Fakty i mity o kosmetykach dziecięcych.

27 grudnia 2016

Dzisiejszy wpis powinnam zacząć od owacji na stojąco. Dla nas wszystkich. Bo na przestrzeni ostatniej dekady, nasza wiedza na temat tego co kupujemy urosła z poziomu zero do poziomu „o ja cie!”. Szczególnie w kwestii produktów spożywczych. Obstawiam, że tak samo jak ja, podczas zakupów, przepadasz między sklepowymi półkami na długie godziny i szczegółowo studiujesz etykiety produktów :)

Ja, swój przyspieszony kurs technologii żywienia, odbyłam w mojej pierwszej (i ostatniej) korpo-pracy w firmie spożywczej. Bardzo szybko nauczyłam się co jest w na naszym talerzu dobre, co złe, a co czasem po prostu straszy dziwną nazwą a wcale nas przerażać nie powinno. Np. pektyny w dżemach. No przecież czymś trzeba taki dżem zżelować tak? Nie ma różnicy czy wrzucimy do świeżych owoców „żelfix” z półki, czy kupimy dżem zagęszczony pektynami. To tylko tak strasznie brzmi :) No, ale dżemy to tylko przedwstęp do naszego dzisiejszego tematu…

Co mają dżemy do pielęgnacji skóry dziecka? Ano kiedyś te dżemy straszyły ludzi tak samo jak teraz kosmetyki. Owszem, produkty się zmieniły, im bardziej świadomy konsument, tym wyższe wymagania. Ale też świadomość tego, że za dobry produkt, trzeba więcej zapłacić. Proste. Nasze obeznanie w etykietach produktów spożywczych umożliwiło producentom podniesienie jakości swoich produktów, bo nareszcie ludzie zaczęli się kierować nie ceną, a jakością produktu.

Niestety w branży kosmetycznej nie jest tak kolorowo. Etykiety produktów są dla nas tak skomplikowane, że nie jesteśmy w stanie połapać się w nich tak biegle jak w etykietach produktów spożywczych. Kiedy usłyszymy coś złego o jakimś produkcie (lub danym składniku) demonizujemy rzeczywistość ze strachu o nasze zdrowie. I spoko! Mamy prawo się bać. Sama momentami już głupieję od tych wszystkich obco brzmiących nazw i terminów. A to parabeny, a to konserwanty, a to parafina. Jeżeli nawet w kwestii produktów spożywczych, jestem w stanie sobie „doczytać”, tak skład chemiczny kosmetyków już nie jest tak prostym i powszechnie „rozpracowanym” tematem. Przy okazji współpracy z marką JOHNSON’S poprosiłam o wyjaśnienie kilku kwestii. Tak, żebyśmy wybierając produkty na półkach czuły się choć odrobinę lepiej.

Spotkałam się z Agnieszką Machnio – wieloletnim ekspertem marki JOHNSON’S, którą poprosiłam o wyjaśnienie kilku nurtujących mnie zagadnień dotyczących kosmetyków dziecięcych. Część z odpowiedzi mam w formie filmu, ponieważ uznałyśmy z Agnieszką, że pewne kwestie trzeba pokazać. Słowa nie wystarczą :) Myślę, że ten wpis pomoże Ci rozwiać chociaż część wątpliwości podczas wybierania kosmetyków dla Twoich dzieci. Poniżej lista 9-ciu pytań, na które odpowiedziała mi (niezwykle wyczerpująco) Agnieszka Machnio:

Czym są SLS-y i czy powinnam się ich bać?

Agnieszka Machnio:

MIT: SLSy podrażniaj skórę i są rakotwórcze. Główne obawy są związane z nieporozumieniami w kwestii możliwości podrażnień i doniesieniami w mediach społecznościowych w sprawie raka. 

FAKT: Nie musisz się ich bać. Zaraz Ci wszystko wytłumaczę. Ta nazwa pochodzi od łacińskiego skrótu laurylosiarczanu sodu (INCI: sodium lauryl sulfate — SLS). SLSy nazywa się też surfaktantami. To środki powierzchniowo-czynne,  których cząsteczki mają bardzo specyficzną budowę. Składają się z części hydrofilowej („lubiącej” składniki rozpuszczalne w wodzie) i hydrofobowej („lubiącej” składniki tłuszczowe).

Surfaktanty w roztworach wodnych tworzą charakterystyczne kuliste formy zwane micelami, których łagodność jest związane z ich wielkością. Inne surfaktanty dobiera się do produktów gospodarstwa domowego (np. płyny do naczyń) inne do pielęgnacji niemowląt czy do płynów do demakijażu oczu.  Kosmetyki do mycia zawierają zazwyczaj kilka równych rodzajów surfaktantów.

Przykład sufraktantów stosowanych powszechnie w kosmetykach myjących:

  • Sodium Lauryl Sulfate ( laurylosiarczan sodu) (SLS) SLS i SLES mają bardzo dobre działanie myjące i pianotwórcze, dlatego tak szeroko wykorzystywane są w preparatach higienicznych. Jeden z najpopularniejszych, używany powszechnie w produktach do mycia jak szampony czy żele pod prysznic ale również np. w pastach do zębów. Może wykazywać efekt drażniący przy niewłaściwych proporcjach w produkcie.
  • Coco-Glucoside   
  • Cocamidopropyl Betaine

Wprawdzie przedłużony kontakt z wysokim stężeniem może spowodować podrażnienie, nie zauważa się go przy niskich stężeniach SLS-u używanych w kosmetykach i produktach do pielęgnacji osobistej, takich jak środki do spłukiwania. W poprawnej recepturze anionowy surfaktant tworzy stabilny kompleks z innymi surfaktantami, przez co jego rozmiar zwiększa się, a możliwość interakcji ze skórą maleje w jeszcze większym stopniu. W odróżnieniu od SLS-u takie kompleksy surfaktantów są znane jako bardzo łagodne dla skóry i włosów. Okazuje się, że większość informacji medialnych na temat podrażnień pochodzi od konkurujących producentów alternatywnych kosmetyków.

W internecie pojawiły się nieprawdziwe i wprowadzające w błąd informacje o tym, że stosowanie SLS-u w produktach konsumenckich jest niebezpieczne, łącznie ze stwierdzeniami o istnieniu związków między stosowaniem SLS-u w produktach konsumenckich a rakiem. Te doniesienia są sprzeczne z wynikami licznych ocen tego składnika przeprowadzonych przez podmioty przemysłowe i rządowe. Urząd Bezpieczeństwa i Higieny Pracy (OSHA), Narodowy Program Toksykologiczny (NTP) i Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) uznały zgodnie SLS za związek nieposiadający właściwości rakotwórczych. Po zbadaniu sprawy potwierdzono, że oryginalny e-mail z 1998 r. był mistyfikacją.

Czym są parabeny? Czy są szkodliwe?

Agnieszka Machnio:

MIT: Parabeny zapychają skorę i są rakotwórcze.

FAKT: Parabeny to jedne z najrzadziej uczulających konserwantów. To substancje konserwujące, naturalnie występujące w owocach i warzywach. Są jak dotąd najszerzej przebadanymi i ocenionymi  substancjami  konserwującymi  stosowanymi w kosmetykach, są bardzo dobrze tolerowane przez skórę. . Produkty JOHNSON’S® dostępne zarówno w Polsce, jak i w Europie nie zawierają parabenów. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych konsumentów, do końca 2015 roku zobowiązaliśmy się wyeliminować parabeny ze wszystkich naszych produktów dla dzieci dostępnych na całym świecie. Podkreślam jednak, że nie było to podyktowane szkodliwością tych składników a wolą konsumentów, którzy parabenów po prostu się bali…

Czym się różni mydło dla dzieci od mydła dla dorosłych?

Jak twarda woda wpływa na skórę?

Czy emolienty nie pozwalają skórze oddychać?

Agnieszka Machnio:

MIT: Parafina zapycha i nie pozwala skórze oddychać. Mit o strasznych skutkach stosowania kosmetyków które „nie pozwalają skórze oddychać” jest jednym z moich ulubionych mitów kosmetycznych. Fascynujące jest jego stabilne utrzymywanie się przez dziesięciolecia (a może dłużej?) w świadomości konsumentów, podczas gdy do jego obalenia wystarczy lektura podręcznika biologii na poziomie podstawowym a współcześnie np. szybki rzut oka do Wikipedii.

FAKT: Oddychanie zewnętrzne u człowieka i innych ssaków polega na pobieraniu powietrza do płuc (przez drogi oddechowe a nie przez skórę) wymianie gazowej zachodzącej w pęcherzykach płucnych, transporcie tlenu i dwutlenku węgla przez krew i dyfuzji pomiędzy krwią a komórkami organizmu. Wymiana gazowa przez skórę może dominować natomiast np. u płazów zamieszkujących środowisko wodne. Drugie znaczenie terminu „oddychanie” to oddychanie komórkowe, czyli proces utleniania związany z wytwarzaniem energii (metabolizm komórkowy). Emolienty, zarówno te pozostające na powierzchni skóry jak i te wnikające w struktury warstwy rogowej naskórka nie wpływają ani na oddychanie zewnętrzne ani na oddychanie komórkowe. Olej parafinowy czyli inaczej Paraffinum Liquidum jest składnikiem o długiej historii bezpiecznego użycia w różnych produktach – lekach, kosmetykach i żywności. Czasami mówiąc o „oddychaniu” skóry rozmówca ma na myśli, nieprawidłowo, transport wody przez barierę warstwy rogowej (TEWL, transepidermalna utrata wody), całkowite zahamowanie TEWL to tzw. okluzja ciągła, niekorzystna dla skóry o ile utrzymuje się przez dłuższy czas. Oleje mineralne mają właściwości okluzyjne zbliżone a często znacznie słabsze od olejów (maseł, tłuszczów) roślinnych (wszystko zależy od składu). Parafina stała ma silne właściwości okluzyjne. O działaniu okluzyjnym kosmetyku decyduje skład całości kosmetyku i sposób aplikacji. Żeby utworzyć ciągłą, nieprzepuszczającą wody warstwę okluzyjną, trzeba zaaplikować grubą warstwę stałego lub półstałego kosmetyku.

Czy parafina uczula?

Agnieszka Machnio: 

MIT: Parafina uczula

FAKT: Parafina to naturalny emolient, posiada unikalne własciwości:

  • Jest bezwonna, bezbarwna, stabilna chemicznie, nie podlega procesom psucia ( jełczenia), jest całkowicie filologicznie obojętna dla naszego organizmu.
  • Jest doskonałym emolientem i bazą dla wielu produktów kosmetycznych w tym tych przygotowanych specjalnie dla osób ze skóra chora i alergiczną.
  • Nie uczula i nie podrażnia skóry, nie zatyka jej porów co zostało potwierdzone w badaniach naukowych.

Oleje mineralne i stałe parafiny są mieszaninami węglowodorów stosowanymi od lat w farmacji i kosmetologii. Działają emoliencyjnie (natłuszczają, zmiękczają, pośredni o nawilżają skórę), pozostają na powierzchni skóry, niektóre mogą częściowo wnikać w powierzchniowe obszary warstwy rogowej naskórka, nie penetrując do żywych obszarów skóry. Dzięki takiemu obszarowi działania, zapewniają np. szybkie nawilżenie w przypadku skóry suchej, co sprzyja m.in. naturalnej regeneracji uszkodzonej bariery naskórkowej (tak działają wszystkie emolienty i substancje nawilżające, syntetyczne i naturalne). Jeśli substancja stosowana zewnętrznie nie ma zdolności penetrowania przez warstwę rogową naskórka i nie może w związku z tym dotrzeć do żywych komórek, nie drażni i nie alergizuje.

Związki z tej grupy charakteryzujące się wysoką temperaturą topnienia (stałe w temperaturze pokojowej) zastosowane w dużej ilości mogą w istocie gromadzić się w ujściach mieszków włosowych  („zatykać pory”) ale po pierwsze: podobne działanie mogą wykazywać również surowce o innych strukturach, w tym surowce pochodzenia naturalnego (wosk pszczeli, oleje roślinne), po drugie: współcześnie nie wprowadza się wysokich stężeń związków potencjalnie komedogennych do kosmetyków do cer skłonnych do zaskórników, po trzecie: ewentualne działanie komedogenne nie ma związku z „wymianą gazową i metaboliczną” w skórze. Trudno jest również mówić o „inicjowaniu tworzenia zaskórników” czy „wywoływaniu trądziku” przez jakikolwiek współczesny surowiec kosmetyczny, substancja inicjująca tworzenie zaskórników w przypadku zdrowej skóry nie może być dopuszczona do stosowania w kosmetykach. Po czwarte: problem działania komedogennego kosmetyków dotyczy tzw.  „cer młodych” a nie skóry niemowlęcia. Po piąte: pisząc i mówiąc o oliwkach dla niemowląt nie mówimy o parafinach stałych tylko o oleju mineralnym.

Oleje mineralne i parafiny są jedną z najstabilniejszych (poza polidimetylosiloksanami czyli „silikonami”)  grup surowców kosmetycznych. Nie ulegają rozkładowi pod wpływem promieniowania UV czy czynników utleniających, dzięki czemu nie powstają z nich substancje o potencjalnym działaniu drażniącym – ryzyko takie istnieje za to np. w przypadku niektórych olejów (maseł, tłuszczów) roślinnych. Dzięki temu świetnie nadają się do pielęgnacji skóry dzieci i niemowląt, jest mniej sytuacji w których kosmetyk oparty na oleju mineralnym, mógłby potencjalnie stanowić zagrożenie. Dzięki stabilności nie jest również możliwe „przyspieszanie starzenia się skóry” przez oleje mineralne.

OK. Agnieszko, czym w takim razie myć noworodka? W jaki sposób zadbać o jego delikatną skórę?

Limit podchwytliwych pytań wyczerpany. Jak dla mnie oczywiście! :) Dziewczyny, jeśli macie jakieś pytania, to jest ten moment. Agnieszka z chęcią odpowie na wszystkie Wasze wątpliwości :) Widzimy się na FB <3

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3