Tych 15 książek, odmieniło moje życie. Ten wpis, odmieni Twoje.

25 lipca 2017

Jedną z podstawowych zasad prowadzenia bloga, jest pisanie tego, co samemu chciałoby się przeczytać. Zajmowanie się tematyką bliską sercu. Wtedy przekaz jest naturalny i prawdziwy. A dodatkowo, gromadzi się wokół takiego blogera społeczność osób, które są podobne do niego. Po 3 latach prowadzenia bloga, muszę przyznać, że kurczę no… udało mi się to! Nawet nie wyobrażasz sobie, z jaką chęcią usiadłam właśnie do napisania wpisu o książkach, które przeczytałam na przestrzeni ostatniego roku. Książki? Serio? Ktoś będzie tym zainteresowany? A będzie! Moje dziewczyny będą! Bo są matkami, które są na podobnym poziomie do mojego. Bo ich dzieci powoli zaczynają się od nich uniezależniać i w końcu przychodzi czas, w którym mogą zwolnić tempo i zająć się wreszcie sobą.

Odzew po wpisie „Tych 5 zmian sprawi, że zaczniesz chudnąć” był kosmiczny. Dostałam dziesiątki maili z prośbą o podanie pełnej listy tytułów, które wpłynęły na moją przemianą zewnętrzną i wewnętrzną. A właściwie to powinnam zacząć od wewnętrznej, bo gdyby nie wewnętrzna, zewnętrzna pewnie nigdy nie doszłaby do skutku. Pewna mądra osoba, powiedziała mi kilka miesięcy temu, że dopóki próbuję chudnąć z nienawiści do mojego ciała, nic z tego nie wyjdzie. Schudnę dopiero wtedy, kiedy zaakceptuję siebie taką jestem. I wiesz co? Ja dalej nie akceptuję siebie taką jaką jestem, ale już nie w takim stylu, że patrzę się w lustro i mam ochotę rozpieprzyć je w drobny mak, bo tak bardzo nie podoba mi się obraz, który się w nim ukazuje. Teraz mój brak akceptacji polega na tym, że latają mi uda, a wolałabym żeby były takie zwarte i mięsiste, zwisa mi jeszcze trochę tłuszczu z przedramienia, a chciałabym, żeby było takie kształtne i wyrzeźbione, no i chciałabym tak ogólnie wydolnościowo jeszcze trochę nad sobą popracować. Ale to już nie jest ten stan, w którym płakałam na widok swojego brzucha wylewającego się z jeansów (chociaż nadal się wylewa! ale już nie tak jak wcześniej).

Klucz do przemiany wewnętrznej i zewnętrznej tkwi w zrozumieniu tego, że nasze ciało i duch muszą ze sobą współgrać. Ciało to taka skomplikowana maszyna, która umożliwia nam osiąganie tego, co duch sobie wymyśli (czy tam mózg, jak kto woli). Jeśli o naszą maszynę zadbamy, to i duch poczuje się lepiej. Ale uwaga! Nie wystarczy tylko pucować maszynę z zewnątrz. Maszyna wszystkie czynności życiowe ma w środku! Nie możemy zapominać o dostarczaniu odpowiedniego paliwa, które jest niezbędne dla wszystkich narządów. Pucowanie maszyny z zewnątrz przypomina mi moją dietę białkową, od której chudłam świetnie, ale moja odporność spadła na łeb na szyję. A razem z odpornością straciłam całą moją życiową energię i radość życia.

Zaczęłam chudnąć w momencie, w którym pokochałam samą siebie. W momencie, w którym przestałam się używać, a zamiast tego zaczęłam ze sobą samą współpracować. I właściwie to jest tak, jak mówiła mi ta mądra osoba, o której Ci wyżej wspominałam. Chudnięcie to właściwie efekt uboczny mojej przemiany życiowej. Podejrzewam, że jeśli jesteś chorobliwie chuda, efektem będzie zdrowe przybranie na wadze. Bo nasz organizm i duch, podświadomie dążą do balansu. Do jakiejś równowagi w życiu. Ja do mojego stanu równowagi dochodziłam przez ostatnich 5 lat. Potrzebowałam kilku fizycznych dołków po drodze (ja je nazywam „życiowymi zadyszkami”), żeby po czwartym i ostatnim, który przydarzył mi się rok temu, zrozumieć, że nadszedł czas na zajęcie się samą sobą. Pamiętasz ten tekst? –> „Postanowiłam zająć się w końcu samą sobą. Nie wszystkimi dookoła. Sobą.

Po tym wpisie pojawił się kolejny –> „Nie ma mnie i nie będzie…”

A później ten –> „Już wiem, dlaczego życie zaczyna się po 30…”

Teraz tak sobie myślę, że ja powinnam założyć oddzielną kategorię, w której znalazłyby się wszystkie wpisy o mojej życiowej zadyszce, o używaniu siebie, o tym, jak zmieniało się moje życie. Myślę, że sporo dziewczyn odnalazłoby w tych tekstach siebie i może ten proces zmiany na lepsze, poszedłby jakoś szybciej wtedy? No nic. Zanim kategoria, mam dzisiaj dla Ciebie, obiecany spis książek, które zmieniły moje wnętrze i … zewnętrze :) Nie musisz brać ich jeden do jednego. Szczególnie tych o diecie. Tu nie chodzi o to, żebyś przestała jeść cokolwiek. Chodzi o to, żebyś złapała świadomość tego, że to co jesz, ma bezpośredni wpływ na to jak się czujesz i fizycznie i psychicznie. No… ale zanim o jedzeniu, trochę mądrości życiowych :) Tych dla ducha :) Jedziemy z koksem!

„Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć.” Joanna Glogaza

Kupując tę książkę nie wiedziałam, że jej autorka jest blogerką. Nie wiedziałam też, że będzie mi dane podziękować jej za tę książkę, podczas tegorocznej edycji SeeBloggers :) Czytając książkę Asi, czułam jakbym czytała swoje własne przemyślenia. Powoli docierało do mnie, że nie jestem nienormalna. Po prostu na pewne kwestie trzeba spojrzeć się z innej perspektywy. „Slow Life” Asi to mój przedwstęp do głębokiej przemiany, dzięki której dzisiaj mogę powiedzieć głośno – JESTEM SZCZĘŚLIWA. Książkę kupisz TUTAJ.

„Chcieć mniej” Katarzyna Kędzierska

Kolejna pozycja napisana przez blogerkę, którą co ciekawe poznałam zanim kupiłam tę książkę. I najlepsze jest to, że dopiero kiedy zaczęłam ją czytać, dotarło do mnie, że mam w rękach książkę Kasi, z którą spędziłam przemiły wieczór u Basi Szmydt :) Słowa blogerki, do blogerki przemawiają z dwukrotną siłą. Ale jeśli Ty czytasz mnie, Kasię też będzie Ci się dobrze czytało :) Po lekturze książki Asi Glogazy, „Chcieć mniej”, będzie fajnym ugruntowaniem zdobytej wiedzy. Książkę kupisz TUTAJ. 

 

„Pokochaj swoje ciało. Egoizm to nie grzech” Dagmara Skalska

Absolutely hit hitów. Musisz, poprostu MU-SISZ przeczytać tę książkę. Ja dostałam ją od dziewczyn z wydawnictwa Burda, z pięknym liścikiem, w czasie, kiedy przebywałam z Matim w szpitalu. Nie robiłam z tego eventu na blogu, bo uważam, że nie wszystko jest na pokaz, ale odpowiadając na maile informowałam o tym, że chwilowo jestem poza zasięgiem, bo przebywam z dzieckiem w szpitalu. I wtedy właśnie dziewczyny postanowiły troszkę osłodzić mi te smutne chwile książką Dagmary. Wiesz co Ci powiem? W tej książce jest wszystko. Jest kwintesencja tego, co chcę Ci przekazać. O miłości do siebie, o uważności, o tym, żeby być a nie mieć… co prawda Dagmara jest bardzo rozkochana w jodze, do której ja podchodzę z wielką nieufnością i w ogóle widać wielki wpływ filozofii wschodu, na to, co Dagmara opisuje, ale skoro ja znalazłam w tej książce coś dla siebie, Ty znajdziesz również :) Książkę kupisz TUTAJ. 

„Ciało i ducha ratować żywieniem” Ewa Dąbrowska

Ja wiem, że zdania na temat diety dr Dąbrowskiej są podzielone. Ja jestem z tych, którym post prawdopodobnie pomógł na moją największą przypadłość, ale nie czas i miejsce, żeby o tym pisać. Post przechodziłam pod nadzorem lekarza, a zanim się za niego zabrałam, przeczytałam tę maleńką książeczkę od a do z. Wraz z odstawieniem miliona tabletek hormonalnych, rozpoczęłam post. Efekty są oszałamiające. Co prawda nie przeprowadziłam go ostatecznie tak jak powinnam, więc waga, którą straciłam dosyć szybko wróciła, ale to „z winy” trenera, który zalecił mi jeść dosyć dużo, bo nie miałam siły na treningi. Co prawda nie dotknęłam się już do nabiału, ale o tym będzie jeszcze jeden wpis, bo mam dla Ciebie jeszcze jeden ciekawy temat „do obgadania”. Ale to innym razem. Dzisiaj skup się na tym, że książka Ewy Dąbrowskiej, nawet jeśli nie zamierzasz przeprowadzić postu, otworzy Ci oczy na to, jak wiele chorób dotyka nas właśnie przez to, że nieodpowiednio jemy. Książkę kupisz TUTAJ. 

 

„Zupy odchudzające. Sezonowy detoks.” Magdalena Makarowska

Jeśli nie ufasz diecie dr Dąbrowskiej, nic straconego. Mój Maciek też podchodził do niej sceptycznie. Kwestia detoksu organizmu nie podlegała jednak dyskusji więc Maciek namiętnie gotował zupy według przepisów Magdy. Co prawda czasem są nieścisłe i jest w nich sporo pomyłek, ale na szczęście nie są to pomyłki, których nie da się wyłowić. Ot, brakuje jakiegoś składnika w spisie produktów, albo odwrotnie itd. Maciek schudł na zupowym detoksie chyba (nie ma go przy mnie więc nie mam pewności), ale wydaje mi się, że było to 6 kg. Paradoksalnie (podobnie jak ja, na poście Dąbrowskiej) złapał takiego powera do działania, że szok! To znaczy, dla mnie to już nie szok właściwie, bo po przeczytaniu kolejnej książki, którą Ci tutaj przedstawię, będziesz już miała 100% pewności, że nasze zdrowie pochodzi z jelit. I to nie jest żadne szarlataństwo. Tak po prostu jest! Książkę kupisz TUTAJ. 

 

„Leczenie Dietą. Wygraj z Candidą.” Marek Zaremba 

Wydaje mi się, że Dagmara Skalska, pisząc swoją książkę bardzo dużo czerpała z książek Marka. Chyba nawet gdzieś o tym wspomina. No nic. Co by nie było, to książka „Leczenie Dietą” to sztos nad sztosami, który powinna przeczytać każda matka, żona i kochanka. Matka, dlatego, że ma dziecko, a dzieci są na kandydozę narażone szczególnie. Mówię to ja – mama Mateuszka, u którego badania wykazały znaczne namnażanie się grzyba Candida. Żona dlatego, że małżonkowie kandydozą mogą zarażać się wzajemnie, to raz, a dwa, chłopu to trzeba zrobić skróconą wykładnię, bo sam po rozum do głowy nie pójdzie :) Książki Marka Zaremby to dla mnie absolutny must read. A już ta, to najbardziej absolutny z absolutnych must readów :) Marek jest bardzo uduchowiony. Oprócz kwestii odżywiania ciała, opowiada o odżywianiu ducha. „Leczenie Dietą” to taka delikatna wersja „Ciało i ducha ratować żywieniem” Ewy Dąbrowskiej, z tym, że w tym wypadku kontrowersją nie jest sposób leczenia, a choroba, której wielu lekarzy po prostu nie uznaje. Co by nie było, ta książka zmieni Twoje podejście do odżywiania. Gwarantuję Ci to! Książkę kupisz TUTAJ. 

Polecam Ci jeszcze dwie dodatkowe książki Marka Zaremby:

„Jaglany detoks” –> Książkę kupisz TUTAJ. 

„Jaglany detoks. Kolejny krok.” –> Książkę kupisz TUTAJ.

 

„Nowoczesne zasady odżywiania. Badanie wpływu żywienia na zdrowie.” T. Colin Campbell

Książkę czyta się jak dobrą powieść przygodową. Niestety to, co opisuje Colin Campbell, to prawda. Przeprowadził on badanie, którego nie udało się przeprowadzić nikomu innemy w tak szerokim zakresie. Przez kilkadziesiąt lat badał Chińczyków i ich odżywianie. Wyniki są zatrważające. W skrócie – dieta obfitująca w białko zwierzęce jest pożywką dla nowotworów. O tej książce powiedziała mi znajoma blogerka, mama dziecka, z chorobą autoimmunologiczną. Po wprowadzeniu zasad żywienia zaproponowanych w tej książce, stan zdrowia dziewczynki uległ znacznej poprawie. To właśnie był dla mnie klucz do zrozumienia, dlaczego tak bardzo nie toleruję mięsa. Po prostu nie każdemu służy… a co najważniejsze. Wcale nie jest niezbędne do poprawnego funkcjonowania naszego organizmu. Z resztą, co ja Ci będę tu zdradzała szczegóły :) Przeczytasz i sama wyciągniesz słuszne wnioski :) Polecam Ci od razu dwie pozycje. Książkę taty, czyli T. Colina Campbella i książkę bodajże jego córki, która przedstawia przepisy przygotowane zgodnie z zasadami żywienia zaproponowanymi przez Campbella.

„Nowoczesne zasady odżywiania. Badanie wpływu żywienia na zdrowie.” kupisz TUTAJ.

„Nowoczesne zasady odżywiania w praktyce.” kupisz TUTAJ.

 

„Rzucam cukier.” Sarah Willson

To już tylko uzupełnienie wiedzy, którą przekaże Ci książka Marka Zaremby o leczeniu dietą. Sarah moim zdaniem trochę przesadza, bo nie poleca jedzenia nawet owoców, ale dla osób, które owoców nie odróżniają od warzyw i uważają, że zjedzenie jabłka na noc to to samo, co schrupanie rzodkiewki, może lepiej niech się w tę książkę zaopatrzą i troszkę się wyedukują. Taki czasowy cukrowy detoks jest też dobry, nawet myślę w całości, tak jak to ja zrobiłam przy Dąbrowskiej, chociaż pieczona dynia i marchewka to nie do końca brak cukru, no, ale nie zapędzajmy się w kozi róg. Coś jeść trzeba. Jeśli natomiast jesteś na początku swojej żywieniowej drogi, polecam Ci tę książkę. Otworzy Ci oczy na to, jakie ilości cukru pochłaniamy w produktach, które jeszcze w czasach naszych rodziców, nie zawierały nawet jego odrobiny. Książkę kupisz TUTAJ. 

 

„Zamień chemię na jedzenie” Julia Bator

Taki dodatek do książki o rzucaniu cukru, dla osób, które zainteresuje temat zdrowego odżywiania. Bo w dzisiejszych czasach owszem, mamy trudniej, ale zdrowa kuchnia nie jest niemożliwa i mówię Ci to ja – struś pędziwiatr, który może i trochę polubił gotowanie, ale tylko wtedy, kiedy ma czas, a że czasu mu wiecznie braknie… sorry :) Nie wszystko na raz :)

„Zamień chemię na jedzenie.” kupisz TUTAJ.

„Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy.” kupisz TUTAJ.

 

Coś na koniec…

A na koniec, coś, do czego niezależnie od tego na jakim jesteś teraz etapie w życiu, kiedyś na pewno dotrzesz. Jakoś tak się złożyło, że sporo moich koleżanek, ma za sobą czas przemian, poszukiwania sensu tego życia, swojego miejsca na ziemi itd. I ja im zawsze powtarzałam, że moje życie zaczęło nabierać sensu, kiedy przeczytałam te dwie książki. Jedne się posłuchały i przeczytały inne dzwonią do mnie teraz (PO LATACH) i mówią, że właściwie to zmieniły już wszystko, zrozumiały już wszystko, ale nadal czegoś im brakuje. I swoje oczy zwracają w tym momencie ku temu, co moim zdaniem jest podstawą wszystkiego… :) Ja Cię nie namawiam. Zwróć uwagę, że nie położyłam tych dwóch książek na powyższym stosiku. Ale wierz mi, nawet jeśli teraz, w duchu zbuntujesz się na milion procent przed tym, co zaraz Ci pokażę, wierz mi, że przyjdzie taki dzień, kiedy CZEGOŚ CI ZABRAKNIE. Sięgnij wtedy po jedną z tych dwóch pozycji. Wypełnisz tę ostateczną pustkę. Gwarantuję Ci to.

„Bóg nigdy nie mruga.” Regina Brett kupisz TUTAJ.

„Bóg zawsze znajdzie Ci pracę.” Regina Brett kupisz TUTAJ. 

 

 

PE.ES. W związku z kosmiczną ilością pytań o mój licznik kroków z pulsometrem, którego używam z aplikacją FitBit, podaję bezpośredni link do modelu, który kupiłam –> TUTAJ :)

Udostępnij Skomentuj

Za kilka sekund zostaniesz przekierowana kolejny post

No czeeeeeeść! Bardzo się cieszymy, że do nas trafiłaś!

Jeśli jesteś mężczyzną, wybacz, ale jesteś zdominowany przez żeńską część bakusiowej społeczności. Bakusiowo to zdecydowanie blog dla kobiet :)

Co prawda zasłynęliśmy jako blog parentingowy, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzamy, że ramy parentingowe za bardzo nas ograniczają.

Jak więc nas określić? Blog rodzinny – zdecydowanie. Blog lifestylowy – jeszcze lepiej! Ale… to nadal zbyt mało.
Na naszym blogu każdy znajdzie coś dla siebie… piękne fotografie, niebanalne teksty, filmy… pokazujemy nasze wnętrza, podróże, inspirujemy, bawimy, wprawiamy w zadumę.

Podobno uzależniamy… ale pozytywnie! Odwiedzaj więc nas jak najczęściej! Jesteśmy baaaaaardzo gościnni ;) Do zobaczenia! Mati, Malwina i Maciek

PS. Jeśli jesteś u nas pierwszy raz kliknij TUTAJ. Zrobimy Ci szybką wycieczkę po blogu i opowiemy kilka ciekawych historii. Po 5 minutach będziesz się tutaj czuła jak u siebie <3