3 sposoby, którymi odmieniłam moje życie

23 marca 2016

Rok 2016 to pasmo zmian. Zmian na lepsze, czy tam #DobraZmiana jak to się teraz mówi. Jeśli sobie przeanalizujesz większość tekstów, które publikuję od listopada ubiegłego roku wyciągniesz bardzo pozytywny wniosek: Owszem, w życiu ciągle na coś czekamy, ciągle liczymy na to, że dopiero za zakrętem czeka na nas prawdziwe szczęście. Ale jeśli masz głowę na karku i nie oszukujesz samej siebie, jesteś w stanie krok po kroku zbliżać się do celu i osiągnąć TEN STAN. Ja mam łatwiej bo mam bloga i mogę się cofnąć, przypomnieć sobie swoje myśli sprzed miesiąca czy nawet roku. Ty musisz się posiłkować swoją pamięcią, ale tak samo jak ja, jesteś w stanie odpowiedzieć samej sobie, czy idziesz w dobrym kierunku.  

Mój problem polega od zawsze na pracoholizmie i perfekcjonizmie. Dwie cechy, ba! choroby, które skutecznie utrudniają mi osiągnięcie spokoju i prawdziwego szczęścia. Dlaczego? Dlatego, że pracoholicy swoją wartość określają nie przez to „kim są” a przez to „co i ile zrobią” a jeśli do tego dochodzi perfekcjonizm to już amen w pacierzu bo nie dość, że musisz zrobić dużo żeby poczuć się lepiej to jeszcze nie możesz sobie pozwolić na zrobienie czegoś byle jak. Musi być na 200%. Zrezygnowałam z pracy, przeprowadziłam się pod miasto, powoli uczę się delegować obowiązki (brzmi tak trochę apodyktycznie, ale myślę, że rozumiesz o co chodzi). Na właściwy tor naprowadziły mnie też rozmowy z Basią, która z powodzeniem mogłaby zostać psychoterapeutką, Aga natomiast dosłownie na kopach (przez telefon, ale czułam) wypchnęła mnie na siłownię i … no właśnie od siłowni zaczniemy.

1. Jestem FIT – Pod tymi trzema literkami kryje się cała przemiana mojego życia. I to nie jest jakieś wielce trudne. Od listopada już zaczęłam coś kombinować z bieganiem, zdrowszym jedzeniem, ale ciągle to nie było to. Prawdziwego kopa motywacyjnego dała mi dopiero siłownia i profesjonalnie rozpisana dieta. I teraz uwaga! Nie musisz chodzić na siłownię i korzystać z usług trenera. Ćwiczenia możesz wykonywać w domu. Mój trener Kamil (niech będzie, zdradzę Ci, to ten po prawej z TEGO zdjęcia) układa też plany treningowe online. Pogada z Tobą, dopasuje Ci plan na siłownię albo do domu. Z tego co wiem (ale musisz to potwierdzić) to taki plan kosztuje u niego 4 dyszki :)  Napisz do niego na maila dobrasylwetka@gmail.com Słuchaj dalej! Z dietą jest podobnie. Ja nie dostałam listy z konkretnymi daniami, przez które muszę spędzać pół dnia w garach. Dieta rozpisana przez Kamila to konkretne zestawienia produktów, a jak sobie je przyrządzisz, jak przyprawisz – Twój wybór. Dieta Kamila nauczyła mnie jeść 5 raz dziennie w odpowiednich proporcjach. Kalorie liczy za mnie darmowa aplikacja (którą też Kamil mi polecił). Jak do niego napiszesz, pewnie wszystko Ci powie. Dieta dostosowana do Ciebie i tego co chcesz ze sobą zrobić na 2 miesiące kosztuje 80 zł :) Kamila polecam, swój chłopak :D Efekty widać już po kilku dniach a w rzeczywistości chodzę najedzona. Ja jestem „na redukcji” a zjadam dziennie 1534 kcal. Tego się momentami nie da przejeść :) Pisz do Kamila tutaj.

Dzięki temu, że zaczęłam wreszcie regularnie jeść i ćwiczyć, nagle mój organizm zaczął działać bardziej przewidywalnie. Wieczorami jestem zmęczona więc nie siedzę przed komputerem po nocach (no oprócz mojego ostatniego zrywu do 6 rano, ale to wypadek przy pracy bo aktualnie jestem chora i naćpałam się Febrisanem, który zadziałał jak kawa). Dzięki temu nie zalegam z komputerem w łóżku co nie generuje moich (tajemniczych dotąd) bóli głowy. Pozytywnie się męczę na siłowni więc mój sen jest milion razy głębszy i zdrowszy. Wystarczył tydzień żebym poczuła zmianę. Tydzień! Rozumiesz to? Teraz „na dobicie” biorę sobie książkę do łóżka więc przy okazji zaliczam w końcu zaległe lektury, mam czas na modlitwę, przemyślenie miliona spraw bez rozpraszania myśli komputerem.

DSC_1303 DSC_1270 DSC_1259 clochee bakusiowo chwila dla mnie dwa 1 DSC_1308 DSC_1290 clochee bakusiowo chwila dla mnie dwa 2

2. Dbam o ciało – te ćwiczenia, ta dieta… to wszystko sprawiło, że bardziej świadomie podeszłam do kwestii dbania o siebie. Nie to, żebym była zaniedbana do tej pory, heloooł! ;) Ale wystarczyło zacząć się kłaść o przyzwoitej porze a nie zasypiać z komputerem ze stertą pootwieranych maili na głowie i nagle okazało się, że balsamowanie nóg jest rytuałem, który wprowadza mnie w ten magiczny stan relaksu wieczorem. No dobra, oprócz tego dostałam fantastyczne kosmetyki do przetestowania i zmusiły mnie też do tego, żeby się nad tą czynnością skupić. Od miesiąca używam bajecznego masła do ciała od Clochee (o tego dokładnie). Jest boskie. Jest inne niż wszystkie. Pachnie obłędnie, smaruje się obłędnie, muszę przyznać, że nigdy czegoś takiego nie używałam. To w 100% naturalny kosmetyk polskiej marki. Ja mam migdałowo-kwiatowe (to), ale jest jeszcze mango (tutaj). Na stronie produktu, na dole możesz kliknąć w każdy składnik i przeczytać po co on tam jest, jaką pełni funkcję. Coś fantastycznego. Tak powinny być opisywane wszystkie kosmetyki. Na Clochee są. No właśnie, bo od masła się zaczęło…

Zachęcona jakością masła postanowiłam dać szansę też kosmetykom do twarzy. Boję się tych wszystkich wynalazków bo moja cera jest szalona. Raz jest gładziutka jak pupka Pączka, innym razem wyglądam jak muchomor. Ale wszystko takie naturalne, takie ekskluzywne… raz kozie śmierć. Do twarzy używam 4 kosmetyków. A właściwie to używam już 3 bo skończył mi się tonik :( Zaskoczę Cię pewnie tym, czym zmywam teraz makijaż. Nie spodziewałam się, że coś takiego istnieje. To olejek do demakijażu (dokładnie ten). Kosmetyk roku 2015 według Elle. I według mnie też, tylko 2016 :) Poczytaj sobie skład tutaj. Nie będę się tu niepotrzebnie produkować. Po olejku pora na tonik (skład tutaj). Można jeszcze użyć płynu micelarnego (tutaj), ale ja uznałam, że tonik mi wystarczy. I teraz bomba, hit jeszcze lepszy niż olejek. Serum do twarzy. Nakładasz taką fajną pipetką i już podczas rozsmarowywania czujesz, jak Twoja skóra wchłania kosmetyk. Jest mięciutka po sekundzie. Mistrzostwo. Jakość tego kosmetyku czuć od razu.  Moje serum to (to) odżywczo-odmładzające ale jest jeszcze silnie nawilżające (tutaj). Pora na krem. Ja na razie używam (tego) nawilżająco-ujędrniającego na dzień i na noc, ale jest też specjalny na noc (tutaj).

Ostatnio sprawiłam sobie toaletkę z prawdziwego zdarzenia, pokażę Ci ją w kolejnym wpisie. Teraz siadam sobie wieczorkiem przed lustrem przy bladym świetle lampki i wklepuję moje kosmetyki niczym gwiazda filmu. Magia. Czasem aż nie wierzę, że tak bardzo mogło się odmienić moje życie i boję się, że pewnie jakaś tragedia wisi w powietrzu, ale zaraz piszę do mojej psychoterapetki Barbary i dostaję solidny opieprz, dzięki czemu mogę wracać do mojego coraz bardziej poukładanego życia :) No właśnie, poukładanego, pora teraz na ostatni punkt, który dopełnia przemianę wszystkiego.

Bakusiowo dla Clochee-0105 Bakusiowo dla Clochee-0088 Bakusiowo dla Clochee-0087 Bakusiowo dla Clochee-0082

Bakusiowo dla Clochee-0084 Bakusiowo dla Clochee-0095 Bakusiowo dla Clochee-0114 Bakusiowo dla Clochee-0112 Bakusiowo dla Clochee-0096

3. Walczę z chaosem – efektem tej walki był mój ostatni wpis. Wpis, w którym poinformowałam Cię, że mnie nie ma na blogu w takich ilościach w jakich byłam na nim wcześniej właśnie z powodu walki z chaosem. Moja lista zadań w pewnym momencie była tak długa, że nie wiedziałam za co się łapać. Wykańczanie domu, przeprowadzka, okres świąteczny a więc i wzmożona praca na blogu, od połowy stycznia doszła do tego siłownia i… klops. Nie miałam czasu NA NIC. Wszystko stanęło w miejscu a co najgorsze, im dłużej w miejscu stało tym więcej do zrobienia „od nowa”. Lista zadań walała się pozapisywana gdzieś na strzępach kartek zamiennie ze strzępami pamięci. Włączałam komputer i nie pamiętałam po co, przeskakiwałam z jednej strony na drugą, podobnie z telefonem. Tu gwiazdka, tam flaga, tu różowa karteczka, tam coś na gębę, tu zapamiętam SZAŁ! W pewnym momencie uznałam, że skoro już stanęłam pod ścianą i nie wiem gdzie się ruszyć, to dobrze będzie w końcu użyć tych wszystkich rzeczy, które kupowałam z nadzieją na uporządkowanie mojego życia. Poświęciłam dwa dni na porządkowanie zwiezionych z mieszkania papierów, wyciągnęłam zakurzony Happy Planner, zsynchronizowałam aplikacje z listami zadań w telefonie i komputerze, spisałam swój plan na ten rok ręcznie z Happy Planerem (taki nietypowy planner, który nie jest jak dziennik tylko „przewodni po życiu”). I muszę Ci powiedzieć, że to powiedzenie, że „Każda minuta planowania pozwala zaoszczędzić dziesięć minut pracy” u mnie sprawdza się idealnie. Czuję spokój. Panuję nad sytuacją. Wiem co jest ważne, co mniej ważne, o zrobienie czego mogę poprosić Maćka. Dzielnie odhaczam to co zrobione i dopisuję kolejne zadania. Stosuję zasadę „zjedz tę żabę” czyli to, czego nie chce mi się robić najbardziej, załatwiam na samym początku i uwierz mi TO DZIAŁA!

Jestem coraz spokojniejsza. Moje życie nabiera rytmu. W końcu mam czas na wspólne śniadania z rodziną (o proszę), na spacery zachwycające widokami, które przez ostatnie lata miałam tylko podczas wyjazdów z miasta… czekam teraz z utęsknieniem na wiosnę. Chcę odhaczyć na naszej liście punkt „ogród” i cieszyć się na maksa pierwszym spokojnym latem w naszym nowym domu, w naszym nowym życiu… wymarzonym życiu <3 

Piszę Ci to wszystko po to, żebyś wzięła sprawy w swoje ręce. Żebyś tak jak ja, odpowiedziała sobie na pytanie „Co mnie uszczęśliwia w życiu”, czego potrzebuję do osiągnięcia tego wymarzonego stanu. Zrób listę i krok po kroczku ją realizuj. Zadbaj o to jak wyglądasz, zadbaj o to jak funkcjonujesz. Zacznij od tych zmian, które możesz wprowadzić od razu. Nie czekaj na jakąś symboliczną datę czy znak z nieba. A jeśli serio tego znaku z nieba potrzebujesz to uznaj za ten znak mój wpis, a symboliczna data? hmmm… 23 marca, dokładnie 26 lat temu odbyła się premiera Pretty Woman, 28 lat temu wyemitowano pierwszy odcinek Mody na Sukces a 2 lata temu Kamil Stoch zwyciężył w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata :) 23 marca od lat tworzy się historia! To idealny dzień na #DobrąZmianę ;) :*

clochee malwina bakusiowo trzcinska

skomentuj wpis

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3