Jak schudłam 5kg w jeden miesiąc?

14 kwietnia 2016

W sumie to schudłam więcej, ale z moich wyliczeń wynika, że średnio wychodzi 5 kg miesięcznie. W Święta troszkę sobie pozwoliłam i bardzo dotkliwie to odczułam, paradoksalnie nie na wadze, ale o tym za chwilę. Po kolei :) Obiecałam już milion razy, że rozpiszę punkt po punkcie, wszystkie zmiany, które wprowadziłam, żeby schudnąć. Nie będzie źle bo wprowadziłam właściwie tylko 3. Wystarczył tydzień… 7 dni, żebym poczuła ogromną poprawę samopoczucia, spadek wagi i … kolejny paradoks – przypływ energii :) Myślę, że tym wpisem obalę kilka stereotypów. A już na 100% zachęcę Cię do podjęcia wyzwania (które właściwie to wcale nie jest jakimś wielkim wyzwaniem… to tylko kwestia zmiany przyzwyczajeń). Już nie przeciągam. Już zaczynam, już, już :)

1. Zmiana diety – niestety. Im szybciej wbijesz sobie do głowy, że nie ma żadnej drogi na skróty tym lepiej dla Ciebie. Kolejną rzeczą, którą musisz sobie tym razem wybić z głowy jest to, że na diecie będziesz chodziła głodna :) Ja nie jestem w stanie przejeść tego, co Kamil mi w moim planie rozpisał. Przy niewielkim wysiłku na siłowni, który jest dla mnie raczej przyjemnością i oderwaniem się od rutyny dnia, ale o tym za chwilę, pochłaniam dziennie 1534 kalorie w 5 posiłkach dziennie. I wychodzi na to, że 5 posiłków jest ważniejsze od tego co zjesz! Serio! A kolejna sprawa… prawdopodobnie pochłaniasz złe białko i węglowodany w złych proporcjach. Większość z nas tak ma… jemy więcej chleba, ziemniaków, makaronu i … słodyczy niż białka czy to w postaci mięsa czy nabiału. Kamil rozpisał mi fantastyczną dietę. Już Ci o niej pisałam kiedyś. Mam w niej podane ilości białka, węglowodanów i tłuszczu, które mam spożyć w danym posiłku. Wszystkiego pilnuje aplikacja, którą mam wgraną na iPhone (moja to Fitatu).

Zmiana diety to podstawa. 80% sukcesu. Rozumiesz to? Twój pot na siłowni to tylko 20% tego co musisz zrobić. Najważniejsze to nauczyć się jeść… od nowa. Mi, w porzuceniu złych nawyków pomogło też smażenie na powietrzu w Philips Airfryer. O tym też już Ci pisałam kilkakrotnie, ale podobnie jak z samą zmianą diety muszę wspomnieć Ci o tym urządzeniu kolejny raz bo jest genialne! Airfryer w połączeniu z aplikacją Fitatu to mistrzostwo. Zanim coś zjesz, wrzucasz sobie to do aplikacji a ta wylicza Ci kaloryczność danej potrawy. Wiesz ile możesz dodać tłuszczu żeby zachować smak i nie przekroczyć ilości na dany posiłek. Philips Airfryer umożliwia Ci totalne zrezygnowanie z tłuszczu ale jak się okazuje, troszkę tego tłuszczyku jest wskazane. I to jest właśnie idealne. Możesz też użyć go do dressingu do sałaty a kotleta z piersi usmażyć sobie zupełnie bez (moim zdaniem lepsze rozwiązanie), ale zawsze masz tą możliwość. Podczas diety tradycyjne smażenie w tłuszczu odpada zupełnie. Nie ma takiej opcji. Ale jeśli nie chcemy rezygnować ze smaku smażonego jedzenia to to urządzenie jest doskonałą alternatywą. Dzięki temu, że smaży powietrzem, nie musimy używać tłuszczu, otrzymujemy smak tradycyjnie smażonej potrawy. Jedzenie jest chrupiące na zewnątrz, a miękkie w środku. Inaczej pozostaje Ci tylko gotowanie w wodzie, na parze… może pieczenie w piekarniku? Ale ja, wyliczając sobie odpowiednio kalorie w Fitatu potrafię sobie przygotować mielonego w panierce i zmieścić się w ryzach posiłku. A frytki z tym urządzeniem nagle przestają być wrogiem diety :) Bo w tych frytkach najgorszy był tłuszcz! Frytki smażone tradycyjnie mają 311 kcal na 100g. Wiesz ile ma ich ziemniak, który pokutuje za te nieszczęsne frytki? 76 kcal/100g! Z Airfryerem możesz więc sobie w trakcie diety pozwolić nawet na fryty (mają do 80% mniej tłuszczu niż usmażone w tradycyjnej frytkownicy, albo i wcale go nie mają bo robienia totalnie bez tłuszczu też próbowałam i śmiało nadają się na zamiennik frytek z fastfoodu), tylko pamiętaj o tym białku! To niesamowicie ważne, bo to właśnie białko buduje Twoje mięśnie! No właśnie… mięśnie…

2. Mięśnie, sport – tutaj najlepiej by było gdybym poprosiła mojego trenera o wypowiedź, ale najwyżej go poproszę żeby nam troszkę więcej opowiedział o tym jeśli będziesz zainteresowana. Skoro dieta to 80% sukcesu to po co nam sport? Ano po to, żeby przyspieszyć metabolizm np. mój, z racji nieregularnych posiłków, osiągnął stan depresji. Tyłam nie jedząc. Nieźle nie? Moje mięśnie zanikały a chęć podniesienia się rano z łóżka nie istniała. Maciek ściągał mnie za nogę i podawał mi dożylnie kawę. Dopiero wtedy zaczynałam funkcjonować, ale do tego też za chwilę wrócimy. Jeszcze o tych mięśniach. Ja ćwiczę na siłowni. 10 minut rozgrzewki na bieżni żeby rozruszać stare kości i godzinka na siłowni. Nie pocę się jakoś specjalnie. Jest bardzo przyjemnie. W zależności od dnia robimy sobie różne partie w 3-4 seriach po 20 powtórzeń. Zaczynaliśmy od 12 powtórzeń. To tak informacyjnie dla Ciebie. Ćwiczymy wszystkie mięśnie. Nie ma czegoś takiego jak chudnięcie w określonych miejscach. Chudniemy na całym ciele a nad mięśniami trzeba popracować wszystkimi. Im więcej tkanki mięśniowej tym więcej energii potrzebują a skąd ją biorą? Z tłuszczu ofc. :) Dlatego rozwijanie mięśni serio się przydaje! Organizm potrzebuje więcej paliwa bo ma większe „silniki” :) A my dzięki temu chudniemy w oczach. Po treningu siłowym chodzę sobie na bieżni. Od pół godziny do godziny. Po godzinie właściwie mogłabym już iść tak do rana, ale zamykają mi siłownię bo ćwiczę wieczorami :) A dlaczego ja idę a nie chodzę na bieżni? Bo utrzymuję tętno 137. To jest akurat tętno dobre dla mnie, do spalania tłuszczu. Gdybym miała wyższe (czyli biegłabym) trening na bieżni z redukcji zmieniłby się na… chyba wytrzymałościówkę (ale ja się aż tak nie znam w tej terminologii, mogę się mylić). Ważne, że trzeba pamiętać o tym tętnie i lepiej iść wolniej a dłużej. Nasze boczki i pupka nam za to podziękują.

3. Sen – zaskoczona? Ja byłam bardzo. I to chyba wymagało ode mnie największego poświęcenia. 8 godzin snu dziennie i koniec kropka! Przyznaję się, jem nieregularnie, ale mój sen to już nawet nieregularnym nie można nazwać… on raz jest, raz go nie ma. A właściwie to był. Bo wraz z pierwszym postawieniem nogi na siłowni nagle poczułam, że po powrocie najważniejsze jest cieplutkie łóżeczko a nie podbijanie internetu :) Dzięki temu, przestałam mieć problemy z porannym wstawaniem albo z opadaniem z sił w środku dnia. Zniknęły też moje bóle głowy, które prawdopodobnie były efektem leżenia w łóżku z komputerem w niewygodnej pozycji. Dobry sen jest niezbędny do utrzymania metabolizmu na normalnym poziomie. Różnica godziny snu jest odczuwalna podczas treningu a o tym jak szaleje organizm, kiedy nie wie, za jaki czas będzie mógł się zregenerować już nawet nie wspominam.

Z ŻYCIA WZIĘTE

Na koniec miał być jeszcze przykład, który powinien utwierdzić Cię w przekonaniu, że to co Ci napisałam rzeczywiście działa. Za mną kiepski miesiąc. Naprawdę kiepski. Zaczęło się niewinnie od gorszego stanu podczas „tych dni”. Gorszy stan w połączeniu z przesileniem wiosennym i pierwszą wizytą Matiego w przedszkolu (czytaj pierwszą chorobą po pierwszych 3 dniach przedszkola) przyczynił się do mojej OKROPNEJ CHOROBY, przez którą leżałam nieżywa w łóżku przez kilka dni. Moja dieta, treningi i regularny sen spakowały manatki i tyle widziałam towarzystwo. Zostałam sama… ja i moje zarazki, po których przyszły Święta i dietetyczna katastrofa – wyjazd do teściów. Tam nie ma Airfryera… z resztą teść na Airfryera nawet by nie spojrzał bo dla niego, dobre jedzenie oznacza tłuste jedzenie i nie ma innej możliwości. Zgadzam się. Tłuszcz jest nośnikiem smaku i nikt mu tego nie odbierze, ale jeśli do tego dorzucimy białe pieczywo i sałatkę warzywną to już amen w pacierzu. Aaaa no i jeszcze przecież ciasto… ciasto, na które w domu też sobie pozwalałam, robiąc wersję FIT w Airfryerze. Niestety babciny alfabet wydaje mi się, w pewnym momencie wyklucza istnienie liter F, I, T :) Ma być smacznie a nie jakoś… oszukańczo :)

Moralniak kosmiczny… załamka totalna. Ale po poświętnym ważeniu okazało się, że… Nie przytyłam. Waga stanęła mi w miejscu. Prawdopodobnie spadło mi trochę masy mięśniowej, ale z drugiej strony, nie miałam tej masy zbyt wiele jeszcze więc i spadać nie miało co. W miejsce masy pewnie wskoczyło trochę tłuszczyku, ale ogólnie obstawiam, że mój metabolizm walczył. Widziałam z resztą różnicę we wchodzeniu po schodach na 3 piętro, które pomimo wycieńczenia chorobą pokonywałam jak młoda sarenka (w drodze NA ŚWIĘTA) :)

Najgorsze było moje samopoczucie. Mój brzuch wyszedł bardziej niż Mikołajowi po mleku i ciasteczkach 6 grudnia. Po schodach (PO ŚWIĘTACH) schodziłam jak balon, a dopiero co luźne spodnie nagle zaczęły mnie ściskać w pasie. Bez przytycia! Rozumiesz co się ze mną stało? Tłuszcz w nadmiernych ilościach połączony z białą mąką zrobił swoje… Nigdy więcej nie chcę się tak czuć. NIGDY.

POWRÓT

Święta, święta i po świętach. Choroba i po chorobie. Od 2 tygodni znów jestem na właściwej ścieżce. Wrócić okazuje się, że było baaaardzo prosto. Wystarczyło podnieść zadek z kanapy i ruszyć na siłownię a wszystkie zapasy (słoiki) zwiezione od teściów do domu, oddać mężowi i dziecku :) Chociaż mąż też biedny cierpi i sam chce już wracać do towarzyszenia mi w moim FIT LIFE. Podłapał to skubaniec! Wie, że nie wolno ciasteczek i cukiereczków, sam mówi, że po tłustym czuje się ospały i ociężały, świadomie podjada mi moje cuda z AirFryera i szykuje się sam do Kamila. Podobno do lata ma być z niego ciasteczko… (dla mnie to on jest ciasteczko, aaaale kaloryferem na brzuszku nie pogardzę) ;)

Mam dla Ciebie jeszcze prezent. Odchudzające źródło dobrego białka, błonnika i… spalacza tłuszczu w postaci ostrych papryczek chilli. Co to takiego? #omnomnom #palcelizać

Tajskie kotleciki rybne z sosem salsa z mango 

Składniki:

  • 1 dojrzałe mango
  • 1½ łyżeczki czerwonej pasty chili
  • 3 łyżki świeżej kolendry lub natki pietruszki
  • sok i skórka z 1 limonki
  • 500 g filetów z białej ryby
  • 1 jajko
  • 1 drobno posiekana cebula dymka
  • 50 g wiórków kokosowych

Utrzyj rybę na purée, a następnie wymieszaj z 1 jajkiem, 1 łyżeczką soli oraz pozostałą częścią skórki z limonki, czerwonej pasty chili (ja używam pasty Harisa – ostra jak żyletki) :) i soku z limonki. Wymieszaj z kolendrą, cebulą dymką i dwiema łyżkami wiórków kokosowych.

Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9828-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9833-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9834-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9839-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9848-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9851-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9857-2

Umieść pozostałe wiórki kokosowe na głębokim talerzu. Z masy rybnej uformuj okrągłe kotleciki i obtocz wiórkami kokosowymi. Spłacz je i umieść w koszu Airfryera nagrzanego do 180°C. Smaż kotleciki przez 7 minut aż uzyskają złocisty kolor. Oczywiście możesz to zrobić na patelni, na pewno będą smaczne, ale za kaloryczność nie biorę odpowiedzialności ;)

Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9865-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9858-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9880-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9881-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9882-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9873-2

Podawaj ciasteczka rybne z sosem salsa z mango. Sos zrobisz krojąc mango w kostkę, zalewając je sokiem z połowy limonki i mieszając z łyżeczką Harisy albo pasty z papryczek chilli. Dorzuć też świeżą kolendrę dla aromatu <3

Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9894-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9899-2

Smacznego! :*

Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9903-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9900-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9908 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9910-2 Bakusiowo Airfryer Jak Schudnac Do Wiosny-9922-2Przepis na Tajskie kotleciki pochodzi z książki kucharskiej dołączonej do urządzenia Philips Airfryer. Więcej szczegółów o urządzeniu znajdziesz tutaj a kupisz je w Media Expert.

skomentuj wpis


Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3