Ten jeden błąd rujnował każdą moją dietę.

28 września 2016

Gładzisz swój pełny brzusio po niedzielnym obiadku. Czujesz przyjemne wypełnienie pod korek, które z sekundy na sekundę, ustępuje niezdrowemu uczuciu wielkiego, rozepchanego żołądka i tony żarcia w środku, które zaraz przemieni się w cudowny tłuszczyk w Twoich ulubionych miejscach: na brzuchu, udach i boczkach. O nie! Tak więcej nie będzie! Przechodzisz na dietę! Od jutra! Akurat poniedziałek to będzie do równego. Wracając do domu z niedzielnego wypadu wykupujesz w sklepie wszystko co zielone i układasz jadłospis. Na śniadanie liść sałaty i jajo. Na drugie śniadanie liść sałaty i chudy twaróg. Na obiad chudy twaróg i jajo. Na kolację liść sałaty. Super. Po pierwszym dniu powinnaś już zrzucić z 17 kilo. Będzie dobrze. Wytrzymasz… Prawda? ;)

Nieprawda. Wiem, że nieprawda. Jeśli jesteś uparciuchem to może dotrwasz jakoś do 20:00 w poniedziałek i czym prędzej położysz się spać żeby tylko przestać myśleć o jedzeniu. We wtorek pękniesz. Ja zawsze pękałam. Im bardziej irracjonalne menu, tym szybciej przegrywałam z półką z batonami przy kasie. A jak już jeden baton poleciał, to całą dietę *męski członek* strzelił, więc można spokojnie się załamywać i odpuszczać. Zero jedynkowo – albo dieta i śmierć z wygłodzenia, albo czekolada zagryzana cheesburgerem. Jak już jedno potknięcie się trafiło, tak koniec kropka, dieta zmarnowana. I to był właśnie mój odwieczny błąd. Podchodzenie do diety w stylu zero-jeden.

Z wiekiem przybywa zmarszczek nie tylko na twarzy, ale i na mózgu…

A jak wiemy, im więcej zmarszczek na mózgu, tym bardziej myślący człowiek. Mi przed trzydziestką zmarszczek przybywa w ekspresowym tempie i na twarzy i na mózgu. Tak jakbym chciała się dostosować do zmiany 2 na 3 z przodu i wyglądem i … na szczęście mądrością. Co takiego mądrego wymyśliłam? Ano to, że to moje przechodzenie na dietę w postaci sztywnego postanowienia i biczowania się myślą, że JUŻ NIGDY żadnego ciasteczka (a ze mnie jest prawdziwy ciasteczkowy potwór, wierz mi) było największym błędem. Jedno potknięcie, zamiast pozostać zwykłym potknięciem, rujnowało mój wyimaginowany wizerunek twardej Matki Polki Dietującej a wiadomo co jest najlepsze na żale i nieszczęścia – coś słodkiego :) I tak koło się zamykało. Albo totalne zafiksowanie na siłownię i opychanie się twarogiem od rana do nocy, albo paczka chipsów do piwa, przed telewizorem.

Jesteśmy kobietami. Z tymi naszymi hormonami mamy naprawdę pod górkę. Cyklicznie, co miesiąc nas (i nasze rodziny) dotyka PMS. My zamieniamy się w głodzille, które najchętniej pożarłyby nawet swoich mężów, jeśli tylko byliby zrobieni z cukru, nasi mężowie natomiast zamieniają się w kłębek nerwów, kiedy tylko zauważą, że skończył się popcorn i lody. No i co z tym fantem zrobić? Przechytrzyć organizm! A właściwie to…

Oszukać przeznaczenie!

Tak moje kochane. Skłonność do podjadania przed okresem ma większość z nas. Smutki zajadane słodkościami stały się tematem kabaretów, komedii i … dramatów :) Zamiast się oszukiwać, że będzie inaczej po prostu trzeba się na to przygotować. Cykl miesiączkowy znasz. Wiesz kiedy może nadejść „godzina zero”. Przygotuj się na tą batalię. Zamiast kupować w ostatniej chwili snickersa, albo gonić do sklepu po wafelki w czekoladzie przygotuj coś w domu. Zapuść się w księgarniane półki. Znajdziesz tam masę książek o życiu bez cukru, o fit słodkościach… Ba! Poszukaj trochę w internecie po prostu i otwórz swoją prywatną, przydomową manufakturę słodkości. Pamiętasz mój wpis o odchudzającym deserze? TUTAJ. Albo o pączkach na diecie? TUTAJ. Ja jestem PRZE-łasuchem na słodkości. A wierz mi, cukru nie tykam już od wielu, wielu miesięcy. Owszem, pozwalam sobie czasem na ptasie mleczko, albo na lody, ale nie robię sobie z tego tytułu już wyrzutów sumienia. Zdrowa dieta nie kończy się wraz z pierwszym potknięciem, albo pierwszą PO PROSTU ochotą na coś niezdrowego.

Ja z moją dietą mam dodatkowo pod górkę, bo od kilku miesięcy faszeruję się hormonami, które w pakiecie z poprawą wyników badań dostarczyły mi kilka dodatkowych kilogramów. Trudno się mówi. Zdrowie jest najważniejsze.

blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8520

Fit Słodycze

Rok temu kupiłam sobie książkę „Rzucam cukier”. Trochę się dowiedziałam, nie powiem, ale przepisy z tej książki były dla mnie zbyt skomplikowane, dieta zbyt restrykcyjna (bo wykluczała również owoce) więc niespecjalnie ją wdrożyłam w życie. Białego cukru unikam jak ognia, w domu zagościł na dobre ksylitol a owoców staram się nie jeść po 12. Od kiedy zamieszkał z nami Philips Airfryer, praktycznie przestałam też używać tłuszczu do obróbki cieplnej. Oleje i oliwy serwuję sobie tylko na zimno, łącząc je z warzywami, żeby przyswoić witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Odrzuciłam też totalnie mąkę pszenną do tego stopnia, że nawet makaron jem bezglutenowy. Zrobiło się na naszych talerzach naprawdę przyjemnie i zdrowo. Ale pomimo tego, że odrzuciliśmy to, co najbardziej w dzisiejszych czasach problematyczne, moja ochota na słodkości (szczególnie podczas tego nieszczęsnego PMS) nadal pozostaje taka sama. Z pomocą przyszła mi moja nowa zdobycz z księgarni. Książka o dietetycznych słodkościach, z prostymi, przyjemnymi przepisami i mój Airfryer, z którym zaprzyjaźniłam się do tego stopnia, że nie tylko w nim smażę bez tłuszczu, ale też piekę. Nie odpalam całego piekarnika, kiedy mam ochotę na szybkie słodkości. W niedzielę na przykład, przynieśliśmy ze spaceru z lasu jagody. Jeszcze są :) Wykorzystałam więc połowę porcji podaną w przepisie Kingi Paruzel na lekkie, bezglutenowe babeczki jagodowe. Przepis troszkę zmodyfikowałam rezygnując z cukru trzcinowego w zamian za odrobinę ksylitolu. 5 minut przygotowania, 25 minut w 180 stopniach w Philips Airfryer i… pyszne babeczki idealne na słodki podwieczorek wylądowały na stole. Chcesz przepis? :) Podam Ci zmodyfikowany przeze mnie, do ilości idealnych na przyrządzenie 10 małych lub 6 dużych babeczek.

blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8521 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8516

Przepis na bezglutenowe babeczki owocowe

Składniki na babeczki bezglutenowe:

1/4 szklanki oliwy

1/4 szklanki mleka kokosowego

1/2 szklanki musu jabłkowego

1 łyżeczka soku z cytryny (opcjonalnie)

1 szklanka mąki bezglutenowej

1 łyżka ksylitolu

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

1 łyżka nasion chia

1/2 szklanki jagód (lub innych owoców)

szczypta soli

blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8416 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8418 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8436 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8437 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8438 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8452 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8453 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8447 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8474 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8464 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8480 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8472 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8501 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8494 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8497 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8499 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8440 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8506 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8514 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8515 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8523 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8529 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8532 blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8534

Przygotowanie:

Oliwę, mleko, mus i sok z cytryny mieszamy na gładką masę w małej miseczce. W dużej natomiast mieszamy mąkę z ksylitolem, proszkiem do pieczenia, sodą, solą i nasionami chia. Dodajemy do tego masę i mieszamy. Na koniec wrzucamy jagody, znów mieszamy. Umieszczamy w silikonowych foremkach albo papilotkach i wstawiamy na 25 minut do wcześniej rozgrzanego do 180 stopni Airfryera. 

Wąchamy i…

blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8537

…zajadamy ze smakiem, bez wyrzutów sumienia i porzucania diety :) SMACZNEGO! :)

blog-lifestylowy-philips-airfryer_dsc8538

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3