3 obietnice, które złożyłam sobie na ten rok.

5 stycznia 2017

Obietnice. Nie postanowienia. Nie wymagania i zobowiązania. Nareszcie to zrozumiałam. Dochodziłam do tego przez ostatnie 2 lata rok w rok robiąc listę postanowień na kolejny rok. Kiedy przychodził 1 stycznia odpalałam tryb zero-jedynkowy i zmieniałam moje życie o 180 stopni. Sałata na śniadanie, na obiad bieganie, wieczorem maseczka, ale żeby nie tracić czasu to z nauką rosyjskich słówek, w nocy porządki w komputerze bo przecież wypisałam tę niezbędną do życia czynność na kosmicznej liście 40 zadań. Na jeden dzień. AAAA już dupa blada z nowej mnie w nowym roku… już po północy a z listy zostało jeszcze 27 rzeczy do zrobienia przez nową mnie. Poscrolluję Fejsbuczka, zjem czipsy Maćkowi, nie widzi to mu wkręcę, że sam zjadł… i tak wracałam do punktu wyjścia.

Przez całe życie po prostu się „używałam”. Swoją wartość określałam poprzez czyny. Jeśli nie zrealizowałam jakiegoś szalonego założenia byłam do dupy bo wszyscy inni potrafią a ja nie. Nie miałam prawa odpoczywać, bo każdego dnia czekała na mnie lista rzeczy do zrobienia, żeby stać się lepszą wersją mnie. Z sukcesów nie potrafiłam się cieszyć, bo przecież miałam fuksa, farta i szczęście. A jak coś zawaliłam to już pecha nie miałam tylko byłam beznadziejna. Tyle lat, traktowałam siebie samą jak wymagający szef-singiel w korpo. Robić, tyrać, harować. Nie Human Being a Human Doing. Nie „Malwinko, napracowałaś się, pora na przerwę.” a „Dobra, nie gadaj, zrób jeszcze to i to, bo i tak jesteś w czarnej D z resztą listy”.

W tym roku listy nie ma. Są za to obietnice, które złożyłam sobie tym razem, uwzględniając to, jak traktowałam samą siebie do tej pory. Z tych obietnic wynika jeszcze więcej dobrego, niż z długich list postanowień. Zobacz sama:

muller-de-luxe-blog-00004

UMYSŁ

W tym roku nadrobię wszystkie zaległe książki, które tak bardzo chciałam przeczytać przez ostatnie lata, a odpuszczałam, bo UWAGA, miałam wyrzuty sumienia, że czytam jakieś zwykłe czytadła zamiast książek branżowych  słowników. Wiesz czym to się kończyło? Tym, że czytałam branżówki z niechęcią, albo robiłam inne niepotrzebne rzeczy, po to, żeby nie mieć czasu na czytanie tego, na co nie miałam ochoty. Mniej więcej od pół roku, delektuję się moimi czytadłami, w moim ulubionym miejscu do czytania, którego wcześniej nie miałam bo nie miałam czasu na zastanawianie się nad tym, gdzie ja właściwie w moim domu czuję się najlepiej. Łaziłam wszędzie z komputerem. Spałam z laptopem na twarzy. Nie byłam ani wyspana, ani zrelaksowana, ani obrobiona z pracą, bo zmęczony człowiek pracuje na dużo wolniejszych obrotach. Życie uratował mi komputer stacjonarny. Teraz praca jest tylko w jednym miejscu. W gabinecie. Reszta domu, nareszcie stała się DOMEM! Rozsiadam się wygodnie w moim ulubionym fotelu i czuję jak relaks spływa na mnie sam z siebie. Wystarczy mi kilkadziesiąt stron „czytadła” i z własnej, nieprzymuszonej woli biorę do ręki książkę o fotografii i wertuję z zaciekawieniem. To jest to!

muller-de-luxe-blog-00005 muller-de-luxe-blog-00006

CZAS

Chcę znaleźć w ciągu dnia jak najwięcej czasu dla mnie samej, po to, żeby mieć 100% uwagi, kiedy jestem z moim dzieckiem. Te wakacje, bez Matiego to też część naszego planu. Musieliśmy z Maćkiem odpocząć. I chociaż tęsknię jak nienormalna to wiem, że za mało czasu mieliśmy w naszym dotychczasowym życiu dla siebie samych i dla siebie jako małżeństwa. Chcemy, żeby te styczniowe wakacje bez dziecka stały się naszą tradycją. Pracę mamy rozplanowaną rozsądnie (bez miliona zadań na niekończącej się liście), tak, żeby po powrocie Matiego z przedszkola być już tylko razem. Możemy razem sprzątać, spoko, oby tylko nasze dziecko dostawało od nas tyle uwagi, ile potrzebuje. Mati też się nami męczy. Zauważyłam, że kiedy we dwójkę męczymy go intensywnie różnymi zabawami, sam nam po jakimś czasie mówi, żebyśmy poszli pooglądać sobie „Psyjaciele” a on porysuje :)

muller-de-luxe-blog-00001 muller-de-luxe-blog-00003

CIAŁO

Trzecia obietnica była do tej pory postanowieniem, które co roku kończyło się fiaskiem. Odchudzanie. O matko. Książki można o tym moim odchudzaniu pisać… ale zawsze chciałam efektu na już. Efektu zero-jeden. Albo się odchudzam, albo pochłaniam byle co oby słodkie albo z pszenicy bo to zakazane. Cały dzień na marchewkach a przed spaniem Maćkowe czipsy w paszczy. Bezsens. Totalny bezsens. Do tego punktu dochodziłam bardzo długo. Jeszcze w zeszłym roku rzuciłam się jak poparzona na siłownię 3 razy w tygodniu i dietę z taką ilością białka (a w moim bezmięsnym przypadku, twarogu), że moja odporność spadła do zera, złapały mnie wszystkie możliwe choroby i padłam. Później doszły do tego tabletki hormonalne, po których zaczęłam puchnąć, więc w akcie rozpaczy znów rzuciłam się jak nienormalna na „byle co, byle by jeść”.
W tym roku (a właściwie to już od jakiegoś czasu) nie będzie diety cud. Na siłownię wrócę, ale jak sobie odpocznę po wyczerpujących dwóch miesiącach pracy. A teraz skupiłam się na jednym. Na tym, żeby szanować swoje ciało i nie karmić go byle czym. Pewna mądra osoba, powiedziała mi, że muszę strasznie się nie lubić skoro karmię się byle jakim jedzeniem. Ależ to do mnie trafiło! Zaczęłam jeść w ludzkich warunkach a nie w biegu. Zaczęłam jeść CIEPŁE jedzenie. Serio! Ja właściwie przeżyłam życie na kanapkach. Mniej więcej od pół roku zwracam uwagę na to co jem i jak to jem. Nagle okazało się, że jedzenie może być przyjemnością. Tylko nie taką przyjemnością jak kompulsywne obżeranie się czipsami męża, a spokojne delektowanie się smakiem i chwilą. Trudno to zrobić, ale da się. Nie odmawiam sobie pysznego ciacha w cukierni, ale tylko pod warunkiem, że jest naprawdę majstersztykiem. Nie odmawiam sobie słodkości w domu, ale tylko pod warunkiem, że jem coś naprawdę smacznego i naprawdę dobrego jakościowo.

I wiesz co? To naprawdę działa. Kiedy zaczynasz czuć, że jesteś za sobą a nie przeciwko sobie, znika poczucie winy. To wszystko działa! Trzeba tylko zmienić formę tego, jak zamierzamy wprowadzać w nasze życie zmiany. Nie groźbą i nakazem a obietnicą dla samego siebie. Przytul się trochę w tym roku. Daj sobie samej odrobinę przyjemności. Zasługujesz na to!

muller-de-luxe-blog-00008 muller-de-luxe-blog-00002

Do napisania tego tekstu zaprosiła mnie marka Müller, która przeprowadziła super badanie wśród Polek, dotyczące ich „kobiecych uciech”. Na jego podstawie powstał świetny raport (TUTAJ). Mój typ jest na piątym miejscu. Tak jak ja odpowiedziało 27,6 % Polek. Ciekawa jestem, czy jesteś „statystyczną Polką” :)

Sprawdź tutaj —> http://www.mullerdeluxe.pl/ <—

Müller, wprowadził na rynek mleczny deser czekoladowy z nowej linii Müller de Luxe. Taki wieeesz, z najwyższej półki :)   Prawdziwa czekolada i 3 różne wersje smakowe (czekoladowa, pistacjowa i orzechowa). Chcesz spróbować? A proszę Cię bardzo!

KONKURS!!!

Napisz w komentarzu pod postem na FB (kliknij SKOMENTUJ tu we wpisie, przeniesie Cię automatycznie), jedną obietnicę, którą złożysz samej sobie na ten rok. Autorki 5 najlepszych obietnic dostaną ode mnie wieeeelkie zestawy, 24 deserów dla całej rodziny. Konkurs potrwa przez najbliższy tydzień. Wyniki podam pod postem na FB 3 dni po zakończeniu konkursu.

POWODZENIAAAA :* 

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3