeszcze nie miałam planu na to, jak tą kobietą sukcesu zostać i właściwie kto to taki, ale brzmiało fajnie :) Kto by pomyślał, że mój „sukces”, o którym po latach rzeczywiście zapragnę napisać, odniosę w dziedzinie, która z sukcesem nie kojarzy się ani na pierwszy ani na kolejny rzut oka? Bo ja, za swój największy sukces uważam nie ten w pracy. Ten w blogosferze też nie. Daj spokój! Czym jest taki sukces w porównaniu do tego, który odniosłam w… moim życiu prywatnym. Paradoksalnie okazało się, że największym osiągnięciem w moim życiu jest nie to, do czego pędziłam i goniłam wymęczając i swoje ciało i swojego ducha. Największym sukcesem, o którym zapragnęłam napisać, jest ten, do którego musiałam właśnie zwolnić. Wyhamować… Ten sukces, który po wielu latach nie będzie tylko wspomnieniem, a czymś co będę miała już zawsze. I co najlepsze, spisanie mojej drogi jaką do niego pokonałam może pomóc wielu kobietom. I taka właśnie myśl przyświecała mi podczas pisania. Że może go osiągnąć każda z nas, niezależnie od tego jaką drogę „kariery” wybierze. Napisałam książkę o tym jak zmieniłam moje życie. I taki właśnie jest jej tytuł – Jak zmieniłam moje życie w rok. :) Ten rok jest bardziej umowny niż stricte „od – do” bo te z dziewczyn, które są tutaj ze mną najdłużej wiedzą o tym, że przemiana ze strusia pędziwiatra w cieszącą się życiem, świadomą kobietę to był u mnie bardziej rozciągnięty w czasie proces, ale fakt jest taki, że to co najważniejsze zadziało się u mnie w ciągu jednego roku i finalnie doprowadziło do cudu, którym właśnie zajmuje się tatuś, dając mi możliwość pisania dla Ciebie tego wpisu :) Od tych, którzy już czytali to co napisałam dostałambardzo ciekawą opinię, że moja książka może być wielką pomocą dla osób, które nie mogą zajść w upragnioną ciążę. Nie patrzyłam na nią w ten sposób, ale teraz dociera do mnie, że rzeczywiście tak jest. Bo gdybym nie zmieniła swojego życia, pewnie Mati nigdy nie doczekałby się siostrzyczki, bo w końcu to nie farmakologia zadziałała, a coś zupełnie odwrotnego.

Nie chciałam pisać kolejnej książki o tym jak to jest być mamą. Dostałam kilka takich propozycji, ale jak widzisz, nie chodziło o sam fakt napisania książki, tylko o to, żeby napisać o tym, co rzeczywiście czuję. I kiedy już miałam się złamać i przyjąć propozycję napisania czegoś, co stwierdziłam, że warto zrobić „dla wprawy” odezwał się do mnie mój wydawniczy anioł stróż (całuję Cię mocno aniele :*) który oprócz tego, że jestem mamą zauważył we mnie coś więcej i poczuł moją historię, która niby na blogu była, ale nadal niekompletna i pełna niedomówień. W książce opowiadam o tym co działo się częściowo na blogu, ale głównie poza nim. O tym, jak krok po kroku zmieniałam moje życie. Jak zatroszczyłam się o swoje ciało, które nie chciało współpracować dopóki mówiłam mu: „masz być piękne” i  rozkwitło dopiero wtedy, kiedy zapragnęłam, żeby było po prostu zdrowe. Bez katorżniczych treningów i diet. Opowiadam o tym jak udało mi się w tych szalonych czasach zwolnić, zorganizować i … tak po prostu, STAĆ SIĘ SZCZĘŚLIWĄ KOBIETĄ. Bo jak się okazuje, żeby być szczęśliwym, nie trzeba nic osiągać. Kompletnie nic. Wystarczy ogarnąć ten wieeelki bałagan dookoła nas i w nas samych. Oczywiście wszystko rozpisałam w moim stylu, czyli konkret, konkret, konkret i… suchy żart prowadzącego :) No nie umiem inaczej. Nie potrafię. Nie nauczę się… NIE CHCĘ :) Bo mi z tym moim poczuciem humoru jest w życiu dobrze, nawet jeśli mówię o tym co poważne. Wiem, że ty też to lubisz. Przecież nie byłabyś tutaj ze mną gdyby było inaczej :)

Książka jest wydana przepięknie. Tak bardzo w moim stylu… Wydawca zostawił mi nawet buźki w tekście, żeby było tak jak na blogu :) Okładkę i kilka stron ze środka, możesz zobaczyć TUTAJ. Przyznam Ci się w tajemnicy, że pierwowzór okładki stworzyłam SAMA :) Tym bardziej jestem z niej dumna. A to, co kapitalna Pani graficzka zrobiła w środku to już jest sztos nad sztosami. Jest dokładnie tak, jak chciałam, żeby to cudeńko wyglądało. Jest też sesja zdjęciowa, przy której miałam okazję pozować dla fenomenalnej Tamary Pieńko (mój ulubiony kadr wklejam Ci niżej). Ajjj… to nie jest zwykła książka. To jest dla mnie coś o wiele bardziej wyjątkowego. Coś co z jednej strony jest uzupełnieniem bloga, dzięki czemu możesz mnie poznać jeszcze lepiej, a z drugiej strony coś, co może pomóc wielu kobietom takim jak ja. Warto było poczekać na odpowiedni moment. Nie mogę się doczekać Twojej opinii! Niestety na razie jedyne co mogę Ci pokazać to to, co jest TUTAJ, ale zaraz po Świętach Wielkanocnych, 4 kwietnia, będzie już dostępna we wszystkich Empikach w Polsce!

I teraz uwaga! Skupienie na full! Do czasu premiery, książkę można kupić ponad 10zł taniej TUTAJ w przedsprzedaży. W dniu premiery książka będzie już w cenie regularnej. Czy warto wygrzebać na nią te dwie dyszki? Hmm.. Zadam Ci 3 proste pytania:

Kładziesz się spać z wyrzutami sumienia, bo znów nie wyrobiłaś się ze wszystkimi zadaniami, które zaplanowałaś na ten dzień? 

Nie znosisz zakupów, bo wychodzisz z przymierzalni załamana swoją figurą i cellulitem?

Jesteś wiecznie zmęczona, masz słabą odporność, ciągle nie masz czasu, a na randce ze swoim mężem byłaś ostatni raz dwójkę dzieci i 10 kg temu? 

TA KSIĄŻKA JEST DLA CIEBIE! :)

 

A kawałek wstępu do książki brzmi tak:

Nie jestem psychologiem. Nie jestem dietetykiem. Nie znam się na filozofii wschodu, zachodu, północy ani południa. Jestem mamą. Kobietą. Blogerką, która zauważyła, że teksty o jej przemianie są najczęściej komentowanymi i najchętniej czytanymi tekstami na jej blogu. I to po tych moich „Rozkminach Malwiny” dostawałam najwięcej maili w stylu: „Dziękuję Ci za ten tekst, tak wiele po nim zrozumiałam”, „Malwina, tym tekstem otworzyłaś mi oczy”, albo zwykłe: „Czytasz w moich myślach! Mam tak samo jak Ty!”.

I kiedy zebrałam razem wszystkie zmiany, jakie wprowadziłam w moim życiu, dzięki którym z „human doing” stałam się nareszcie „human being”, okazało się, że to zdecydowanie nie jest materiał na jeden ani nawet 10 wpisów. To spójna opowieść, która zamknięta w ramach tej książki, może pomóc jeszcze wielu osobom podobnym do mnie.

Zmieniłam swoje życie o 180 stopni. Nadal jestem tą samą Malwiną, z motorkiem w tyłku, która włącza tryb TURBO, gdzie tylko może. Ale teraz robię to po to, żeby włączyć tryb SLOW tam, gdzie chcę.

Zadbałam i o swoje ciało, i o swojego ducha, i o swoje otoczenie. Kiedy przypomnę sobie chociażby początki bloga (2014 rok) funkcjonowałam zupełnie inaczej. To był niesamowicie intensywny czas. W ciągu tych czterech lat zdążyłam nauczyć się jak być matką i żoną. Zdążyłam rozkręcić w rekordowym tempie blog. Zdążyłam też spełnić wielkie marzenie o domu pod Warszawą, w którym to miałam zacząć nowe życie. I wiesz co? Rzeczywiście zaczęłam. Tyle, że teraz wiem, że mogłam je zacząć i bez tego domu. Bo szczęście to nie jest króliczek, którego trzeba gonić przez całe życie, powtarzając sobie: „Jak zrobię TO, to dopiero będę szczęśliwa”. Szczęście nosisz cały czas ze sobą. Musisz je po prostu wygrzebać z zagraconej torebki ;) Taki ze mnie Malwinio Coelho trochę. No wiesz… to jest wstęp do mojej książki. Muszę trochę pofilozofować! Ale nie przejmuj się, będzie tak samo swobodnie i na luzie jak na blogu. Inaczej nie potrafię.

To co? Jesteś gotowa na zmiany?

Książka w cenie przedsprzedażowej do zamówienia TUTAJ.

Mam nadzieję, że zaprosisz mnie do swojego domu, tym razem w wersji drukowanej :)

Twoja M.

 

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3