Krótka (pouczająca) historia… moich rozstępów.

28 października 2015

Podczas ciąży najbardziej przeżywałam widmo rozstępów na moim brzuchu. Był tak ogromny, że ludzie widząc mnie na ulicy dzwonili do warszawskiego zoo z informacją, że ich słonica uciekła i gania po Targówku odstrojona w czerwone portki i tunikę, która wyglądała jak przymały podkoszulek. Czy miałam prawo bać się rozstępów? Nieeee, ani troszkę. 

Mam wielką ochotę na wklejenie tu mojego zdjęcia w tych czerwonych portkach. Mam takie jedno gustowne w moim outfit of the EVERYday bo w nic innego się nie wciskałam, ale boję się, że jak je wrzucę, po chwili internet zaleją memy z pół człowiekiem pół hipopotamem i moja „kariera” pójdzie w złym kierunku. Musisz sobie to wyobrazić. Nie jestem jeszcze na to gotowa, a skoro nie jestem gotowa to wyobraź sobie jak strasznie musiałam wyglądać. Dla zobrazowania tego co piszę podam Ci pewną liczbę. 30. Prawie 30 kg przytyłam w ciąży…

Odpowiedź na pytanie z tytułu byłaby w sumie prosta. Jeśli nie chcesz po ciąży oglądać swojego ciała poprzecinanego rozstępami wystarczy nie jeść na śniadanie obiad i kolację lodów z bitą śmietaną i ograniczyć zagryzanie ich herbatnikami w czekoladzie. Okeeeej, oczywiście, że tak. Ale są jeszcze takie historie jak puchnięcie z niewiadomych przyczyn i lekarze, którzy nie praktykują przepisywania tabletek odwadniających nawet w sytuacji, kiedy Twoja kostka staje się nagle wklęsła bo dookoła otacza ją balon, który kiedyś był stopą i łydką. Wyobrażasz sobie co się wtedy dzieje ze skórą? Ja sobie wyobrażałam i niesamowicie się bałam momentu, w którym na moim brzuchu pojawią się pierwsze bordowe pręgi.

Forum prawdę Ci powie. Albo i nie…

Czytałam o wielu naturalnych sposobach. Szczególnie kreatywne są kobiety z forów internetowych. Smarują się słoniną, która podobno ma naturalny kolagen w sobie. Super. Pewnie ma. Tylko czy to jest ten sam kolagen co nasz? No i podstawowe pytanie. Jak on przenika przez skórę? Myślę, że słonina może być fajna, szczególnie jeśli mąż lubi apetyczne zapachy w sypialni, ale raczej dzięki właściwościom natłuszczającym. Jeśli chcemy się natłuścić możemy się też smarować oliwą z oliwek, która wydaje mi się mniej brutalnym rozwiązaniem ale osobiście wolę jednak normalne kosmetyki.

Smarowałam brzuch i piersi regularnie dwa razy dziennie. I nie było przeproś. Wiedziałam co mi grozi. Właściwie to byłam przekonana, że lada dzień wszystko trzaśnie. Ale się smarowałam. Ten brzuch i te piersi. Zwróciłaś uwagę na to, że nie wspominam o udach? No właśnie… teraz puenta.

Albo moje geny działają wybiórczo albo…

Mój przeogromny brzuch i piersi, które mogłyby dublować te ze Słonecznego Patrolu, ale dyskwalifikowało je to, co znajdowało się pod nimi… no więc mój przeogromny brzuch i piersi przetrwały ciążę bez rozstępów! Coś tam się pojawiło na dole brzucha, ale to jest prawie niezauważalne… w porównaniu z tym co się wydarzyło na udach. Na udach mam góry i doliny. Kiedy zaczęły mi pękać byłam przerażona tym widokiem. Nadal nie wygląda to apetycznie. Trochę zbladły, trochę się przyzwyczaiłam. Da się żyć! Ale po co Ci to piszę?

Jestem przykładem na to, że z rozstępami można walczyć. Można im zapobiec. Potrzebne są do tego odpowiednie kosmetyki (może i słonina wystarczy, ale ja się pod tym nie podpisuję:)) i głowa. W moim przypadku głowy zabrakło i totalnie nie pomyślałam o tym, że uda też mogą się pokryć rozstępami. Nie smarowałam ich zupełnie. Piersi i brzuch są praktycznie nietknięte. Uda wyglądają jak reklama szatkownicy. Gdyby nie te uda mogłabym uznać, że to geny. No ale geny to geny. Dziwne byłoby gdyby zadziałały w jednym miejscu a w drugim zawiodły :) Dlatego dziewczyny, słonina krem w dłoń i smarowanko. Jestem przykładem na to, że można z tym walczyć. Idealnym przykładem ;)

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3