Ten jeden szczegół, o którym zapominają rodzice psuje dziecku każdy prezent!

14 grudnia 2016

Święta, święta, święta, prezenty, prezenty, prezenty. Rodzice, ciotki, babcie… wszyscy prześcigają się w wymyślaniu coraz to bardziej wyczesanych zabawek. Producenci prześcigają się więc w pimpowaniu zwykłych maskotek – żeby mówiły, zwykłych resoraków – żeby jeździły, zwykłych książeczek – żeby świeciły. Biegające szczeniaki, śpiewające pluszaki, zdalnie sterowane samochody. Wszystko coraz lepszej jakości, coraz bardziej udziwnione. I fajnie! Kiedyś tego nie było. Nie mam nic przeciwko interaktywnym zabawkom, dopóki nie zastępują kontaktu z drugim człowiekiem. No więc kupujemy ochoczo skrzętnie ofoliowane perełki, pakujemy w ozdobne papiery i z iskierkami w oczach obserwujemy dzieci rozpakowujące gifty od Mikołaja.

 

Zanim dziecko zdąży do końca zabawkę rozpakować, już mu mówimy co będzie mógł z tą zabawką zrobić. Jak naciśniesz synku ten guziczek, to zabawka zacznie się ruszać, a jak tamten, to będzie śpiewała, a jak ściśniesz nochala, to się zaświeci. No i ściska dziecko tego nochala i naciska guziki a zabawka obrażona. Nie działa! Chińska tandeta, azjatycki bubel, dziadostwo! Dziecko zawiedzione, bo dorośli powiedzieli, że będzie się działo i to i to i to, dorośli zawiedzeni bo naobiecywali gruszek na wierzbie… NIE DZIAŁA!

Chwyta jeden dorosły z drugim za opakowanie i czyta. Czyta po angielsku, czyta po chińsku, po arabsku. I nic. Aż tu nagle, jak wół, na samym przedzie, drukowanymi literami napis krzyczący do kupującego: ZABAWKA NIE ZAWIERA BATERII!!! Helooooł! Zaopatrzyłeś się dorosły jeden z drugim w paliwo dla zabawki? Jeszcze napędzanych pozytywnymi emocjami nie wymyślili. A nawet jeśli wymyślili, to w takiej patowej sytuacji pozytywnych emocji brak. I u dorosłego i u dziecka.

Co bardziej spostrzegawczy kupujący, zwracają uwagę na komunikat na opakowaniu i biorą pierwsze lepsze baterie piętrzące się przy kasach. Oby tańsze, bo już zabawka z tyloma fajerwerkami porządnie trzepie po kieszeni. I znów zonk! Bo jak bateria „no name” to się nikt o jej dobre „name” nie troszczy i bateria wystarcza na dwie rundy rozruchowe, zarąbistego zdalnie sterowanego samochodu, albo bajeczkę opowiedzianą przez bałwanka, która kończy się przerażającym spowolnionym głosem jakiejś mary z zaświatów. Jeśli już wydajesz trzycyfrową kwotę na zabawkę marzeń (swoich albo dziecka, whatever), dorzuć jeszcze kilka monet i dopnij temat do końca. Marki Duracell nie musze Ci chyba przedstawiać? Tak, tak,  to te kultowe baterie od różowych króliczków ;) Dla mnie niekwestionowany nr 1 wśród baterii.

Większość zabawek nie ma w zestawie baterii. Nic dziwnego. W końcu to spora oszczędność dla producentów. Ale skoro już kupujemy buty, to warto je zasznurować, żeby w pełni z nich skorzystać a jak kupujemy farby to dokupujemy do nich pędzelek. No chyba, że planujemy malować paluchami, ale może nie wchodźmy już w takie szczegóły :)

Zasada jest prosta. I żeby uniknąć rozczarowań przy otwieraniu świątecznych prezentów musimy o niej pamiętać tak jak o ulepieniu uszek do barszczu. Zaraz po włożeniu zabawki do koszyka pędzimy na stoisko z bateriami. I wybieramy takie, które nam posłużą. No chyba, że nowy samochód zalewamy starym olejem z frytek. Z tym handlować nie będę ;)

najwiekszy-blog-parentingowy-duracell3 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell2 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell5 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell7 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell6 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell8 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell9 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell16 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell10 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell17 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell15 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell12 najwiekszy-blog-parentingowy-duracell14

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3