Wakacje z dzieckiem: 5 sytuacji, których udało nam się uniknąć.

19 kwietnia 2017

Zjednoczone Emiraty Arabskie to nasze pierwsze wspólne wakacje z prawdziwego zdarzenia. My z Maćkiem już trochę razem świata zobaczyliśmy, ale Mati, przez przerośnięty migdał i zabieg jego podcięcia musiał swoje odczekać. Po zabiegu, przez pół roku musieliśmy uważać na to, żeby nie zamoczyć mu uszu nawet podczas mycia głowy (miał włożone dreny do uszu, bo sprawa była na tyle zaawansowana, że pojawił się już wysięg). Odliczaliśmy dni do końca „okresu ochronnego” jak więźniowie w areszcie. Brakowało tylko wydrapywania kolejnych kresek na ścianie, przy łóżku (za ładną mam tapetę… bez przesady) :P Paszport wyrobiliśmy bąblowi już w marcu i zgodnie z planem mieliśmy zrobić sobie fajrant już miesiąc temu, ale zatrzymało nas kilka projektów, które chcieliśmy zakończyć. Końcówka kwietnia to kolejne zobowiązania, więc wypadło na Wielki Tydzień i Święta Wielkanocne. Termin wybrany. Decyzja podjęta – to będzie nasz pierwszy raz z dzieckiem. Zastanówmy się gdzie może czaić się w takim razie zło… co może nas zaskoczyć, o czym możemy zapomnieć. Hmmm… myślałam o tym kilka nocy z rzędu. I wymyśliłam. I dumna z siebie jestem, że hej! Bo udało mi się podczas tych nocnych rozmyślań obmyślić plan doskonały. I właściwie to jestem z niego dumna tak serio, serio, serio. Oprócz jednego… ale o tym na koniec.

1. Rozsądny kierunek czyli gdzie na wakacje z dzieckiem wiosną?

Wiedzieliśmy, że uderzymy gdzieś dalej, bo marzec czy kwiecień to niespecjalnie ciepłe miesiące w Europie, czy nawet bliskiej Afryce. Kanary – zimno. Grecja/Włochy/Hiszpania – jeszcze zimniej. Cypr, Malta – już cieplej, ale najlepiej od czerwca. Egipt i Tunezję odrzuciliśmy za sam fakt bycia Egiptem i Tunezją ;)  Zastanawialiśmy się natomiast przez chwilę nad Marokiem, ale ostatecznie uznaliśmy, że… tam jest już za dużo do zobaczenia i tydzień pobytu to zbyt mało, a jak na pierwszy wyjazd z dzieckiem, po którym nie wiemy czego się spodziewać, dwa tygodnie są ryzykowne. Z tego też powodu odrzuciliśmy Meksyk, Kubę i Dominikanę (z resztą Kubę i Dominikanę chcemy odwiedzić jednak we dwójkę, pewnie w styczniu przyszłego roku). Dodatkowo przerażała nas długa podróż samolotem… 10-12 godzin lotu może być męczące i dla dziecka i dla rodziców i dla… pasażerów ;) Z podobnych pobudek odrzuciliśmy też Indie, Japonię, Tajlandię i Południową Afrykę, a te dwie ostatnie destynacje dodatkowo ze strachu przed chorobami. Zjednoczone Emiraty Arabskie w kwietniu uznaliśmy za najbardziej rozsądny kierunek na pierwsze wakacje z 3/4 latkiem. Mało do zwiedzania więc nie będziemy mieli wyrzutów sumienia, że coś nam umknęło, lot trwający nie 12 a 6 godzin, fajne temperatury w porównaniu z wychłodzoną Europą, ale nie sięgające też 50 stopni w cieniu, tak jak to bywa w okresie wakacyjnym w ZEA. No i ten spokój głowy o szczepienia i zagrożenia. Emiraty wiosną na pierwsze wakacje z dzieckiem uważam za strzał w 10. Nie mogliśmy wybrać lepiej. Hotel również. Nie sugerowaliśmy się samą ceną, ale też kilkoma innymi aspektami, ale o tym w oddzielnym wpisie.

2. Podróż samolotem z dzieckiem – daliśmy radę!

Ależ się tego bałaaaaam! Bałam się tego, że Mati będzie płakał z bólu uszu przy starcie i lądowaniu, ale zaopatrzyłam się w czekoladki. Młody cmukał sobie czekoladowe jajo ze smakiem, a uszy odtykały się same. Kiedy dla testu powiedziałam mu, żeby „przełknął ślinę” niespecjalnie mnie rozumiał. Podobnie było z naszą małą sąsiadką, która płakała w niebogłosy. 5-6 lat na oko. Dałam jej mamie nasze cuksy i… po łzach :) Taka jestem Matka Polka Stewardessa! Ha! O tym, że na pierwszy kierunek wybraliśmy trochę bliższą destynację już Ci napisałam wyżej. To ważne. Serio. Żeby nie zniechęcić dziecka (i siebie samego) do podróżowania samolotem na starcie. Gdybyśmy wybierali się na wakacje pod koniec maja, pewnie wybralibyśmy już Cypr, Grecję, albo Włochy. Jeszcze bliżej. Jeszcze szybciej. Jeszcze mniej ryzykownie. Ale Mati dał radę. Następnym razem zaopatrzę się w bajeczki wgrane na tablet. Tym razem zrezygnowaliśmy w ostatniej chwili z kolejnego sprzętu i trochę żałowałam. Bo Mati ma na tablecie swoje kolorowanki, ma swoje bajeczki (tylko pamiętaj, że YouTube w samolocie Ci nie zadziała) :) Następnym razem bierzemy tablet na 100%. Ale tylko awaryjnie. Tym razem obeszło się bez większych stresów.

3. Noce bez bzyczenia, drapania i skakania z kapciem po łóżku, czyli – komary.

Komarów możesz spodziewać się właściwie wszędzie tam, gdzie jest ciepło. To cholerstwo uwielbia uprzykrzać porządnym obywatelom i wieczorne spacery i nocne chrapanie. Do tej pory zawsze zapominaliśmy o środku na komary. I pewnie dzięki temu, że na Mauritiusie pocięły nas niesamowicie, zakodowały mi się gdzieś w podświadomości. A jeszcze znaleźć w obcym kraju jakiś specyfik przeznaczony tylko dla dziecka? A daj Pan spokój! Szkoda życia, nerwów i czasu. Kiedy tylko przypomniałam sobie o istnieniu tych skrzydlatych drani, o których w zimnej Polsce raczej się nie myśli z założenia, ustawiłam sobie przypomnienie w telefonie. Środki na komary i po ukąszeniach były dla mnie tak samo ważne jak filtry przeciwsłoneczne. Udało się. Zapamiętałam. Zapakowałam… I uwaga – używałam codziennie! Co za dziady w tych Emiratach! Co za wredne bzyczące małpiszony! Może nie tak wredne jak na Mauritiusie – te przebijają wszystkich swoich krewnych, ale zdecydowanie bardziej uparte niż te nasze poczciwe polskie. Trochę się martwiłam tym, że nie będą na nie działały polskie środki, ale na szczęście bez potrzeby. Dały radę nawet środki dla dzieci. (my zabraliśmy te od Chicco, w kulce, takiej jak antyperspirant i w sztyfcie łagodzącym ukąszenia).

4. Opalanie na poziomie – zero poparzeń.

Tym razem nawet Maciek dał radę. Mieliśmy ze sobą arsenał pięćdziesiątek, które pomimo informacji o byciu super-hiper wodoodpornym, zmywały się Matiemu w wodzie z prędkością światła. Kiedy tylko zobaczyliśmy, że ma zaczerwienione rączki, uznaliśmy, że mamy w tyłku zapewnienia producentów i będziemy smarować młodzież co godzinę. Daliśmy radę. A nawet gdybyśmy nie dali, to wyjątkowo zaopatrzyliśmy się w 3 rodzaje pantenolu (po wyczynach Maćka na Mauritiusie i Teneryfie, stwierdziłam, że jedna butelka to zdecydowanie za mało na naszą trójkę bo Maciek zużyje ją już po pierwszym dniu), ale jak się okazuje wszyscy wyszliśmy z 40 stopniowych upałów bez szwanku. Mogę Ci podpowiedzieć świetne produkty z filtrami i odradzić jeden. Odradzam zdecydowanie spray z Rossmana – Babydream. Zmywa się na samą myśl o wejściu do wody. Za to świetnie zachowuje się na skórze NIVEA i Chicco. A dla dla nas, po 2 dniach jechania na tej samej 50 co Mati, idealnym dopełnieniem była 30 Vichy, z brązerem. Jest heban :) :) :)

5. Zwiedzanie bez spiny czyli – wózek nawet dla 4-latka.

O wózek musiałam z Maćkiem trochę się posprzeczać. Oczywiście stanęło na moim. I chwała mi za to. Wózek okazał się naszym wybawieniem podczas zwiedzania, poruszania się po lotnisku, a dodatkowo był świetną zabawką dla Matiego, który już na terenie hotelu udawał, że jest jego samochodem, taczką, czy tam nie wiem czym (ważne, że pchał z zaangażowaniem). Zwiedzanie Dubaju było naprawdę męczące. Byliśmy między innymi na słynnych dubajskich soukach czyli targach. Przeszliśmy wzdłuż i wszerz te najbardziej znane – złota i przypraw. Żar lał się z nieba. Ja zasuwałam w długiej, czarnej sukience bo chciałam uszanować choć po trosze to, że jestem w kraju muzułmańskim. Cierpiałam więc podwójnie. Gdybym miała nieść Matiego (bo jestem przekonana, że zmęczyłby się po pierwszym kilometrze w takich warunkach), pewnie bym tam skonała. A tak, luzik totalny. Ja robiłam zdjęcia i pchałam wózek, Maciek nagrywał filmy, a Mati obserwował sobie stragany spod zadaszonego dzieciomobile. I co z tego, że już mu trochę nogi spadały z podnóżka. Lepsze to, niż gdyby miał nimi ciągnąć po rozgrzanym asfalcie ;)

To 5 najważniejszych punktów, na które postanowiłam Ci zwrócić uwagę. Fajnie będzie jeśli zaopatrzysz się w kilka rodzajów „wyporników” na basen od razu w Polsce. My zabraliśmy ze sobą koło, rękawki i kamizelkę. Okazało się, że tylko koło przypadło Matiemu do gustu. Fajnie też będzie jeśli kupisz młodzieży okularki przeciwsłoneczne. Mati ganiał w swoich większość czasu. Nie krzywił się dzięki temu więc buzia opaliła mu się normalnie. Nie łzawiły mu oczy… chociaż… no właśnie. I tu dochodzimy do ostatniego punktu, który zmroził moją krew. Muszę Ci go napisać ku przestrodze. (…) Wiesz co… o tym już Ci napiszę jednak w następnym wpisie. Na początku zrobiłam z tego oddzielny akapit, ale rozpisałam się tak bardzo, że musi powstać z tego kolejny materiał. Koniecznie musisz go przeczytać. 

 

 

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3