female-865073_1920

Dlaczego nie zostałam dziennikarką? Info stulecia na końcu.

4 października 2015

Nazywam się Malwina, mam 28 lat. W 2011 roku ukończyłam Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na UW. W czasie studiów miałam okazję odbyć kilka praktyk i w mediach i w agencjach PR. Spróbowałam i tego i tego. I to i to mi nie do końca mi smakowało więc uznałam, że pójdę za tym co smakowało mi najbardziej i … zostałam barmanką. Tak. Nie wiedzieć czemu, w czasach studiów zdecydowanie odnajdowałam się w tym zawodzie. Teraz też bym z chęcią zebrała owacje za pięciowarstwowego, płonącego drinka, ale owacjami dziecka nie nakarmię a wysokość napiwków jest odwrotnie proporcjonalna do wieku i wagi a ja niestety jestem już i stara i gruba. 

Biznesy „przy wódce” (za którą osobiście nie przepadam bo kiedyś przytrułam się sokiem, którym tę wódkę popijałam) przeniosłam następnie na rynek międzynarodowy i zajęłam się sprzedawaniem makaronu np. Chińczykom. Zwiedziłam pół świata. Zjadłam pół tony makaronu. Fajnie było… ale mi się znudziło. Kobieta zmienną jest. Nieee no dobrze wiesz co się wydarzyło. Miłość, fajerwerki, ślub i ciąża. Powinnam tu teraz napisać, że „dziecko przewróciło moje życie do góry nogami”, ale mam odruch wymiotny kiedy na setnym blogu, setny raz widzę to sformułowanie. Powiedz mi… Jesteś w stanie sobie wyobrazić przewracanie się życia do góry nogami? Kiedyś może tak, ale teraz podejrzewam, że już nie. To jest już tak oklepane, tak wyświechtane, że nie wzbudzi żadnych emocji w czytelniku. Zabierze tylko jego cenny czas.

Cenny czas i lead

No właśnie. Ten cenny czas czytelnika. To świadome używanie języka polskiego, świadome stosowanie określonych zasad i jeszcze bardziej świadome ich łamanie. Ilu blogerów zastanawia się nad jakością swojego tekstu właśnie z szacunku do czytelnika? Tu nie chodzi o manipulację. Tu chodzi o to, że jeśli uważamy, że mamy coś do przekazania czytelnikowi i „zaczepiamy” go naszym postem na FB, prosimy o kliknięcie, wejście do nas, nie róbmy sobie z niego jaj i traktujmy go poważnie. Wpis „5 sposobów na…” nie jest niczym złym. Zamiast ciurkiem pisać tekst, porządkujemy go w punkty, śródtytuły, dodajemy lead.

No właśnie 2. A ilu blogerów wie czym jest lead? Zadałam to pytanie ostatnio moim „warsztatowiczkom” na BLOG FEST. Większość nie wiedziała. Okej, ale one dopiero zaczynają przygodę z blogowaniem. One przyszły się właśnie czegoś nauczyć. Na Blog Forum Gdańsk też pojechałam się czegoś nauczyć. Uczymy się cały czas niezależnie od stopnia rozwoju bloga. Niestety panel, z którego my – blogerzy mogliśmy wynieść niesamowicie dużo, przez kilka nieprzemyślanych tekstów jednego z panelistów wywołał burzę na widowni. Rozpoczął się targ. Dosłownie targ. Ani jedna ani druga strona moim zdaniem nie wypadła dobrze. Pogarda dla blogerów vs pogarda dla dziennikarzy. I tak w koło Macieju.

Nie rozumiem. Nic nie rozumiem. Nikogo.

Nie rozumiem obaw dziennikarzy, nie rozumiem też rozbudowanego ego blogerów. Blogerzy powinni się od dziennikarzy uczyć! Na każdym kroku! Dziennikarze natomiast powinni pamiętać, że bloger nie oznacza dla nich śmierci. Bloger zaczyna trochę od końca. Zaczyna od felietonu, który dla dziennikarza jest zwieńczeniem jego pracy. Jest tylko garstka blogerów, którzy zajmują się newsami. My to wszystko komentujemy. W charakterystyczny dla nas, emocjonalny i subiektywny sposób. My komentujemy te informacje, które dziennikarz zdobywa. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy w pojedynkę kiedykolwiek byli w stanie zastąpić całe redakcje. Nie ma. Nikt nikomu chleba nie zabiera. Określone zawody pojawiają się w następstwie potrzeb podyktowanych przez rynek i możliwości zapewnionych przez technikę. Tyle. Nie ma co tu przeżywać. Zamiast przeżywać idźmy dalej. Z resztą… i tak wszyscy zmierzamy do social mediów. Nie ważne czy tworzymy na wordpressie czy pod naczelnym.

No więc dlaczego ja tą dziennikarką w końcu nie zostałam? Ano przez przymus pozostawania pod zwierzchnictwem redaktora naczelnego. I nie chodzi o to, że redaktor naczelny to zło. Chodzi o to, że nie zawsze trafia Ci się taki, od którego możesz się czegoś nauczyć. Gdybym do takiego trafiła… może i coś by z tego wyszło :) Nie zostałam dziennikarką przez przymus zajmowania się tematami, które mi nie leżały. Przez ograniczenia. Nie można wyrażać w tekście emocji. Nie można pokazywać w nich siebie. Noooo chyba, że jesteś felietonistą, ale to raczej na początku kariery się nie zdarza. Ewentualnie jeśli masz znajomości. Ja ich nie miałam i nie chciałam mieć. Bo już na studiach, kontakty ze znajomymi opierały się na tym kto komu co będzie w stanie załatwić. Nie czułam tego świata a o istnieniu blogów nie miałam pojęcia. Więc uciekłam w … alkohol :) Ten zza baru dla jasności.

Wspólny mianownik

Jest jeden bardzo częsty i bardzo smutny ale i bardzo wspólny mianownik blogera i dziennikarza. Ja go nazywam „hienizmem”. Tak jak niektórzy blogerzy prześcigają się momentami w komentowaniu topowych tematów, albo podklejaniu się pod te, które zatrybiły u innych, w pisanie tekstów tylko dla statystyk nie zważając na konsekwencje, tak samo robią niektórzy dziennikarze. I ja padłam niedawno ofiarą takiego właśnie dziennikarza – hieny. Ale o tym opowiem Ci kiedy indziej.

Nie zostałam dziennikarką, co nie oznacza, że nie doceniam pracy dziennikarzy, że uważam, że zniszczy ich internet. Prasę miała zniszczyć telewizja i radio i jakoś się ta prasa nam trzyma. Owszem, nie ma już tylu wakatów bo i podaż mniejsza, ale dla tych najbardziej wytrwałych zawsze znajdzie się miejsce, reszta się dostosuje… będzie pisać książki albo założy blogi ;)

female-865110_1920

To czy Twój pieniądz śmierdzi zależy od Ciebie

W blogosferze tak jak i w mediach, tylko Ci topowi zarabiają duże pieniądze, ale miejsce znajdzie się dla wszystkich. Różnica pomiędzy nami jest taka, że dziennikarze nie wstydzą się pobierać za swoją pracę wynagrodzenia, a wielu blogerów owszem. Bo reklama jest fuj. No jak nie masz ducha marketingowca to oczywiście, że jest fuj. Chociaż moim zdaniem umiejętność opowiedzenia historii o produkcie czy usłudze tak, żeby tym samym tekstem „dać coś” czytelnikowi to raczej powód do dumy a nie wstydu. To się nazywa kreatywność. Tym bardziej, jeśli to Ty decydujesz o tym co pokazujesz. Ja nie mam problemu z opowiadaniem o żelazku czy jakimkolwiek produkcie, którego używam. Rozmawiam o tym w realu, dlaczego miałabym nie opowiedzieć o tym na blogu? Jeśli miałby to być powód do wstydu, nie chcę myśleć o poziomie wstydu tysięcy pracowników agencji kreatywnych/marketingowych/reklamowych. Oni nie mają wyboru. Opowiadają o tym produkcie, który wygra przetarg w ich firmie. Nie wiem… może jestem nienormalna. Dla mnie każda współpraca z marką to wielkie, pozytywne wyzwanie… ja to lubię. Nie czuję żebym oszukiwała czytelnika bo używam tajnej broni. Tajnej broni, którą stosuję od początku istnienia bloga. SZCZEROŚCI. Szczerości, na której buduję relację z moimi czytelnikami. Z czytelniczkami właściwie, ale to taki… nietypowy, techniczny wpis.

Do blogowania nie każdy się nadaje. Bo blogowanie to ekshibicjonizm. Kontrolowany owszem, ale nadal ekshibicjonizm. A nie każdy dziennikarz ma na to ochotę. Nie każdy to potrafi. Te zawody mają wiele wspólnego ale zawsze pozostaną dwoma kompletnie różnymi zawodami. My – blogerzy możemy korzystać z wiedzy, ze schematów wypracowanych przez dziennikarzy długimi latami doświadczenia. Dziennikarze, często zdezorientowani tym co się dzieje w internecie mogą się uczyć od nas. Od blogerów/youtuberów/social media ninja. Mi jest dobrze tu gdzie jestem. Tu się sprawdzam i tu zostaję. AMEN :)

Uwaga uwaga! News stulecia!

Mój tekst jest dwa razy dłuższy niż zwykle nie bez powodu. Mam dla Ciebie dwa ogłoszenia. Musiałam Cię wprowadzić :) Uwaga trzymaj się. ZAKŁADAM DRUGIEGO BLOGA. Domena już wykupiona, ale jeszcze Ci nie mogę powiedzieć pod jakim adresem, o czym, nothing serio. Zanim ruszy, trochę jeszcze czasu upłynie (jeszcze się pewnie rozmyślę z 10 razy) więc na razie to sekret, aleeeee…

Jeśli zapiszesz się na mój newsletter obiecuję Ci, że dowiesz się o wszystkim w pierwszej kolejności. Dowiesz się też o kilku innych projektach, które aktualnie prowadzę, a od czasu do czasu wyślę Ci kilka słów od siebie, takich, które zostaną tylko tam. Nie będzie spamu obiecuję. Zapisz się TUTAJ. To kolejny level naszego związku :) :*

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3

glowki1