Nietolerancja pokarmowa – hit czy kit? Moja historia.

16 sierpnia 2017

Wiele osób uważa, że nietolerancja pokarmowa to bullshit, a testy na nietolerancje pokarmowe to tylko strata kasy. Ja też podchodziłam do tego z pewną dozą nieufności, dopóki nie przetestowałam pewnych rzeczy na samej sobie. Obstawiam, że zaraz zostanę nazwana zwolenniczką teorii spiskowych. A kij z tym. Ja należę do tej grupy walniętych w głowę, która wierzy w to, że dzisiejsza pszenica nie ma nic wspólnego z pszenicą sprzed 50 lat, że od picia mleka dzisiejszych czasów owszem, można być wielkim, ale wszerz, producenci „paróweczek” dla dzieci powinni być skazani na tortury, w postaci żywienia się tym, czym trują dzieci nieświadomych rodziców, a tak tłumnie udostępniane w internecie mem z hasłami „Kiedyś się żarło chleb z cukrem i nikt nie był chory czy gruby” uważam za największą głupotę internetu, ale o tym poczyniła już świetny tekst TA PANI, który dla uzupełnienia dzisiejszej lektury gorąco Ci polecam.

Nietolerancja pokarmowa – ki diabół?

Nietolerancja pokarmowa jest bardzo często mylona z alergią pokarmową IgG zależną, czyli opóźnioną. W związku z tym, że reakcje alergiczne zachodzą z opóźnieniem, trudno jest ustalić samodzielnie, co nas uczula. Nietolerancja pokarmowa też może wystąpić z opóźnieniem, jednak tylko tyle ma wspólnego z alergią. Nietolerancja pokarmowa ma związek z brakiem enzymu trawiennego określonych związków (bardzo często laktozy, fruktozy czy histaminy). Zazwyczaj objawia się w postaci dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Może jednak objawić się nawet kilka dni po spożyciu danego produktu. Co ciekawe, możemy też czuć ospałość w określonych porach dnia, miewać częste bóle głowy, problemy z cerą i problemy z utrzymaniem wagi. I właśnie z tego powodu zaczęłam trochę więcej o tym czytać.

Nietolerancja pokarmowa – moja historia

Zaczęło się od tego, że zauważyłam jak bardzo chce mi się spać, po zjedzeniu kanapki z białego pieczywa w pracy, albo dania z makaronem. Pożarłam kopiec ziemniaków – luz na szpuli. Wciągnęłam spaghetti bolognese – dętka w ciągu pół godziny od zjedzenia. Wiedziałam więc, że nie do końca chodzi o wyrzut insuliny, tym bardziej, że czułam się dokładnie tak samo po pszenicy zwyczajnej i durum ugotowanej al’dente, a przecież indeks glikemiczny na zupełnie różnych poziomach. Wszyscy huczeli o glutenie więc nietrudno było o próbę zamiany białej mąki na pieczywo ciemne i makaron kukurydziany. Okazało się, że czuję się po nim o niebo lepiej (wreszcie normalnie), a brzuch pęczniał mi tylko po porannej kawie z mlekiem. Powoli zaczęłam więc rezygnować z pszenicy, dla własnego dobra. Czułam się po prostu lepiej po kaszach, ryżach i innych pysznościach więc chlebkowi powiedziałam bye bye. Dopiero kilka lat później dowiedziałam się ile przy okazji jest cukru w takim chlebie, ile polepszaczy smaku itd. Próbowałam też powalczyć trochę chlebem żytnim. No mogę zjeść, ale po 3 dniach porannych kanapek na śniadanie, czuję znów ten nieprzyjemny kamień na żołądku więc sobie nie pozwalam. No, ale wróćmy do tej kawy z mlekiem, bo to odkryłam ostatecznie dopiero w tym roku. Zawsze po kawie miałam brzuchal wielkości balona… Albo nie! Całego basenu! No coś potwornego. Jako, że kawę piłam zawsze rano, dolegliwości do końca dnia powoli ustępowały, ale kolejny poranek wyglądał zawsze tak samo. Wiesz jak doszłam do tego, że to może być mleko? Podczas robienia zakupów. Na półkach pojawiły się jakiś czas temu jogurty bez laktozy i mleko bez laktozy. Ki diabół ta laktoza sobie myślę? Googlam, czytam i przecieram oczy ze zdziwienia. Przecież nietolerancja laktozy to moje objawy! Jeden po drugim no!

Odstawiłam mleko. Nauczyłam się pić samą czarną i nagle moje poranki się zmieniły. Oooo nie! O co kaman?! Tu gluteny, tu laktozy, coś mi tu nie gra. Zaczęłam czytać i czytać i czytać i czytać… tak się doczytałam, że zrozumiałam wszystko. To było takie proste! Przecież załatwiłam się na amen dietą wysokobiałkową jakiś czas temu (nie jem mięsa więc żywiłam się właściwie samym twarogiem). Opowiadałam Ci o tym tutaj. O tym jak siadła mi odporność. Jak ciągnęły się za mną kolejne choroby. Nietolerancja pokarmowa to było to.

Test na nietolerancję pokarmową – jak wygląda?

Test na nietolerancję pokarmową był dla mnie tylko formalnością. Jego wyniki właściwie mnie nie zaskoczyły. Zrobiliśmy też testy Maćkowi, żeby sprawdzić jak to wygląda u niego, bo chłopak może i bardziej opornie, ale przyjmuje do wiadomości te wszystkie herezje, które mu opowiadam o odżywianiu. Mam trochę łatwiej, bo przetarła mi szlaki moja teściowa, która ze względu na cukrzycę, zgłębiła temat odżywiania, indeksów glikemicznych i innych cudów, a przy okazji wyłapała sporo ciekawych informacji, którymi zrobiła mi „podłoże” zanim jeszcze poznała Maćka. Walczyłam z nim całe 3 lata, żeby odstawił białe pieczywo i wygrałam. Co prawda tego, że makaron, który serwuje do zupy pomidorowej Matiemu, jest z takiej samej pseudo mąki jeszcze nie załapał, ale coraz częściej widzę go z paczką makaronu kukurydzianego (który tak btw. też nie jest taki super, ale nie popadajmy w skrajności, coś jeść w życiu trzeba). No i pizza. Noł łej pizza raz w miesiącu musi być żono, bo inaczej nie wchodzę w żadne zdrowe diety… no co miałam zrobić no? :)

No dobra, ale ja tu się jak zwykle rozpisałam, a Ty pewnie chciałabyś już jakieś konkrety co? No dobra. To jedziemy.

Testy na nietolerancje pokarmowe – wyniki

Testy na nietolerancje pokarmowe podobno można już nawet przeprowadzić samemu, w domu, ale z tego co wyczytałam, pokazują bardzo rozbieżne wyniki więc my z Maćkiem zainwestowaliśmy w takie z krwi, robione w laboratorium. Czekaliśmy na nie około 2 tygodnie. Zapłaciliśmy po 640 zł za 176 produktów. Nasze wyniki sporo się różnią. Trzeba przyznać, że ja mam bardziej przechlapane :) Zaraz zobaczysz mój panel nabiałowy i grzybowy, który jest cały czerwony. Maciek też ma w tym panelu najwięcej nietolerancji ze wszystkich, ale w porównaniu z moim, u niego jest raczej „symbolicznie” :) Potwierdziły się też moje podejrzenia co do pszenicy, a jeśli chodzi o owies, przyjęłam go z wielką ulgą. Wszyscy jedzą owsianki na śniadanie. Takie to fit, super łał. Ja też to robiłam, a z brzucha robił mi się zawsze taki sam balon jak po słynnej, Maćkowej pomidorowej z makaronem z mąki zwyczajnej. Na początku zwalałam to na zbyt małą ilość wody, ale doczytałam, że akurat woda to jest potrzebna żeby nie było zaparć, a nie wzdęć więc wróciłam do punktu wyjścia. I tu muszę Ci powiedzieć, że czułam, że albo zwariowałam, albo mam jakąś chorobę jelit, bo przecież w każdej książce o zdrowym odżywianiu trąbią o tej owsiance noooo! A tu proszę. Wszystko się wyjaśniło. Nietolerancja na owies jak wół. Zamieniłam na płatki jaglane i problem zniknął. Czujesz to? TOTALNIE ZNIKNĄŁ! Niech mnie więc nikt nie próbuje uświadamiać, że te testy na nietolerancje pokarmowe to pic na wodę. U mnie wszystko się sprawdziło. A co najlepsze, Maciek przez całe życie nie cierpiał pora. Wyobraź sobie, że to jedyny produkt z całego panelu z warzywami, którego nie toleruje.

Poniżej wklejam Ci zrzuty dwóch moich paneli, tych z nabiałem i tych z ziarnami. A pod nimi dla porównania panele z warzywami. Nie jest tak źle! Warzywa kocham (z tym kalafiorem u mnie też strzał w 10!) Mogę jeść do woli :) Kasze, ryże… mięso właściwie też zgodnie z testami mogę jeść, ale jakoś nie czuję tego mięcha. Odrzuca mnie… Przez te lata nauczyłam się jednego – wystarczy poobserwować swój organizm. On nam baaardzo dużo podpowiada i sygnalizuje czego potrzebuje, a czego wolałby nie przyjmować.

Nietolerancja pokarmowa – moja opinia

Reasumując. Czy uważam testy na nietolerancje pokarmowe za pieniądze wyrzucone w błoto? Absolutnie nie! Czy czuję, że mnie ograniczają te czerwone kolorki w tych kratkach? Absolutnie nie! W sobotę przyjechała do nas moja przyjaciółka, która przywiozła ze sobą pięknie wyglądające kieszonki z ciasta francuskiego z serem dojrzewającym w środku. Powiedziała, że się obrazi jeśli nie spróbuję. No spróbowałam! Jak można nie spróbować czegoś co tak pięknie wygląda. To co działo się z moimi flakami przez całą noc i pół niedzieli to kosmos. Nie wiem czy masz tak samo jak ja, że kiedy się czymś przytrujesz i o tym pomyślisz, masz od razu odruch wymiotny? Coś w stylu reakcji na myśl o alkoholu po szalonej nocy :) Ja mam tak na myśl o produktach, których nie powinnam była jeść. Było nas sześcioro. Kieszonki rozeszły się jak ciepłe bułeczki (właściwie to były na ciepło). Nikt nie miał żadnych rewolucji żołądkowych. NIKT… oprócz mnie :)

 

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3