Rodzice popełniają ten błąd co roku, pod koniec wakacji. Dzieci pokutują za niego przez kolejnych 10 miesięcy…

9 sierpnia 2017

Pamiętasz czasy, w których zbliżał się koniec wakacji, a Ty razem z mamą/tatą, jechałaś do „papierniczego” wybrać nowe zeszyty i przybory szkolne? Pamiętasz ten moment, w którym dobierałaś okładkę do danego przedmiotu uznając, że kotki to Ci się kojarzą z językiem polskim, pieski z przyrodą, a konie z matematyką (nie ogarniam mojego klucza do tej pory)?

Ja, od momentu, w którym miałam te wszystkie gadżety, nie mogłam się doczekać nowego roku szkolnego. Codziennie układałam je w inny sposób, według innego klucza. A to miało być ładnie, a to wygodnie, a to logicznie (nie wiem skąd znałam to słowo, ale na pewno nie wiedziałam co to znaczy). Przeglądałam podręczniki, ustalałam jaki kolor będzie przewodni dla danego przedmiotu w tym roku (zaskoczona musiała być Pani od biologii, która pewnie w każdym dziewczęcym zeszycie widziała na zielono) :)

Nie byłam kujonem. Ale do szkoły uwielbiałam chodzić (we wrześniu… bo później już mi przechodziło). Z wiekiem, euforia przechodziła i do ostatniej klasy liceum, używałam już zamiast zeszytów, kartek pożyczanych od pilniejszych dziewczyn, a niektóre podręczniki odsprzedawałam w stanie nienaruszonym… np. podręcznik do niemieckiego, którego nie kumam do tej pory :)

Ale wróćmy do tych przyborów szkolnych i plecaków, bo niezależnie od tego jak zmieniły się czasy, rodzice nadal popełniają jeden i ten sam błąd co roku, nie mając świadomości tego, że jego skutek może się ciągnąć za dzieckiem nie tylko do końca roku szkolnego, ale i przez całe życie, tak jak to jest np. w moim przypadku. Wiesz na czym błąd moich rodziców polegał? Na tym, że mi po prostu ulegali i kupowali to co mi się podobało, zamiast powiedzieć w tym wypadku kilka stanowczych „NIE”.

Mam krzywy kręgosłup i zwyrodnienie kręgu szyjnego. Skrzywienie zaczęło pojawiać się właśnie w czasach szkolnych. Diagnoza lekarza? Nieodpowiedni, przeładowany plecak (przy okazji, brawa dla wynalazców zeszytów w twardych okładkach), niewygodne krzesło niedostosowane do biurka (siedziałam przez wiele lat, na zwykłym krześle od stołu obiadowego) i złe oświetlenie na biurku, które było wynikiem i nieodpowiedniego ustawienia biurka względem okna i bezsensownej lampki.

Oto kilka zasad, którymi powinnaś kierować się, urządzając dziecku (nawet temu najmłodszemu, które nie będzie spędzało godzin na odrabianiu lekcji, a na samej zabawie w kredki i kolorowanki):

  1. Biurko najlepiej jest ustawić pod oknem, żeby dziecko mogło pracować przy świetle dziennym jak najdłużej.
  2. To, gdzie stanie lampka na biurku zależy od tego, którą ręką pisze dziecko. Jeśli jest praworęczne, powinna stać po lewej stronie i świecić światłem o kolorystyce zbliżonej do światła dziennego, dzięki czemu nie będzie męczyła oczu i przekłamywała kolorów. Pamiętaj też o tym, żeby miała możliwość regulacji kąta padania światła.
  3. Krzesło (czyli w moim przypadku prywatny, cichy zabójca dla kręgosłupa) powinno mieć możliwość regulacji oparcia i podparcie na dolną część kręgosłupa. Regulowana wysokość będzie tu kluczowa (dziecko rośnie), ponieważ zawsze, ale to zawsze, powinniśmy ustawiać je tak, żeby stopy dziecka stały płasko na podłodze, a biodra i kolana były zgięte pod kątem prostym.
  4. Jeśli na tym samym biurku stoi komputer (czego nie polecam, bo dziad rozprasza i promieniuje), upewnij się, że odległość oczu od monitora to minimum 50 – 70 cm, miejsca na myszkę jest tyle, że na stole leży swobodnie nadgarstek, ale przede wszystkim, biurko jest na tyle duże, żeby pomieścić na nim też stertę książek, zeszytów i dużych bloków do rysowania w najmłodszych latach. Ale o komputerze to może kiedy indziej… bo to już temat na oddzielny wpis.

No dobra. Temat ergonomii miejsca pracy młodego (i starszego, bo sama też powinnaś stosować się do tych zasad np. w pracy) ucznia mamy już za sobą. Ale nie mówiliśmy jeszcze o plecaku! A to bestia zdradziecka jest, bo pamiętam, że w moich czasach panowała moda na takie wojskowe plecaki „kostki” wśród chłopców, które z ergonomią nie miały nic wspólnego, natomiast ja nosiłam przez długi czas plecak skórzany, a właściwie to pseudo skórzany, bardziej gumowy, którego szelki wyciągały się jak guma z majtek mojej babci, no i obowiązkowo zwisał całym ciężarem na jednym ramieniu. O zgrozoooo!!! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że jak będę nosiła plecak na dwóch ramionach, to też znajdę sobie męża, a za równowartość wizyt u ortopedy wyjadę sobie z nim na wakacje „na ola”!

Oto kilka zasad, którymi powinnaś kierować się, wybierając z dzieckiem plecak:

  1. Plecy powinny być usztywnione, najlepiej profilowane anatomicznie. I to nie tylko dla maluchów! W dzisiejszych czasach, nawet licealista znajdzie dla siebie i ładny i zdowy model.
  2. Kanały wentylacyjne to też nie jest przesada. To moim zdaniem dla takiego małego podróżnika, który codziennie dźwiga kilka dobrych kilogramów makulatury na plecach, bardzo ważna kwestia. My szukaliśmy z Maćkiem idealnego plecaka do sprzętu fotograficznego, przez kilka miesięcy! Bo wielu brakowało właśnie kanałów wentylacyjnych.
  3. Szelki powinny być miękkie, z możliwością regulacji. Mój stylowy ceratowo-skajowy plecak nawet regulacji nie miał! Jego producenta powinni rzucić lwom na pożarcie! Wisiało mi „to-to” coraz niżej pod tyłkiem, w miarę jak się te nieszczęsne szelki rozciągały. No, ale rodzice nie mieli nic do gadaaaaania! Wszystkie takie byłyśmy mądre i MODNE z dziewczynami!
  4. Spód plecaka powinien być obowiązkowo usztywniony i zmiękczony gąbką.

Są już plecaki, które mają nawet atest PZH! Warto się zorientować, czy to, co kupujesz swojemu dziecku, coś takiego posiada, bo to zawsze jakiś wyznacznik. O elementach odblaskowych, czy wyjściem na słuchawki, dla młodzieży, już nie będę pisała, bo bez tego kręgosłup dziecka wytrzyma. Nooo może na te odblaski bym zwróciła większą uwagę. Zawsze to bezpieczniej nie?

Partnerem dzisiejszego tekstu jest Empik, który w tym roku bardzo rozwinął swoją ofertę dla uczniów wypuszczając 3 świetne kolekcje, które zachwycą niejedno dziecko i jego rodzica. Na zdjęciach oglądasz przykładowe gadżety jednej z nich – mojej ulubionej, w piórka. Jest jeszcze typowo chłopięca kratka i typowo dziewczęce flamingi. Chociaż ja muszę przyznać, że moje serce jest z listkami. Plecaki w Empiku (jest ich wiele więcej, bo Empik ma w swojej ofercie również inne, czołowe marki) spełniają wszystkie wymienione powyżej standardy. Warto zajrzeć i tam, podczas poszukiwań.

Oprócz plecaków, chciałabym jednak zwrócić Ci uwagę na jeszcze jedną kwestię. Na ergonomię przyborów szkolnych, bo o tym często zapominamy, sugerując się wyglądem i… wyglądem.

Mam nadzieję, że czasy zmuszania dzieci leworęcznych do pisania prawą ręką bezpowrotnie już minęły. Nasz Mati na razie używa obu rączek i np. w momencie, w którym rysuje serce, robi to z każdej strony :) Obserwuję to z zaciekawieniem, ale ani razu nie kazałam mu przekładać kredki czy innego pisaka do prawej rączki „bo tak trzeba”. Empik wprowadził do swojej oferty bardzo fajne przybory szkolne, które są dostosowane do preferencji i lewo i praworęcznych. Są pióra kulkowe i wieczne ze strefą chwytu wyprofilowaną zgodnie z preferencjami dziecka. Są nożyczki dedykowane dla leworęcznych. Są trójkątne ołówki i kredki, które kształtują prawidłowy układ dłoni, czy posiadające wygodne gumowe uchwyty, które utrzymują rączkę w jednym miejscu. Warto zainteresować się nie tylko estetyką, ale i funkcjonalnością przyborów, które kupujemy naszemu dziecku.

Na zdjęciach możesz zobaczyć też, jak to nazywa mój Maciek „bajery”, takie jak kredki w kształcie literek, dla najmłodszych maluchów, kredki, które można później rozmazywać pędzelkiem z wodą i uzyskać efekt akwareli itd. itd. :) Koniecznie poczytaj o nich więcej TUTAJ, no i obejrzyj jakie cuda można wybrać z kolekcji własnych Empiku (trampki w tym samym wzorze w listki albo flamingi jak plecak skradły moje serce).

Ja Empik do tej pory kojarzyłam z książkami, płytami i opakowaniami do prezentów. A tu proszę. Idealne miejsce na skompletowanie wyprawki dla naszego ucznia. Pracownicy są specjalnie przeszkoleni w kierunku ergonomii plecaków i pisania, więc można śmiało prosić ich o poradę, mając pewność, że znają się na temacie. Nas czeka to dopiero za 3 lata, ale mam nadzieję, że wspólnie z Empikiem, udało nam się dostarczyć Ci najważniejszych informacji, które pozwolą w przyszłości uniknąć pokręconego kręgosłupa, takiego jak takiej jednej pokrzywionej Bakusiowej, co to siłę przekonywania rodziców miała taką, że zrobiła sobie sama kuku… do końca życia :)

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3