Apteczka niemowlaka – 6 moich absolutnych must have

30 marca 2018

Nie wyobrażasz sobie z jaką przyjemnością wracam do tematyki niemowlęcej! A z jeszcze większą czytam wiadomości o tym, że te wszystkie wyprawkowe wpisy, które z jednej strony sprawiają mi masę frajdy, a z drugiej zabierają masę czasu, są przydatne i pomocne w czasach, w których żeby przerobić wszystko co jest na rynku potrzeba lat świetlnych :) Dzisiaj mam mniej gadżeciarski, ale chyba najbardziej praktyczny ze wszystkich wyprawkowych wpisów czyli – apteczka niemowlaka. Co prawda nie wyczerpię listy bo trudno to zrobić uwzględniając np. preferencje co do czyszczenia kikuta pępowiny, których jest tyle, że wystarczyłoby na nowy wpis (ej! dobra myśl! zapisuję na liście wpisów do zrobienia), ale mogę Ci pokazać to, czego w mojej apteczce zabraknąć nie może. Krótko, zwięźle i na temat :)

Witamina D w kapsułkach twist-off

O tym jak ważna jest witamina D pewnie nie muszę tłumaczyć. Szczególnie w naszej strefie klimatycznej, gdzie słońca jak na lekarstwo i o zgrozo, biorąc pod uwagę zeszłoroczne lato… nawet w miesiącach, w których powinniśmy się „D-doładować”. Dzieci do 18 roku życia powinny przyjmować codziennie dawkę witaminy D, zaczynając od 400 jednostek, od pierwszego dnia życia. Przyznaję się bez bicia, że przy Matim zdarzało nam się o tej kapsułce zapominać. Wtedy to były jeszcze czasy, kiedy podawało się witaminę K i D. Teraz, zaraz po porodzie, Milenka dostała zastrzyk z witaminą K na start. Zostaje nam tylko suplementacja witaminą D przez bagatela… kolejnych 18 lat minimum :) Dla mnie najwygodniejsze są kapsułki twist-off, takie jak te IBUVIT D 400. Po 6 miesiącu przerzucimy się pewnie na takie z pompką dozującą. Mati, aktualnie łyka już tabletki takie jak mama i tata. My też codziennie staramy się o nich pamiętać. Od kiedy dotarło do mnie jak ważna jest witamina D, wzięłam to sobie głęboko do serca.

 

Krople ze szczepami bakterii

Kolejny po witaminie D temat, o którym mogę rozmawiać godzinami czyli jelita i zaklęta w nich odporność naszego organizmu. W mojej książce poświęciłam temu zagadnieniu nawet cały rozdział, bo od kiedy zaczęłam dbać o jelita, poprawiło się i moje samopoczucie i zdrowie. I Mati i Milenka dostają od nas produkty ze szczepami bakterii. Na przykład Acidolac Baby w kroplach zawiera Lactobacillus rhamnosus GG – jeden z najlepiej przebadanych szczepów bakterii. Bakterie te występują naturalnie w przewodzie pokarmowym człowieka, są odporne na działanie soku żołądkowego i kwasów żółciowych i bardzo łatwo przylegają do nabłonka jelitowego, dzięki czemu skutecznie zasiedlają przewód pokarmowy. Jeśli karmisz mlekiem modyfikowanym, możesz je mieszać z mlekiem. Jeśli karmisz piersią, możesz skorzystać z dołączonego do opakowania kroplomierza i podawać je dziecku bezpośrednio do buzi. Co ważne, opakowanie nie musisz ich przechowywać w lodówce (wystarczy temperatura poniżej 25 st. C), więc nie ma obaw, że zakraplasz dziecku zimną, nieprzyjemną substancję do buzi, a pojemność (10 ml) wystarcza na cały miesiąc.

Jeśli chodzi o Acidolac, to zerknij w ogóle sobie TUTAJ, bo jest cała gama produktów z tej serii, które zawierają różne szczepy i dostosowane są do różnego wieku. Jest jeszcze Acidolac Entero o innym działaniu i innych formach podawania i Acidolac Junior, dla starszych dzieciaków. Na tej stronie są świetnie rozpisane składy poszczególnych produktów.

Kropelki na kolkę

Właściwie to nie tylko na kolkę bo Bobotic forte można używać od 28 dnia do 12 roku życia przy różnych dolegliwościach żołądkowych, ale umówmy się – w mojej niemowlęcej apteczce znalazły się profilaktycznie, właśnie ze względu na mój strach przed kolkami. Ile się napłakałam razem z kolkującym Matim to wiem tylko ja.Dzień w dzień, punkt 17, płacz przez 3 godziny. Kolki to zło. Nie wiem kto i po co je wymyślił, ale daj Boże, żeby Milenkę to ominęło. W razie czego jestem jednak przygotowana na najgorsze. Bobotic zawiera symektykon, który (uwaga jadę ulotką :)) obniża napięcie powierzchniowe ścian pęcherzyków gazów znajdujących się w jelitach, ułatwia ich łączenie i pękanie, co usprawnia wydalanie gazów i zmniejsza napięcie jelit. Obym nie musiała się przekonywać o ich działaniu tym razem :)

Aspirator do noska

Tym razem gadżet, którego mam nadzieję nigdy nie użyć :) Po historiach z wiecznymi chorobami Matiego, naprawdę jestem przerażona wizją wiecznego szpitala w domu. Zawzięłam się więc przede wszystkim na długie karmienie piersią no i najprawdopodobniej Mati już do września do przedszkola nie wróci. Ale o tym w następnych wpisach. Najważniejsze jest to, że bardzo, bardzo chciałabym tym razem nie musieć używać ani aspiratora do noska (dla Matiego mamy taki do odkurzacza), ale dla Milenki może być za silny, więc zaopatrzyliśmy się w specjalny Beaba Minidoo (TUTAJ) taki ze końcówką dla niemowląt i lepszym filtrem niż zwykła gąbeczka, o której można zapomnieć (story of my life). Mam jednak nadzieję, że nigdy go nie użyję. I płakać nie będę!

Lek przeciwgorączkowy

Podobnie z lekiem przeciwgorączkowym. Obym Cię Ibufenie otwierać więcej nie musiała! Obyś stał w kącie szafki smutny i zapomniany :) Syrop z ibuprofenem to u nas najczęściej schodzący lek w domu. Warto mieć jeszcze taki na paracetamolu i podawać je zamiennie w razie dłuższej gorączki, ale my zaobserwowaliśmy, że jednak ibuprofen działa na Matiego lepiej. Mam nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli się przekonywać o tym co lepiej zadziała w przypadku Milenki. Co by nie było. Nie wyobrażam sobie domowej apteczki bez czegoś obniżającego gorączkę.

 

Spray do czyszczenia uszu

To nasze odkrycie sprzed kilku miesięcy. Co prawda u Milenki będziemy mogli go używać dopiero od 3 miesiąca życia, ale to jest produkt, którego używamy całą rodziną, więc Milenka też się załapie :) Super sprawa. Fonix rozpuszcza woskowinę więc pozbywasz się jej w naturalny, nieinwazyjny sposób.

A żeby nie było tak sucho i „bezgadżetowo” to proszę bardzo :) Po pierwszym dziecku matka poszła po rozum do głowy i zaopatrzyła się w apteczkę podróżną Lassig (TUTAJ drugi wzór), żeby już tym razem już nie trzymać tego co niezbędne w siateczkach, woreczkach i wszystkich możliwych kieszonkach w torbie. Właściwie to bardziej dla Maćka ten gadżet niż dla mnie, bo on ma chyba jakieś tajemne hobby w skrupulatnym chowaniu rzeczy nie na swoje miejsce :)

 

PS. Kocham Cię mężu! Za to też Cię kocham serio, serio! Ale jeśli nauczysz się odkładać zawartość apteczki, do … apteczki, będę Cię kochała sto razy bardziej :* :* :*

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3