6 wynalazków, które są wybawieniem dla rodziców w czasie choroby dziecka ? [ile z nich znasz❓]

19 marca 2019

Mati dał nam szkołę życia. Pierwsze choróbsko przypałętało się do niego zaraz po naszym wspólnym basenie. Od tamtej pory więcej było miesięcy chorych nich zdrowych. Poprawiło się dopiero po wycięciu migdała…  Puściliśmy więc gościa do przedszkola i… powtórka z rozrywki, proszę Państwa… I tak jest po dziś dzień, tyle, że Mati przetarł nam szlaki, dzięki czemu z Milenką jest o wiele łatwiej.

Od 2 lat mamy wreszcie zaufanego, stałego pediatrę, którego polecamy każdemu z naszej okolicy. Wiemy też jak się zachować. Wiemy, jak mniej więcej będzie przebiegała infekcja. Wiemy co robić, a czego nie. Odkryliśmy też po drodze kilka „wspomagaczy”, których być może nie znasz. I właśnie o nich chcę dzisiaj napisać. Oddać hołd wszystkim chorobowym wspomagaczom, które gdzieś, ktoś wymyślił… i chwała mu za to :)

Wyobraź sobie tylko, że mierzysz swojemu wiercącemu się 2-latkowi temperaturę, termometrem rtęciowym. No przecież tak się nie da! Termometr bezdotykowy to jest stosunkowo młody wynalazek. Kiedy kompletowałam wyprawkę dla Matiego, to był produkt tylko dla wybranych. Żeby go kupić, musiałam zrezygnować z laktatora elektrycznego. Zapłaciłam za niego ze 300 złotych! A teraz? 5 dyszek! A jak dobrze poszukasz to i za 3 znajdziesz :)

A weź sobie wyobraź jaka zabawa musiała być z tymi termometrami rtęciowymi na zapchanych po korek oddziałach pediatrycznych?! Teraz pielęgniarka podchodzi, piiip i po sprawie. A kiedyś? Serio, Nobla dla wynalazcy termometru bezdotykowego :)

Sam termometr jednak nie rozwiązuje problemu. Wiesz, że mamy najniższy wskaźnik lekarzy na 1000 mieszkańców w Europie? 2,3 lekarzy na 1000 osób. Nieźle co? W 2014 roku jeden lekarz w Polsce przeprowadził średnio 3121 konsultacji. 1 lekarz. 365 dni. 3121 konsultacji… Wiesz jakie ja mam podejście do tych wszystkich nieuprzejmych lekarzy. Już Ci kiedyś o tym opowiadałam. Ale patrząc na statystyki, nawet ja zaczynam ich rozumieć :)

Rozumiem też, dlaczego Unia Europejska tak dużo inwestuje w e-zdrowie. Coraz częściej chorujemy. Nie dbamy o siebie. A społeczeństwo niestety nam się starzeje. I co teraz? Nie będzie łatwiej. Będzie tylko trudniej. Porady sms-owe czy mailowe powoli przestają dziwić. My sami kontaktujemy się z naszym pediatrą najpierw zdalnie, żeby ocenić, czy jest sens zawracać mu gitarę – facet pracuje od rana do nocy. Przeszkolił nas do tego stopnia na wizytach, że jesteśmy w stanie podać mu objawy naprawdę precyzyjnie. Ale wiadomo… nie zawsze tak się da. Z resztą każdy z nas chciałby polegać na ocenie specjalisty, który dysponuje odpowiednim sprzętem.

Dzieci łapią przeziębienie średnio 8 razy w roku. W Polsce jest ponad 5,8 mln dzieci. Wychodzi na to, że ponad 46 milionów przypadków samych przeziębień rocznie wymaga monitorowania, żeby nie doprowadzić do poważniejszych chorób, takich jak zapalenie płuc. Kilka tygodni temu sama musiałam pojechać do szpitala w niedzielę. Pojechaliśmy prywatnie. Wiesz, ile dzieci czekało w kolejce do pediatry? 80! Nie chcę nawet myśleć, co działo się tej niedzieli w publicznych placówkach.

StethoMe®

Rozwiązania tego problemu Unia Europejska szuka inwestując w polskie start-upy medyczne. Jednym z nich jest StethoMe® – domowy stetoskop. StethoMe® to pierwszy na świecie, elektroniczny, bezprzewodowy stetoskop zaprojektowany przez naukowców uniwersyteckich, lekarzy i ekspertów IT z Poznania. Służy do sprawdzenia układu oddechowego – nagrywa, identyfikuje i klasyfikuje dźwięki z płuc. Jest połączony z aplikacją w telefonie komórkowym, która podpowiada, gdzie podczas badania umieścić urządzenie na ciele dziecka. Nagrania są analizowane przez algorytmy sztucznej inteligencji, bazującej na ponad 12 000 nagrań, które udało się sfinansować dzięki funduszom z UE. Po zakończeniu analizy rodzic otrzymuje informacje, czy wykryto nieprawidłowości i potrzebę konsultacji lekarskiej, a lekarz dodatkowo może szczegółowo zapoznać się z wynikami w formie graficznej i dźwiękowej.

No sorry… czy to nie jest czad?! Mam nadzieję, że za kilka lat taki sprzęt będzie tak samo dostępny dla pospolitego zjadacza chleba jak termometry bezdotykowe :)

StethoMe® to tylko przykład polskiego start-upu, na które środki w dużej mierze pozyskano z funduszy unijnych. Nie wszystkie kierują swoją uwagę na rodziny. Słyszałaś o Prodromusie (urządzenie do rehabilitacji nóg)? A Dr Poket (system do podawania leków działający z apką na smartfonie) albo Torqway’u (urządzenie do ćwiczeń na świeżym powietrzu, które działa na wszystkie partie mięśni)?

Podobnych start-upów i projektów wspieranych funduszami UE jest masa. I dobrze! Oby więcej! A gdyby czytał ten tekst jakiś naukowiec, który ma potencjał, ale nie wie, na jaki wynalazek go spożytkować, to ja mam taką malutką podpowiedź… A może by tak taki magiczny pilot, który jednym przyciskiem włącza i wyłącza dziecko na czas, w którym rodzice chcą odsapnąć? To idealnie pasuje do Funduszy na ochronę zdrowia. Myślę, że taki wynalazek dostałby z miejsca Pokojową Nagrodę Nobla :). Na 100%. Mój wniosek poparłby każdy rodzic Unii Europejskiej. Co ja gadam! Całego świata! :)

Obserwując tempo rozwoju start-upów, myślę, że część z nich, będziemy w stanie przetestować jeszcze w naszej rodzicielskiej karierze. Czym jednak możemy się wspomagać już teraz? A proszę. Poniżej 5 moich sprzymierzeńców w walce z infekcjami:

Aspirator podłączany do odkurzacza

Na początku korzystaliśmy z takiego, który trzeba było „napędzać” wciągając powietrze. Mam na swoim kącie największy możliwy „nightmare” jaki możesz sobie z tym gadżetem wyobrazić… tak… kiedyś zapomniałam włożyć gąbeczkę, która chroniła mnie przed… o matko, matko, matkoooo, nie mogę dokończyć tej opowieści :). Kiedy pierwszy raz użyliśmy specjalnego aspiratora do odkurzacza, stwierdziliśmy, że na 100% wynalazł go ktoś, kto przeżył tę samą traumę, co ja. KTOSIU! Pozdrawiam Cię i daję Ci Bakusiową Nagrodę Nobla :) Jesteś moim bohaterem! No dobra… obstawiam, że bohaterką :)

Butelka do płukania nosa

Polecił nam ją nasz pediatra. Kupisz ją za grosze w każdej aptece. Wlewasz do niej roztwór do płukania, przykładasz do jednej dziurki, naciskasz i po chwili zawartość i butelki i zatok wypływa z drugiej. Milenka jest jeszcze na takie płukanie za malutka, ale Mati używał jej już jako 4-latek.

Inhalator „pingwinek”

Milenka boi się takiego standardowego inhalatora. Nie dziwię się jej. Z Matim mieliśmy to samo. Bucząca brzydka maszyna, z syczącą końcówką, którą trzeba przykładać do buzi. Sama bym się tego bała! Używamy więc nebulizatora w postaci słodkiego, przyjemnego pingwinka :) Ma światełko na brzuszku, które zajmuje uwagę Milenki i… jakoś nam te inhalacje idą :) Kiedyś robiła je tylko jedna firma. Teraz jest tego masa.

Smoczek z podajnikiem leków

Znów groszowy temat, podobnie jak butelka, ale sprawdza się świetnie. Używaliśmy go już przy Matim. Wlewasz lek do zbiorniczka, do którego przymocowany jest normalny smoczek. Dziecko ssąc smoczek, wysysa dzięki temu lek.  Super sprawa!

Bańki próżniowe

Młodsze siostry baniek klasycznych. Może to nie wynalazek ostatnich lat, bo bańki stawiali już nasi dziadkowie, ale my mamy wersję bezogniową, dzięki czemu znów wracają do łask! I super, bo bańki to niesamowicie skuteczny sposób na pobudzenie mechanizmów obronnych organizmu. Działają mniej więcej tak, jak szczepionki. Kiedy zainfekowana krew dostaje się do warstwy skórnej, ta wysyła od razu sygnał o tym, że mamy w organizmie jakiegoś intruza i rozpoczyna się z automatu produkcja przeciwciał.

Kiedy przypomnę sobie, jak wyglądała rzeczywistość moich rodziców widzę niesamowity progres. Ba! Widzę jak to wszystko posunęło się do przodu „z dziecka na dziecko”! Nic dziwnego. W końcu potrzeba jest matką wynalazków, a na zdrowiu naszych dzieci zależy nam chyba najbardziej. Myślę, że kolejna dekada będzie stała pod znakiem rozwoju właśnie e-zdrowia. Unia Europejska przeznacza na jego rozwój grube miliony. Powstają kolejne obiecujące start-upy. Oby tak dalej! Może kiedy zostaniemy dziadkami, o kolejkach do lekarzy będziemy opowiadać naszym wnukom w ramach ciekawostki z dawnych lat? Oby!

 

Tego życzę wszystkim mamom świata :)

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3