Nie chcę być mamą idealną. Chcę być po prostu dobrą mamą!

3 listopada 2016

Idealnych mam nie ma. Tak samo jak i idealnych ludzi. Owszem, nasze życie powinno polegać na dążeniu do ideału, ale nie chorobliwym dążeniu. Każdy z nas popełnia błędy. Każdy zaklnie pod nosem kiedy na podłogę spadnie cała misternie przygotowywana kompozycja obiadowa dla małego niejadka. Wielu z nas zdarza się podnieść głos na swoje dziecko, kiedy doprowadzi nas do granic wytrzymałości bo wydaje nam się w tej chwili, że to jedyny sposób na przywołanie go do porządku. Wielu z nas zdarza się zapomnieć o upraniu dresów na „dzień sportowy” w przedszkolu i zamówić kostium na bal przebierańców z internetu, po setnej próbie własnoręcznego przyczepienia skrzydełek do wymarzonego stroju biedronki, który miał być ukoronowaniem matczynego kunsztu kostiumowego. No i kurczę co? Jak nam nie wychodzi to znaczy, że jesteśmy złymi matkami? No jasne, że nie! Najważniejsze jest to, że próbujemy, że dajemy z siebie wszystko! A to, że czasem się nam noga powinie nie oznacza, że od razu mamy się chłostać z tego powodu.

Moja mama

Kiedy ktoś zadaje mi pytanie o moją mamę, przed oczami mam obraz wiecznie uśmiechniętej kobiety, która uśmiechała się do każdego (z wzajemnością!). Kiedy tak szłyśmy po ulicy, na czwartkowy targ, biło od nas jakieś takie światło, które ona roztaczała wokół siebie po prostu BĘDĄC. Moja mama była ekspedientką (już nie jest, bo teraz przebranżowiła się na nianię). Pamiętam każdą jej pracę i to, jak odnosili się do niej klienci. Oni ją wręcz uwielbiali! Miała swoich stałych klientów, którzy potrafili zaglądać do sklepu tylko na jej zmianie. A kiedy odchodziła z pracy, żegnali ją ze łzami w oczach (mówię Ci szczerą prawdę). A skoro już jesteśmy przy łzach to powiem Ci coś jeszcze. Moja mama miała w sobie takie pokłady empatii, współczucia i ciepła w stosunku do innych ludzi, że z powodzeniem mogłaby obdzielić wszystkich polityków w sejmie. Normalnie wyszliby na ulicę i zaczęli rozdawać pieniądze przechodniom i przepraszać za wszystkie przekręty :) Moja mama była (i jest) kimś wyjątkowym! Zawsze ją podziwiałam. I wiem, że mój stosunek do świata, moja ufność względem ludzi, moja empatia i wrażliwość… to wszystko dzięki niej. Bo to ona uczyła mnie jak mam żyć. To ona była moim drogowskazem i wzorem do naśladowania. Jak to mama :)

Czy pamiętam sytuacje, w których miała zły humor? Nie. Czy pamiętam jakąś burę od niej? Oczywiście! Kiedyś zdrapałam jej „śnieżek” z takiego kwiatka doniczkowego z kolcami (nie pamiętam nazwy, taki co się do niego wkładało ogryzki do środka żeby lepiej rósł). No więc uznałam, ze taki „kurz” na kwiatku to wstyd i zdrapałam ten kurz z każdego liścia. O Bożeno! Ależ ta kobieta ma parę w płucach :) Myślałam, że mi pękną bębenki w uszach. Nigdy jej takiej złej nie widziałam. I co? Czy nagle uznałam, że jest złą mamą? Czy jedna bura (zasłużona, ale okej, teraz takie czasy, że krzyczenie na dzieci jest bardzo passe), przekreśliła moje odczuwanie miłości do niej? A ile razy zaklęła nad tym talerzem, co to jej upadł na płytki, z tym misternie przygotowywanym obiadem dla mojego brata! Nieźle potrafi mięchem rzucić, nie powiem. Brzmi wtedy bardziej komicznie niż groźnie, ale sklecić wiązankę potrafi :) Ale czy to jest powód do uznawania ją za złą matkę? No helooooł! Bądźmy ludźmi! Moja mama była i jest po prostu dobrą mamą. Żadne dziecko nie wymaga od swoich rodziców, żeby byli idealni.

_dsc0183 _dsc0196

_dsc0202 _dsc0200 _dsc0216

Ja – mama

Teraz, kiedy to ja jestem mamą, czerpię garściami z tego, jak wyglądało moje dzieciństwo. Cofam się, przypominam sobie moje uczucia, analizuję mój dziecięcy tok myślenia, zastanawiam się jak określone wydarzenia wpłynęły na moje dorosłe życie. Mam świadomość błędów popełnionych przez moich rodziców. Staram się ich nie powielać i zauważyłam, że to, co mi nie pasowało najbardziej będąc dzieckiem, teraz jest w centrum uwagi i na tym właśnie skupiam się najbardziej. Przytulam Matiego kiedy tylko się da i powtarzam mu milion razy dziennie, że go kocham, uczę moje dziecko podążania za marzeniami i zwracam uwagę na jego talenty i zainteresowania po to, żeby nie zmarnować jakiś jego predyspozycji, które w przyszłości mogą stać się pasją. Z drugiej strony uczę go miłości do zwierząt, poszanowania innych ludzi od najmłodszych chwil, ale też asertywności, żeby nie dawał się wykorzystywać, tak jak to jego mamusia przez pół życia ;)

No właśnie. Gdzieś z tyłu głowy mam świadomość tego, że najwięcej uczę moje dziecko nie tym co do niego mówię, tylko tym jak sama się zachowuję. Tak jak moja mama, która szanowała każde żyjące stworzenie, która oddałaby ostatni grosz żebrakowi, uczyła mnie przez pokazywanie dobrego przykładu, tak teraz i ja staram się zachowywać tak, jakbym chciała, żeby zachowywało się moje dziecko. Oczywiście nie zawsze mi się to udaje (bo ten talerz co to na ziemię spada) i po chwili słyszę idealnie odwzorowaną kwiecistą wiązankę z ust mojego małego gumowego ucha. Ale to też daje przykład tego, jak bardzo dzieci nas naśladują. Chcąc nauczyć Matiego odpowiednich nawyków żywieniowych, sami zmieniliśmy dietę. Zabraniając mu jedzenia na kanapie (bo się kruszy), sami musieliśmy zrezygnować z pałaszowania paluszków przed telewizorem. Chcąc nauczyć Matiego picia wody, sami zaczęliśmy tę wodę pić (dzięki czemu spadło mi już 3 kg z wagi bo jak się okazuje, miałam blisko 5 kg nadbagażu wagowego właśnie przez zatrzymującą się wodę w organizmie). Z picia wody robimy wydarzenie. Wszystko robimy razem. Razem myjemy zęby, razem jemy śniadanka, razem chodzimy spać.

_dsc0178 _dsc0156 _dsc0151 _dsc0168 _dsc0175

Dobry przykład dobry nie tylko dla dziecka

Takie rytuały są naprawdę świetne w skutkach również dla nas. Zmiana nawyków żywieniowych, spadek na wadze a teraz uwaga, moje odkrycie: dzięki temu, że kładę się spać z Matim, nareszcie wieczór, stał się dla mnie momentem na relaks. Mati po kąpieli biegnie do półki, na której trzymamy balsam i krzyczy: „Smarujemy nogi!”, a później czytamy sobie książeczki. Mati uznał, że chce czytać swoją a ja swoją więc dla mnie rozwiązanie idealne :) Codziennie wieczorem mam czas na czytanie książek w łóżku, pachnąca, wybalsamowana… ach! Tego też uczę moje dziecko. Tego, na co nie zwracałam uwagi przez pierwszy rok, dwa. Uczę go relaksowania się, jasnego podziału dnia na pracę i odpoczynek. Zobacz jak wiele daje nam macierzyństwo! Zmieniamy się w takich ludzi, na których chcemy, żeby wyrosły nasze dzieci. To cudowne! A nawet jeśli po drodze się potykamy… nie martw się. Dzieci mają wybiórczą pamięć :) Zapamiętują raczej to co dobre :) Z resztą, obejrzyj poniższą infografikę przygotowaną przez Nestle. Zobacz jakie piękne wartości przekazane przez mamę wymieniają respondentki z całej Polski. Zobacz również jak dużo z tego, na co zwróciłam Ci w tekście uwagę (przytulanie, otwartość na ludzi, podążanie za marzeniami, zdrowy styl życia) pokrywa się z wynikami badań.

Z pokolenia na pokolenie stajemy się coraz bardziej świadomi, coraz więcej wiemy o życiu, coraz łatwiej jest nam rozpracować jego mechanizmy. Jakiś czas temu dostałam fantastycznego maila od 50-letniej Bożeny, która napisała, żeby pogratulować mi bloga. Powiedziała, że gdyby w jej czasach były takie blogi, wychowywanie dzieci byłoby dużo prostsze. Wysłała mi zdjęcie ze swoim mężem :) Nawet teraz, kiedy to piszę, mam wielki uśmiech przyklejony do twarzy. Coś pięknego! Uczmy nasze dzieci tych wzniosłych idei i tych przyziemnych spraw też, najlepiej pokazując im dobry przykład. I nie przejmujmy się potknięciami! Każdemu się zdarza. Najważniejsze, to pracować nad sobą i starać się być po prostu DOBRĄ MAMĄ.

_dsc0234 _dsc0231

 

 info-nestle

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3